Odejście węgierskiego Fideszu związane jest ze sprzeciwem tego ugrupowania względem unijnej polityki imigracyjnej, blokowania reform wymiaru sprawiedliwości przez państwa Unii oraz agresywnej tęczowej polityki kwestionującej tradycyjny model rodziny. Wszystkie te kwestie stawały się na przestrzeni ostatnich lat powodem sporów pomiędzy Węgrami a dominującymi w Unii Niemcami. Dokładnie te same kwestie powodują spór, w którym trwa Polska. Najwyraźniej progresywne elity UE uznały za swój sukces skurczenie się frakcji europarlamentarnej, i postanowiły iść za ciosem. Po rezolucjach dotyczących wymiaru sprawiedliwości w Polsce i na Węgrzech oraz potępienia polskich prywatnych mediów za organizowane przez nie akcje sprzeciwu wobec ideologii LGBT politycy w PE zadeklarowali w rezolucji, że cała Europa ma się stać jedną wielką „strefą wolności LGBT”. Pod rezolucją ze strony polskiej podpisali się potencjalni uczestnicy ogłoszonej w Polsce „Koalicji 276”. Mamy więc tam podpisy Lewicy, Wiosny, PO oraz Zielonych. Pod propozycją rezolucji mamy też podpisy innych polityków z frakcji Europejskiej Partii Ludowej, Socjalistów, Odnowić Europę, Zielonych i Lewicy. Spośród polityków z Polski podpisali się m.in. Andrzej Halicki, Łukasz Kohut, Leszek Miller, Robert Biedroń, Marek Belka, Włodzimierz Cimoszewicz i Sylwia Spurek. Zgodnie z wykształconą już tradycją duża część europosłów wybieranych z Polski za swój główny cel uznaje doprowadzenie do nałożenia jakichkolwiek sankcji na nasz kraj. I oczywiście w tej sprawie pojawia się dokładnie taki postulat. Jeśli któreś państwo uzna, że nie chce być strefą LGBT, wówczas miłująca wolność unijna lewica nałoży na taki kraj sankcje finansowe w ramach mechanizmu, który formalnie chronić ma najważniejsze interesy finansowe Unii. To samo środowisko, które w PE proponuje obowiązkowe objęcie całego kontynentu strefą LGBT, w Polsce wspierało i wspiera organizację twierdzącą, że reprezentuje wszystkie kobiety. Ta organizacja używa nazwy „Ogólnopolski Strajk Kobiet”. Jej liderka kilka tygodni temu gościła w Parlamencie Europejskim i dzieliła się przemyśleniami na temat tego, jak urządzić życie Polek i Polaków. W ostatnich dniach panie z OSK przedstawiły najnowsze plany swojej organizacji. Działaczki i działacze OSK planują przeprowadzenie kampanii reklamowej, która sprowadzać się ma do drukowania haseł obrażających Kościół i wiernych. Jak widać, najważniejszym celem organizacji, z którą postanowiła się skleić cała polska opozycja, jest po prostu wulgarne obrażanie nie tylko ludzi wierzących, ale również tych, którzy uważają, że Kościół i wiara w Polsce to istotny element naszego wspólnego dziedzictwa kulturowego. Wszyscy ci politycy, którzy wspierają bądź wspierali organizację czerwonych piorunów, stają dziś pod hasłami profanującymi i wyszydzającymi fundamentalne wartości, które podziela blisko 90 proc. polskich obywateli. Co ciekawe, obecni na manifestacjach tej organizacji politycy Platformy przejęli w ostatnich tygodniach główny postulat czerwonych piorunów, czyli aborcję na żądanie.
Dziś jest to fundamentalny element programu PO. Należy się zatem spodziewać, że w niedalekiej przyszłości będąca członkiem EPL, czyli przypomnijmy chrześcijańskiej demokracji w Europie, Platforma przejmie hasła z plakatów czerwonych piorunów. Przejmie być może również serię postulatów, jakie zgłoszone zostały w trakcie ostatniej konferencji. Dotyczą one wprowadzenia w Polsce nowych zwyczajów, a także zastąpienia dotychczasowych świąt rodzinnych nowymi. A mają być to: zamiast chrztu świętego – pierwsze urodziny, zamiast pierwszej komunii świętej – „ceremonia rozkwitania”. To barbarzyństwo, które promują neokomuniści w ramach swoich organizacji, ma bardzo konkretny cel polityczny. Chodzi o długofalowe oddziaływanie, mające na celu niszczenie podstawowych wartości istotnych dla Polaków po to, aby na gruzach wspólnoty wartości stworzyć wspólnotę nihilizmu, a na braku wartości zbudować później własną pozycję polityczną. Autorzy tych działań świetnie wiedzą, że gdyby się to kiedyś udało – oznaczać będzie również likwidację państwa polskiego. Ale to nic nowego. To stary postulat bolszewików, który próbują realizować od ponad 100 lat.