Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Jakub Maciejewski
19.10.2026 13:00

Leśne przejście pana Piotra

Sobota 17 października. Tysiące ludzi przed Trybunałem Konstytucyjnym w Warszawie, przemówienia polityków, sprawa najwyższej wagi – wezwanie do powstrzymania Donalda Tuska przed łamaniem Konstytucji RP. Pełna mobilizacja społeczna. A jednak wśród dyskusji, pytań i rozmów Polaków w Alei Szucha w Warszawie wszyscy podawali sobie z ust jedno pytanie: „Co z panem Piotrem?”. Wzruszający przykład solidarności.

Była druga w nocy 18 października, kilkanaście godzin po zakończeniu wielkiej demonstracji w obronie Trybunału Konstytucyjnego, w warszawskim szpitalu przy ulicy Czerniakowskiej obserwowano niebezpiecznego pacjenta. Zagrożenie, które stwarzał, było tak wielkie, że przed drzwiami do sali stało pięciu policjantów, na korytarzu jeszcze troje, a przy obu wejściach do izby przyjęć po jednym radiowozie. Jeden policjant odciągał uwagę reporterów Republiki, by pana Piotra dyskretnie przewieziono do kolejnego szpitala. Nie udało się – skołowany pan Piotr prowadzony do transportu niczym na skazanie został nagrany i pokazany w telewizji. Nie został sam – choć pewnie nie ma pojęcia, że pół Polski się za nim wstawiło.

Izolacja jednostki

W brutalnym zatrzymaniu pana Piotra często umyka znaczenie jego izolacji (pierwszej doby izolacji zupełnej). Czy władza chciała, by zagoiły się rany bezprawnie zadane przez funkcjonariuszy? Być może. Czy chciała sprawdzić, na ile Polacy wstawią się solidarnie za zatrzymanym? Zapewne. Czy uwalnia swoje sadystyczne skłonności? Nie mam co do tego wątpliwości. Ale ta prosta i barbarzyńska natura ma w sobie jeszcze instynktowną potrzebę izolowania swoich przeciwników. Wpajanie poczucia osamotnienia to skuteczne narzędzie łamania psychicznego – a pan Piotr przez pierwsze 24 godziny nie miał pojęcia, że miliony rodaków martwią się o niego i że naprawdę nie jest sam. W jego mniemaniu był sam w czterech ścianach bez okien. 

Izolacja mniejszości

Ernst Jünger w eseju „Leśne przejście” opisywał, jak to władza totalitarna nawet w swoich zafałszowywanych wyborach umyślnie pozostawia 2 proc. przeciwników jako istniejącą grupę. Ma być ona na tyle mała, by jej członkowie żyli w poczuciu izolacji, aby „trzymali to w tajemnicy nawet przed swoimi najlepszymi przyjaciółmi”. Izolacja pana Piotra, niczym jüngerowskie 2 proc., ma utwierdzać zwolenników władzy w słuszności ich kultu politycznych liderów. Cieszą się, czują ulgę, nikt z nich „nie chce być zaliczany do tych 2 proc., w których ujawnia się złowrogie tabu”. Wyobrażenie, że spotyka ich los pana Piotra, jest przerażające i podsyca gorliwość popierania reżimu. 

Osamotnienie buduje się jednak nie tylko czterema ścianami i tuzinem policjantów. Jeśli mieszkaniec miasteczka przed TK został nawet przez Polską Agencję Prasową okrzyknięty „nożownikiem”, choć nie dotknął nożyka, który miał w kieszeni, to ten wymiar piętnowania jest naprawdę mocny. Ekstremista, wywrotowiec, bandyta – takich odrzuca się instynktownie, widać, jak w mediach społecznościowych inżynieria społeczna organizowana przez Marcina Kierwińskiego wywołuje wobec pana Piotra istną lawinę nienawiści i ostracyzmu. Już nie wystarczy wystawić listu gończego za Zbigniewem Ziobrą, nie wystarczy atakować Tomasza Sakiewicza ani zatrzymać Piotra Matczuka – teraz protestujący przeciwko bezprawnemu zajmowaniu Trybunału Konstytucyjnego jest na celowniku władzy. Znamienne, że policja – publikując nagranie z kamer nasobnych swoich funkcjonariuszy – wycięła fragment sprzed interwencji, ukrywając treść rozmowy mundurowych tuż sprzed legitymowania pana Piotra. Namawiali się na atak? Drwili z protestujących? Cieszyli się, że zaraz go „dojadą”? 

