Polscy piłkarze pod koniec marca zmierzą się w eliminacjach mistrzostw świata z Węgrami, Andorą i Anglią. Biało-czerwonych po raz pierwszy poprowadzi w tych meczach Paulo Sousa, który na stanowisku selekcjonera zastąpił Jerzego Brzęczka.
Portugalczyk powołał zawodników i od razu odezwały się pierwsze głosy krytyki. "To jest niepoważne" - grzmiał były bramkarz Liverpoolu Jerzy Dudek w "Przeglądzie Sportowym" - uważając, że Paulo Sousa nominował zbyt wielu piłkarzy. Bogusław Kaczmarek dodawał, że trudno w racjonalny sposób wytłumaczyć brak w kadrze Tomasza Kędziory. Niezadowolenie wyrazili również niektórzy dziennikarze. "Dlaczego w reprezentacji jest ten? Dlaczego w reprezentacji nie ma tamtego?" - tego rodzaju komentarze pojawiają się ostatnio w prasie i internecie.
Stara prawda mówi, że w Polsce wszyscy znają się na medycynie i piłce nożnej. Pomijając kwestię zdrowia i koncentrując się na futbolu - trzeba stwierdzić, że z tą wiedzą chyba coś jest nie tak. Dlaczego bowiem polskie drużyny przegrywają w europejskich pucharach z ekipami z krajów, gdzie od piłki popularniejsze jest saneczkarstwo. Nie jest to żaden wypadek przy pracy, ale smutna reguła ostatnich lat, że lanie dostajemy od "potęg" z Łotwy czy Luksemburga.
Z całym szacunkiem dla Bogusława Kaczmarka każdy może porównać jego osiągnięcia z osiągnięciami Paulo Sousy i samemu wyciągnąć wnioski. Portugalczyk chyba faktycznie nie powinien uczyć się polskiego. Z piłkarzami zawsze znajdzie wspólny język, a na czytanie niektórych komentarzy raczej szkoda czasu.