A pierwszy dzień przypomina jedną z najbardziej podstawowych prawd o nas samych, czyli prawdę o tym, że przemijamy, i to błyskawicznie. „Prochem jesteś i w proch się obrócisz” – powtarza kapłan, posypując nam głowę popiołem (a niekiedy kreśląc na czole znak krzyża tym właśnie popiołem). Trudno o mocniejszy przekaz. Te słowa pochodzą z Księgi Rodzaju i były czytane w czasie liturgii w sobotę przed rozpoczęciem Wielkiego Postu. „W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie, póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz!” – słuchaliśmy. A jeszcze tydzień wcześniej w Księdze Hioba czytaliśmy: „Czas leci jak tkackie czółenko i przemija bez nadziei. Wspomnij, że dni me jak powiew”. Od tej podstawowej prawdy rozpoczynamy drogę Wielkiego Postu, by jasno przypomnieć sobie, że nasze życie ma swój kres, że kończy się i że na jego końcu czeka nas Sąd. A jednocześnie ta prawda ma nam przypomnieć, że właśnie codzienność, szarość, powtarzalne do znudzenia czynności i błyskawicznie mijające dni są przestrzenią, gdzie przychodzi do nas Bóg. W takie codzienne życie, w drobiazgi życia domowego wchodzi Jezus. Ale posypanie głowy popiołem, a także kolejne dni postu dają przestrzeń na poszukanie odpowiedzi na jeszcze jedno pytanie: czy poza pustką pogoni za przyjemnością, za realizacją planów, za mamoną, za doczesnością jest coś, co pozostanie z mojego życia w wymiarze wiecznym? Czy pozwalam się napełniać łaską Chrystusa, jedyną, która przetrwa granice śmierci? To jest kluczowe pytanie, bo nie znamy ani dnia, ani godziny. Warto go szukać właśnie w tym czasie.
Kruchość i droga
Zaczyna się. Kolejnych czterdzieści dni postu – to droga, która ma nas uczyć tego, czym w ogóle jest życie, a także przygotowywać do radości Zmartwychwstania.