Stosowanie techniki izolowania jest główną potrzebą lewicowo-liberalnej władzy. Człowiek osamotniony, zamknięty w sobie, zdany jest tylko na łaskę i niełaskę aparatu państwowego. Ma iść do urzędnika lub funkcjonariusza, a nie do lokalnej wspólnoty, grupy parafialnej, ulubionej redakcji, zaprzyjaźnionego lidera opinii. Ma nie wierzyć w zwycięstwo wyborcze, widzieć w sondażach, że należy do topniejącej mniejszości. Jego poglądy mają być przemijające, redukowane przez historyczny determinizm, jak w marksistowskiej propagandzie pokazywano chrześcijaństwo, ziemiaństwo lub własność prywatną. 

Fizyczny ból izolacji

Stanowczo za dużo mówi się o zarządzaniu strachem, a za mało o zarządzaniu samotnością. Badania Eisenbergera z 2003 i 2012 r. opublikowane np. w „Nature Reviews Neuroscience” opisują, jak poczucie wykluczenia aktywuje w mózgu grzbietową przednią korę zakrętu obręczy i przednią wyspę – to wywołuje dosłownie fizyczne uczucie bólu. Badacze twierdzą, że nawet paracetamol, który ten ból uśmierza, działa podobnie jak w przypadku bólu zęba czy głowy. Ból duszy, ból człowieczeństwa przywykłego do życia z innymi. Bez względu więc na to, z jakich podłych powodów władza zdecydowała się odizolować pana Piotra od własnej żony, od prawników, od przyjaciół, których teraz zyskał w całym kraju, zadawano mu po prostu ból, jeszcze bardziej cyniczny niż ten przy pałowaniu „tak, by nie było śladów”. Nawet wielkie korporacje świata kapitalistycznego grają fizycznym bólem poczucia izolacji. Nastolatkowie, którzy nie mają dostępu do najnowszych trendów, zakupów, telefonów ani aplikacji, czują się wykluczeni (są już określenia naukowe tych zjawisk: FOMO, FOBLO), boją się, że coś tracą, a grupa ich odrzuci. Jeśli młoda studentka boi się, że nie pojedzie do Egiptu jak większość jej koleżanek, które chwalą się tym na Instagramie, to co dopiero powalony na ziemię człowiek, ranny, zamknięty w czterech ścianach, pilnowany przez nieżyczliwych mundurowych. 

Tak oto elementami oporu stają się wspólnotowość, wzajemna życzliwość, nawet uśmiech i uścisk podczas demonstracji. Dlatego nawet niemłody już Jarosław Kaczyński o godz. 3.00 w nocy wizytował komisariaty w poszukiwaniu pana Piotra. Dlatego Telewizja Republika wysyłała swoich reporterów w każde miejsce, w którym policja mogła przetrzymywać zatrzymanego. 

Choć jednak solidarnie upominamy się o brutalnie zaatakowanych, trzeba mieć świadomość, że zawsze przychodzi etap samotnej walki. Nawet mimo demonstracji solidarności i zaangażowania czterech pań, które w szpitalu na Czerniakowskiej czuwały pod drzwiami do izby przyjęć do godz. 2.00 w nocy, pan Piotr musi przetrwać epizod pojedynczych zmagań z aparatem władzy. Jünger nazywał to „leśnym przejściem” – w mroku, chłodzie i samotności. 
 

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE