Antyszczepionkowcy niestety opanowali niemałą część mediów społecznościowych. I jakakolwiek wzmianka z poparciem dla programu szczepień – o deklaracji, że ktoś sam zamierza się zaszczepić, nie wspominając – wywołuje ich wściekłość. Ja sam zmierzyłem się już z pytaniami o to, kto mi za to płaci, czy wiem, że służę szatanowi, i wreszcie z kuriozalnym zarzutem wspierania aborcji. Zostawiając jednak na boku te uwagi, z którymi trudno poważnie polemizować, skupmy się na problemie religijnych uzasadnień postawy wrogiej szczepieniom. Tak się bowiem składa, że część dyskutantów powołuje się na argumenty wzięte z wiary i religii, nie zauważając nawet, że osuwają się w ten sposób w myślenie magiczne, które z katolicyzmem niewiele lub zgoła nic nie ma wspólnego. I tak wiara, że szczepionka może mieć skutki duchowe, że przyjęcie jej to czyn mający skutki religijne, to wyraz myślenia magicznego, a nie religijnego. Ujmując rzecz wprost: „Nie to, co wchodzi do ust, czyni człowieka nieczystym, ale co z ust wychodzi, to go czyni nieczystym” (Mt 15,11) – mówił o takim właśnie myśleniu Jezus Chrystus. Szczepionka nie może nam zaszkodzić duchowo, duchowo szkodzi nam nasze kłamstwo, nasz grzech, nasze zaniedbania. Wyrazem mojej wiary w Bożą Opatrzność i w Boga jest także wdzięczność dla Niego za zaangażowanie naukowców i lekarzy, którzy opracowali i przetestowali szczepionkę. Wierzyć nie znaczy odrzucać medycynę, ale być za nią wdzięcznym Temu, który jest jedynym źródłem każdej mądrości na ziemi. Wiara nie jest sprzeczna z rozumem ani nie jest odrzuceniem odkryć współczesności. To, że wierzę Bogu, nie oznacza, że nie biorę leków na nadciśnienie (i to mimo iż wiem, że mają one rozmaite – jak każdy lek – skutki uboczne). Wiara nie oznacza także, że zamiast do lekarza chodzę do księdza, a zamiast korzystać z odkryć medycyny szukam prywatnych objawień czy cudowności, które mogą mnie wyleczyć. Warto o tym wszystkim pamiętać, gdy spieramy się o szczepionki.