Ostatecznie nasz kraj został całkowicie upokorzony przez Tatianę Anodinę, która bez żadnej odpowiedzi przedstawiła swoją nieprawdziwą wersję raportu, nadając światową interpretację zdarzenia. Premier był wtedy na nartach w Dolomitach i również nie zareagował. Wolał palić cygara. Po tym, co usłyszeliśmy, nie można mieć wątpliwości. Tusk nie chciał wiedzieć, co się stało w Smoleńsku. Wiedział, że prawda może go przerazić. Z pewnością również biorąc pod uwagę gry przeciwko prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu rozumiał, że może być oskarżony o przyczynienie się do tragedii. To, co było jednak najbardziej obrzydliwe, to powtarzanie hasła: państwo zdało egzamin. Wykolegowali nas z oblotu lotniska – państwo zdało egzamin. Pomylone ciała i konieczne ekshumacje – państwo zdało egzamin. Rosjanie nie oddają wraku – państwo zdało egzamin. I tak do 2015 roku, gdy w końcu PO przygnieciona faktami musiała odejść. Bogu dzięki, bo nie wiem, co by się działo dzisiaj w Polsce, gdyby zarządzała nią tamta ekipa. Znaczy domyślam się. Realizowalibyśmy 1 do 1 politykę niemiecką. Prawdopodobnie państwo zdawałoby egzamin tak samo jak w 2010 roku. I żadne fakty by tego nie zmieniły. Najgorsze jest jednak to, że politykom PO nigdy nie przeszła przez gardło samokrytyka. Nigdy nie padło słowo: przepraszam. Tusku, przeproś i milcz.
Przeproś i milcz
Program Anity Gargas szybko przypomniał nawet najtwardszym krytykom Dobrej Zmiany, kim był Donald Tusk. W czasie gdy w Smoleńsku zginął prezydent, jego małżonka, ministrowie i generałowie, ówczesny premier nie znalazł czasu, by na tyle nadzorować państwo, aby wyjaśnić przyczyny całego zdarzenia. Nic. Nie ma słów, aby opisać skalę hańby, którą okrył on Polskę.