„Jeśli jesteś 28-letnią modelką czy aktorką i zajdziesz w ciążę, możesz stracić pracę. Jeśli więc chcesz mieć dziecko i użyć do tego matki zastępczej, ja ci to zapewnię” – przekonuje dr Vicken Sahakian i dodaje, że jego pomysł jest nowatorski, ale dwadzieścia lat temu pomoc ofiarowana parom gejowskim przez surogatki też była szokująca, a teraz stała się normą. Tak, tak. To rozumowanie jest absolutnie spójne i warto sobie uświadomić, że za kilka, kilkanaście lat, jeśli nic się nie zmieni, stanie się normą, a nie wyjątkiem. Każdy zaś, kto będzie próbował sugerować, że to jednak przesada, zostanie okrzyknięty faszystą i talibem.
Socjalne surogatki
Argument z równi pochyłej nie jest najsilniejszy intelektualnie, ale niestety nieodmiennie sprawdza się w praktyce. Tak jest także w przypadku tzw. macierzyństwa zastępczego, które promuje się jako rozwiązania dla kobiet (a niekiedy dla par gejowskich), które nie mogą mieć dzieci. W takim wypadku – wyjątkowym, jak się podkreśla – trzeba im pozwolić skorzystać z usług kobiety, która dla nich donosi i urodzi dziecko (a niekiedy także dostarczy komórek jajowych). Teraz jednak pojawił się nowy społeczny powód, by dostarczać kobietom takie usługi.