Nie ma co klawiatury strzępić na zarzuty sympatyków obecnego rządu – ich pruderia i purytanizm w oburzeniu na artystów, którzy wystąpili u prezydenta, mając w swoim repertuarze młodzieżową i nie całkiem grzeczną muzykę, są tylko tanim koncertem hipokryzji. Ludzie, którzy dumnie obnosili się z ośmioma gwiazdkami, zostali nagle ciotkami rewolucji uczulonymi na dosadną i rozerotyzowaną popkulturę. Dajmy im spokój.
Szkoła IPN
Całokształt imprezy w Juracie wykuty był nie tylko przez sprawnych PR-owców głowy państwa, ale też w nurcie najlepszych edukatorów Instytutu Pamięci Narodowej. Nawrocki był przecież naczelnikiem Wydziału Edukacji Narodowej w gdańskim IPN, następnie w Muzeum II Wojny Światowej, a potem już na czele całego Instytutu, gros energii poświęcał na popularyzację wiedzy wśród młodych Polaków. IPN ma w tym zakresie dobre kadry – wiele gier planszowych o historii Polski zdobyło rozgłos, także za granicą, a animacje, filmy i warsztaty z młodzieżą wytworzyły w całym pionie edukacji IPN specjalistów od dialogu z miłośnikami multimediów, internetu i mediów społecznościowych.
Nawrocki, będąc jeszcze prezesem IPN, wręcz oszalał na punkcie Biura Nowych Technologii, które poszukiwało drogi dotarcia do młodych. Gdyby sformułować tę nieopisaną doktrynę IPN, można by stwierdzić, że to edukator ma nauczyć się języka odbiorcy, a nie wymagać od niego odnajdywania się w złożonych historycznych treściach. W przypadku podjęcia takiej strategii przez prezydenta nie musi być to tylko zaletą, jest to po prostu coś zupełnie nowego – plaża, muzyka dance polo, głowa państwa nie w majestacie urzędu, ale pomiędzy siedzącymi na piasku gośćmi z całego kraju. Już pod tym względem Nawrocki wyprzedził Campus Trzaskowskiego w konfrontacji „my–oni”, tzn. politycy na scenie, a młodzi na widowni. Z drugiej strony Nawrocki nie zniżył się do poziomu gadżetów, takich jak wyciągnięte kolorowe T-shirty Barbary Nowackiej czy młodzieżowy slang i lewicowe neologizmy w postaci feminatywów. Prezydent mówił językiem nie urzędowym, nie młodzieżowym, ale swoim – można rzec – codziennym.
Jak przyciągnąć młodych?
Nawrocki przeciął wieloletnie narzekania i dylematy sympatyków prawicy w kwestii młodych: jak ich przyciągnąć, jak ich zachęcić do dyskusji, jak z nimi rozmawiać? W Juracie prestiż i powaga pierwszego obywatela spotkały się z młodzieżowym luzem – choć niejednemu konserwatyście mogłyby uszy spuchnąć od quasilatynoskich przyśpiewek Skolima, który przyjechał na spotkanie jednym ze swoich kilkunastu luksusowych aut koloru różowego.
Konrad Skolimowski to waga ciężka wśród polskich celebrytów – aktor w telewizyjnych serialach, muzyk, influencer, którego tylko na Instagramie obserwuje ponad 2,5 mln młodych ludzi. Skolim u Nawrockiego mógł pokazać się jako patriota, dostrzegany na szczytach władzy, prezydent z kolei wysłał sygnał, że nie drwi z gustów i stylu życia młodych Polaków. I to jest ten nowy model prawicowego przywództwa. Do tej pory „młodzieżowość” prawicy wychodziła drętwo, sztywno i po prostu nudno, gdzie młodzi udawali starych, a starzy przygarniali młodych. Co prawda żaden rząd w historii Polski nie zrobił dla młodych tyle, ile Zjednoczona Prawica, ale wbrew intuicjom wyborczym wdzięczność nie jest emocją polityczną, za którą pójdą konkretne czyny. Przecież w październiku 2023 r. młodzi głosowali na rząd, który w latach 2007–2015 obcinał nawet ulgi kolejowe, a co dopiero mówić o programach socjalnych czy zwolnieniach podatkowych.
Nawrocki wyciągnął zatem prawicę do nowego pokolenia, nie robiąc nawet niebezpiecznego kompromisu. Prezydent nie musiał schlebiać młodym zapraszaniem rapera Kubańczyka (wł. Jakub Flas), bo rocznicę własnego zaprzysiężenia też urozmaicił wystąpieniem w podobnym stylu – rapera Eldo (Leszek Kaźmierczak).
Młodzi przereklamowani
Wbrew pozorom młodzież nie stanowi takiego zaplecza wyborczego, jak opowiada się w debacie publicznej. Obywateli w wieku 18–29 jest mniej więcej tyle samo, ile osób w wieku 60–69 lat (nieco mniej niż 5 mln) – w dodatku są to ludzie mniej przywiązani do programów wyborczych, nurtów światopoglądowych, bardziej labilni i osaczeni przez cyfrowe manipulacje. Dziś kochają Skolima, jutro wybiorą piosenkarkę Mery Spolsky, która w miniony weekend śpiewała na Campusie Trzaskowskiego. Jeśli odrzuci się polityczne zapewnienia i slogany, jak to „młodzież jest przyszłością Polski”, co wydaje się rytualną mantrą narodową, to zwrot politycznej inwestycji, jaką jest kaptowanie młodych, bywa nie tak znowuż opłacalny.
Niektóre partie zresztą konsekwentnie koncentrują się na starszych wyborcach: jest ich więcej, są bardziej zwartą grupą społeczną (wspólne interesy emerytów, posiadających dzieci i wnuki, mających problemy ze zdrowiem itd.) i głosują od lat, więc są bardziej upolitycznieni. Dochodzi do swoistego paradoksu – partia uchodząca za popieraną przez młodych jest chętniej popierana przez starszych, co kapitalnie widać na pochodach poparcia dla Donalda Tuska, gdzie siwi widzowie „Szkła kontaktowego” TVN „j...bią PiS” jak w piosence „młodzieżowego” Cypisa.
Poparcie młodych ociepla i odświeża wizerunek, ale nie gwarantuje, że rapujący student na plaży czy Campusie będzie wiecznie oddany swojemu liderowi – znam też dwa przypadki ludzi, którzy jeździli na Campus, a teraz byli w Juracie. Ale i w tym sensie Karol Nawrocki zrobił coś ekstraordynaryjnego – zwrócił się do młodych nie dla taniego poklasku, politycznego PR-u i żonglowania wizerunkiem. Spotkał się z nimi, bo ich po prostu lubi, rozumie, ma syna w takim wieku, szczerze przejmuje się ich problemami. Dobro młodego pokolenia było tu autentyczną motywacją, a cała reszta przyszła niejako mimochodem. I to jest niezwykle wartościowe.