Po kilkugodzinnej bitwie Amerykanie użyli lotnictwa, zabijając, według różnych szacunków, od kilkunastu do kilkuset Rosjan i raniąc kolejnych kilkuset. Do tych Rosjan z formalnie prywatnej tzw. grupy Wagnera (nazwa od pseudonimu dowódcy, byłego (?) oficera GRU) Rosja się nie przyznaje. Tak jak nie przyznaje się do zielonych ludzików, którzy najechali Ukrainę. To często zresztą ci sami ludzie, którzy „odwiedzili” i Ukrainę, i Syrię. Nie przypominam sobie takiej sytuacji w historii, by Amerykanie walczyli w bitwie z Rosjanami i zabili kilkuset z nich. To punkt zwrotny nie tylko wojny w Syrii, ale też dla Rosji i być może świata. Nie wiadomo jednak, czy na gorsze, czy na lepsze.
Masakra zielonych ludzików, czyli punkt zwrotny
Oficjalnie nic się nie stało. I Moskwa, i Waszyngton twierdzą, że nie wiedzą o tym, by w Syrii doszło do walk między Amerykanami i Rosjanami. Jednak media anglojęzyczne i rosyjskie pełne są relacji, także z pierwszej lub drugiej ręki, że Rosjanie i rządowe siły syryjskie zaatakowały kontrolowane przez Kurdów, prozachodnich Syryjczyków oraz Amerykanów pola naftowe, próbując je zająć.