Teraz Sanchez ma wielką szanse stworzyć swój trzeci gabinet - jeśli nie powiedzie się misja utworzenia rządu przez centroprawicę. I właśnie dlatego mój rozmówca, ideowy człowiek lewicy, który wystąpił ze partii socjalistycznej załamuje ręce. Uważa, że dla jego kraju będzie miało fatalne skutki poparcie (jeśli do niego dojdzie, a to prawdopodobne) - i zwłaszcza cena za nie - którego staremu/nowemu rządowi Sancheza udzielą separatyści z Katalonii i Kraju Basków. Ma rację. Choć wybory wygrała centroprawicowa Partido Popular czyli Partia Ludowa rząd utworzą raczej socjaliści (choć król Filip VI powierzył misję liderowi Partido Popular Alberowi Nunezowi Feijoo) wraz z radykalną lewicą, ale decydujące wsparcie, umożliwiające powstanie trzeciego gabinetu Pedro Sancheza udzielą formacje, które nie kryją, że na dalszą metę dążą do dezintegracji terytorialnej Królestwa Hiszpanii.
Jak powiadają Amerykanie, „nie ma darmowych obiadów” (there ain’t no such thing as a free lunch). W polityce europejskiej tez ich nie ma. Jaką cenę zapłacić może Madryt za ustępstwa wobec Barcelony i Bilbao? Wysoką. Na początek amnestia dla wszystkich więzionych lub zwolnionych z więzienia, ale czekających na procesy działaczy z Katalonii, którzy usiłowali oderwać ten region od Hiszpanii poprzez nielegalny plebiscyt w 2017 roku oraz ogłoszenie „niepodległości”. Żeby pokazać skalę problemu trzeba powiedzieć, że chodzi aż o 40 tysięcy osób wciąż oczekujących na przewód sądowy. Amnestia miałaby objąć również mojego kolegę (!) z europarlamentu byłego „premiera" Katalonii Carlesa Puigdemonta. Od sześciu lat przebywał w Belgii, słusznie obawiając się aresztowania, gdyby tylko przekroczył granicę.
Cytowałem już powiedzenie rodem z USA teraz czas na polskie: „Gdy dasz diabłu palec, to za całą rękę chwyta”. Sanchez na razie zgodził się w negocjacjach z separatystami na amnestię, ale to dla seperatystów za mało: chcą ponownego, tym razem już legalnego, plebiscytu.
Na naszych oczach zjazd Hiszpanii po równi pochyłej, który obserwujemy przez niemal cały XXI wiek - może wyraźnie przyspieszyć. Szkoda Hiszpanów. Chyba że jednak centroprawica z prawicą przeskoczą arytmetykę i uda im się dokonać „mission impossible" - stworzyć rząd obrony integralności terytorialnej kraju.