Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Jerzy ­Lubach,
23.05.2021 08:44

Generałowie listy piszą

Starsi pamiętają powieść „Nikt nie pisze do pułkownika” Gabriela Garcii Márqueza i piosenkę „Skaldów” o listonoszu „Ludzie listy piszą”, a tu naraz listy zaczęli pisać generałowie. Moda na wypowiedzi wojskowych poza krajami Ameryki Łacińskiej i wątpliwie europejską Turcją dawno przeminęła. Ale skoro nikt nie pisze do pułkownika czy generała, to ci emeryci w pełni sił, zdesperowani brakiem wyjaśnień od władzy, sami zaczynają pisać, zadając własnym rządom niewygodne pytania. I nie należy takich listów lekceważyć, bo kiedy ich adresat milczy, odzywają się ci, do których są one w istocie skierowane – milcząca dotąd większość.

We wspomnianej Turcji głos generałów rozbrzmiewał w obronie neutralnego religijnie państwa w duchu jego twórcy Atatürka, czyli gen. Kemala Paszy, który obalił pseudoreligijny sułtanat i stworzył podstawy nowoczesności kraju. W XX w. przewroty wojskowe kilkakrotnie ucinały próby odnowienia tradycji islamskich, a choć obecny „sułtan” Erdoğan zdławił próby oporu wojskowych wobec intensywnej islamizacji, wydaje się, że armia nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Niedawno kilkudziesięciu emerytowanych wojskowych wystąpiło z publiczną krytyką planów budowy kanału łączącego Morze Czarne ze Śródziemnym. Ponieważ ma on w całości leżeć na terytorium Turcji, nie podlegałby międzynarodowym regulacjom i przy jednoczesnych ograniczeniach ze względów „ekologicznych” żeglugi tradycyjnym szlakiem przez Bosfor dawałby Turcji w praktyce kontrolę nad ruchem statków, ale i okrętów wojennych w regionie. Plan ten ma co prawda ostrze antyrosyjskie, ale generałowie alarmowali, że niebezpieczny jest także dla NATO, dla którego wskutek sułtańskich pretensji Erdoğana Turcja stała się elementem nieco problematycznym.

Francja jest w niebezpieczeństwie – dość lawirowania!

Publiczne wypowiedzi generałów krytykujących władzę bywały w krajach Ameryki Łacińskiej i Azji wstępem do przewrotu dokonanego przez wojskową juntę, dla świata Zachodu były zaś zjawiskiem egzotycznym, obserwowanym z poczuciem wyższości przez „dojrzałe demokracje”. Tymczasem w ciągu ostatnich kilku tygodni nagle w politykę postanowili się wtrącić generałowie dwóch wielkich państw – Francji i USA – uchodzących wręcz za uosobienie demokracji zachodniej! Co tak zaniepokoiło wojskowych, że wbrew tradycji swych krajów wystąpili z publiczną krytyką własnych rządów w niesłychanie dramatycznym tonie?

Grupa 20 emerytowanych wojskowych we Francji jako Trybuna Generałów ogłosiła list otwarty do prezydenta, rządu i parlamentu. Generałowie stwierdzają wprost, że państwo się rozpada: „Francja jest w niebezpieczeństwie, narażona na różnego rodzaju śmiertelne zagrożenia”. Głównego zagrożenia upatrują w niekontrolowanej imigracji wrogiego europejskim wartościom żywiołu islamskiego. Nie chodzi tylko o narastającą falę aktów terroru w wykonaniu muzułmańskich fanatyków, ale rozchwianie samych podstaw państwa: „Rozpad, który wraz z islamizmem i hordami z przedmieść powoduje oderwanie wielu kawałków naszego państwa i przekształcenia ich w terytoria poddane dogmatom sprzecznym z naszą konstytucją”.

Diagnoza generałów jest brutalna: „Natomiast ci, którzy rządzą naszym krajem, muszą znaleźć niezbędną odwagę, aby wykorzenić te zagrożenia. Aby to uczynić, wystarczy systematycznie i bez pobłażania stosować istniejące już prawo. Nie zapominajcie, że tak jak my zdecydowana większość naszych współobywateli ma dość waszego lawirowania i obwiniającego was milczenia”.

