To inwestycja, która powinna powstać już kilkadziesiąt lat temu. Tunel kończy z prowizorką i poczuciem tymczasowości tego pięknego, nadmorskiego kurortu. Fakty bowiem są takie, że nadal ze Świnoujścia jest bliżej do Niemiec niż do Polski, chociażby dlatego, że od strony naszego zachodniego sąsiada na Uznam są dwa mosty, a my pływaliśmy przez 75 lat barkami. Cieszy więc to, że realnie przyłączamy to terytorium do Polski. Nieco analogiczną inwestycją jest przekop Mierzei Wiślanej. Tutaj z kolei przez lata rozwój żeglugi w Zalewie Wiślanym blokowały humory rosyjskich urzędników. To też już wkrótce przejdzie do historii, a my będziemy mogli sami decydować o tym, kto może, a kto nie może pływać po polskiej części akwenu. Nie zmienia to jednak faktu, że obie inwestycje są testem dla rządu Prawa i Sprawiedliwości. To już nie tylko kwestia gospodarki i wygody ludzi, ale również mocy sprawczej państwa. Dlatego też obie decyzje rządu stały się obiektem ataków ze strony opozycji, która kpi lub próbuje odbierać wagę obu tym przedsięwzięciom. O ile jednak sprawy te są ważne, o tyle absolutnym priorytetem jest dzisiaj jednak wprowadzenie nowej polityki energetycznej państwa. Jeżeli polska prawica w tej materii nie dogada się kierunkowo, to będzie musiała pozostawić to zadanie opozycji. Nie muszę mówić, co będzie to oznaczać dla Polski. Mogę tylko przypomnieć, że w czasach PO-PSL decyzje w tym zakresie podejmował Waldemar Pawlak.
Polska przyłącza terytoria
Nie będę popadał w emfazę, jak premier Mateusz Morawiecki, i pisał o tym, jak maszyna do drążenia tunelu pod Świną będzie kruszyć bariery słabości, ale jednak cieszy mnie, że w październiku przyszłego roku wreszcie powstanie tunel do Świnoujścia.