Dlaczego tak się dzieje? Dzieje się tak dlatego, że piszę stale o jednym i tym samym, więc po przeczytaniu kolejnego tekstu z serii: „Jak dzielni Niemcy wciąż budują swój rząd”, normalny człowiek ma dość. Ponieważ ja nigdy nie twierdziłem, że jestem normalny, uważnie obserwuję sytuację u naszego zachodniego sąsiada i staram się przekazywać Czytelnikom destylat z poczynań Angeli Merkel i jej wesołej kompanii, a moja wstępna konkluzja jest następująca – nudno się robi.
Okrągłe frazesy
Nudno się robi, ponieważ doniesienia zza Odry są utrzymane od tygodni w jednej konwencji – „Merkel z Schulzem odbędą jeszcze tylko dwa spotkania i jedną turę rozmów, które pozwolą im zbudować rząd marzeń, a wy, drodzy Niemcy, zajmijcie się w tym czasie sprawą łamania praworządności w Polsce, dla której uruchomiono w ramach braterskiej pomocy art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej. Ba, to i tak lepiej, niż robili Chruszczow z Breżniewem, bo tamci czołgi od razu wysyłali”. A teraz już kończymy z tymi naciąganymi żartami, gdyż Niemcom wcale wesoło nie jest, a i my z nich nie powinniśmy się śmiać.
Nie powinniśmy się śmiać z potężnego kraju leżącego w centrum Europy, którego prezydent w swoim świątecznym orędziu pokornie prosi społeczeństwo o zaufanie do polityków i stara się wytłumaczyć ich nieudolność na wszystkie możliwe sposoby. Tak, nie muszą Państwo przecierać oczu z niedowierzaniem – potwierdzam, że piszę o Franku-Walterze Steinmeierze. Jakie nastroje społeczne panują u naszych zachodnich sąsiadów, skoro głowa państwa w bożonarodzeniowym wystąpieniu tłumaczy, że rozumie bezsilność, niepewność i dezorientację ludzi? Co musiało się wydarzyć, że Steinmeier już jawnie wskazuje, iż przyczyną takiego stanu rzeczy jest długotrwały kryzys imigracyjny i ciągła niemożność skomponowania rządu federalnego, mimo że od wyborów do Bundestagu upłynęły już trzy miesiące? Dobrze, nawet jeśli przeciętni Peter i Helga nie chcą się zajmować odległymi, berlińskimi sprawami, to dlaczego zostali poproszeni przez swojego prezydenta o wewnętrzne wyciszenie w tym szczególnym czasie, mimo że dostęp do placówek służby zdrowia jest coraz trudniejszy, zniesiono wiele połączeń autobusowych do ich prowincjonalnych miejscowości czy zlikwidowano kolejne punkty handlowo usługowe? Steinmeier napomknął, że frustracja osób dotkniętych takim stanem rzeczy i poczucie zepchnięcia na margines znajdują u niego zrozumienie, ale jedyne co zrobił, to nieudolnie próbował pocieszyć je kilkoma okrągłymi frazesami o tym, że wszystko będzie dobrze.
Wszystko będzie dobrze nie wcześniej jednak niż na koniec marca, kiedy planowane jest zakończenie głównych rozmów pomiędzy chadekami z CDU/CSU a socjaldemokratami z SPD w sprawie powstania kolejnej wielkiej koalicji. Jeśli założymy, że 31 marca 2018 r. będzie dniem utworzenia gabinetu kanclerz Merkel, to prosta arytmetyka wskazuje, iż Niemcy potrzebują ponad pół roku na powołanie aparatu rządzącego. Jak słaba jest legitymizacja takiej władzy w porównaniu choćby z rządem polskim? Przypomnę, że gabinet premier Beaty Szydło uzyskał wotum zaufania po upływie 24 dni od elekcji. Czy rząd Niemiec będzie mógł nadal odgrywać główną rolę w Unii Europejskiej, skoro cieszy się tak słabym poparciem we własnym kraju? W mojej ocenie nie! Czy będzie to „pełnokrwisty” rząd demokratycznego kraju, czy raczej swoisty „gabinet przetrwania” do kolejnych wyborów w roku 2021? Te pytania pozostaną obecnie bez odpowiedzi, ale możemy pokusić się o dywagację, dlaczego, pomimo panującej sytuacji patowej, Niemcy nie chcą rozpisać kolejnych wyborów do Bundestagu?
Brudne chwyty
Kolejnych wyborów do Bundestagu unika jak ognia zarówno niemiecki prezydent, jak i kanclerz. Powód jest prozaiczny – dzięki uporczywemu forsowaniu przez Frau Bundeskanzlerin „polityki otwartych drzwi” trzecią siłą niemieckiego parlamentu stała się Alternatywa dla Niemiec (AfD) – partia określana jako populistyczna, skrajnie antyimigrancka i antyeuropejska, która zdobyła prawie 100 mandatów. Jej wejście na arenę polityczną zaszachowało wszystkich graczy tak skutecznie, że pozostało im jedynie wygłaszanie słabych orędzi i apeli, nawołujących liderów partii do opamiętania, kompromisu i wzięcia odpowiedzialności za kraj, oraz stawianie absurdalnych tez, że takowej odpowiedzialności nie można znów złożyć na barkach wyborców. Taki model niemieckiej demokracji przedstawił w listopadzie wspomniany już Steinmeier, zaraz po zerwaniu rozmów o powstaniu koalicji jamajskiej. Czyżby prezydent bał się, że wynik AfD będzie jeszcze lepszy od obecnego i partia stałaby się jednym możliwym koalicjantem dla chrześcijańskich demokratów? Może stąd wynikają obecne kłopoty AfD? Od kilku miesięcy bowiem ugrupowanie nie potrafi znaleźć patrona, którego imię byłoby znakiem rozpoznawczym fundacji wspierającej partię i będącej jednocześnie kuźnią oraz rezerwuarem jej kadr. Alexander Gauland, lider „Alternatywy”, zaproponował, aby to Gustav Stresemann stał się patronem fundacji, ale natychmiast podniósł się w Niemczech medialny krzyk przeciwników tej idei, w którym wiedzie prym wnuk byłego kanclerza Republiki Weimarskiej, wspierany zgodnie przez pryncypałów innych partii, które same od wielu lat mają podobne finansowane ze środków publicznych fundacje. Nie jestem zwolennikiem programu AfD, ale zwalczanie przeciwnika politycznego wątpliwej jakości metodami budzi we mnie jeszcze większy niesmak. Jaka więc jest niemiecka władza jakościowo?
Śledźmy sytuację
Niemiecka władza jakościowo jest zła, zużyta, reprezentowana przez ogranych liderów, na których ciążą wszystkie winy za doprowadzenie państwa do obecnej sytuacji swoistej regencji. Liderów, którzy nie są jednak zbyt skorzy, aby publicznie przyznać się do winy i wyrazić skruchę. Liderów, którzy pozostawiają rannych towarzyszy na polu bitwy, a sami bezpiecznie się wycofują na tyły, aby ocalić resztki zdobytych łupów.
Są Państwo zdziwieni tym porównaniem? Jak więc inaczej można nazwać postępowanie wiceszefowej socjaldemokratów Marii Dreyer, która dopuszcza możliwość powstania chadeckiego rządu mniejszościowego wspieranego ewentualnie przez SPD? Czyż to nie jest szatański plan? Dotychczasowy koalicjant zostawia Merkel z wizją rządu mniejszościowego, a sam, w zależności od sytuacji, będzie go wspomagał lub nie! Za pół roku Niemcy zapomną, że SPD współrządziło krajem przez ostatnie lata i pani kanclerz stanie się jedyną twarzą porażki. Z jakim więc politycznym kapitałem obydwa ugrupowania przystąpią do kolejnej elekcji? Odpowiedź na jakiekolwiek pytania odnośnie do struktury przyszłego niemieckiego gabinetu otrzymamy nie wcześniej niż 12 stycznia 2018 r., gdyż na ten dzień zaplanowany jest koniec wstępnych, sondażowych rozmów koalicyjnych pomiędzy CDU/CSU a SPD, a dopiero na koniec pierwszego kwartału przyszłego roku, jeśli oczywiście rząd powstanie, będziemy mogli dokonać kompleksowej oceny ich poczynań.
Kompleksowej oceny ich poczynań będzie musiało dokonać głównie polskie MSZ, które, mam przynajmniej taką nadzieję, bardzo uważnie śledzi obecną sytuację, poddaje ją bieżącej, dogłębnej analizie i wyprowadza stosowne wnioski. Niemcy nie są nam przyjaźni, traktują Polskę jako kraj lenny i zrobią wszystko, aby tak pozostało, dlatego, w mojej ocenie, polityczna matnia, w którą sami się wpędzili, bardzo nam sprzyja. Budujmy więc własną siłę na słabości sąsiadów i patrzmy im uważnie na ręce, mimo że czasem już nudno się robi.
Howgh!
Autor jest emerytowanym oficerem wojsk powietrznodesantowych. Samotnik. Nałogowy kawosz i czytacz politycznych newsów. Imię i nazwisko do wiadomości redakcji.