Głos generałów głosem ludu

Wściekłość rządzącego establishmentu i wspierającej go zlewaczonej prasy wywołało końcowe ostrzeżenie, wprost zapowiadające wmieszanie się armii w politykę, jeśli władze cywilne nadal nie będą sobie radzić z tym śmiertelnym zagrożeniem: „Natomiast jeśli niczego nie zrobicie, nadmierna pobłażliwość wciąż będzie nieubłaganie trawić nasze społeczeństwo, prowokując na końcu wybuch i konieczność interwencji naszych kolegów w czynnej służbie w ramach niebezpiecznej misji ochrony naszych wartości cywilizacyjnych i zapewnienia bezpieczeństwa naszym współobywatelom na terenie kraju. Widzimy to, nie ma już czasu, aby się wahać. Dalsza zwłoka spowoduje, iż jutro wojna domowa zakończy ten narastający chaos, a jej śmiertelne ofiary, za które będziecie odpowiedzialni, będą liczone w tysiącach”. Najważniejsze zaś, że ten akt oskarżenia rządzących poparło nie tylko kilkadziesiąt tysięcy oficerów – także służby czynnej! – ale i zdecydowana większość Francuzów, wedle sondażu w 73 proc. uważających tak jak generałowie, że „kraj się rozpada”, a niemal połowa – 49 proc. – z zadowoleniem przyjęłaby interwencję armii!

Nic dziwnego, że prasa zawyła, gdy apel poparła Marine Le Pen, która dzięki takim nastrojom społecznym zaczyna mieć realne szanse na zastąpienie obecnego prezydenta, kompletnie nieradzącego sobie z wymienionymi w liście zagrożeniami. Ale nawet gdyby tak się stało, trudno uwierzyć, by prawicowe rządy we Francji dały sobie z tym radę bez odwołania się do prawdziwych korzeni wielkości państwa – katolicyzmu i równego dla wszystkich, a nie wykoślawianego przez politpoprawność, prawa.

Co dziś świętują Francuzi 14 lipca? Tradycję rewolucyjnej gilotyny i rzezi katolików Wandei czy zwycięstw Napoleona nad europejskimi tyranami w koronach, wielkiego człowieka, który nam dał wolność, Europie kodeks swego imienia, a w swej ojczyźnie powstrzymał niszczenie chrześcijaństwa i krwawe ekscesy rewolucji? Kilka dni temu minęła okrągła, 200. rocznica śmierci cesarza, jak się zdaje, obchodzona bardziej nad Wisłą niż nad Sekwaną. I nic dziwnego, bo u nas Bonaparte zagościł w hymnie narodowym, a gdy odwiedzałem jego grobowiec w paryskim Pałacu Inwalidów, przez ponad pół godziny byłem sam w wielkiej sali. Kolejek Francuzów do mogiły Napoleona nie ma… Jak generałowie wyobrażają sobie odbudowę dawnej chwały Francji, tego w ich liście nie ma, a wątpliwe, by dzisiejsi politycy francuscy mieli taką wielką wizję.

W obronie amerykańskiej republiki i jej wartości

Niegdyś Francja podarowała walczącej o wolność Ameryce Statuę Wolności, dziś złośliwi karykaturzyści wyobrażają ją z głową Lenina, bo nowa administracja USA odwołuje się bardziej do kulturowego i społecznego marksizmu niż zasad ojców założycieli.

Taką diagnozę zawiera też list otwarty ponad 100 emerytowanych amerykańskich generałów i admirałów. Podobnie jak u ich francuskich kolegów zaczyna się od niezwykle ostrego sformułowania głównych zagrożeń: „Nasz naród jest w poważnym niebezpieczeństwie. Jako konstytucyjna republika walczymy o przetrwanie jak nigdy dotychczas, począwszy od czasu założenia w 1776 r. Istnieje konflikt między zwolennikami socjalizmu i marksizmu a zwolennikami wolności konstytucyjnych. [...] Jako że Partia Demokratyczna wspiera socjalistów i marksistów, nasz historyczny sposób życia jest zagrożony”. Oskarżają wprost obecne władze o sfałszowanie wyborów prezydenckich, co przyniosło katastrofalne konsekwencje: „Pod rządami Kongresu demokratów i obecnej administracji nasz kraj ostro skręcił w lewo w kierunku socjalizmu i marksistowskiej formy tyranii, któremu należy teraz przeciwdziałać, wybierając kandydatów do Kongresu i prezydenta, którzy zawsze będą działać w obronie naszej republiki konstytucyjnej. Stawką jest przetrwanie naszego narodu i jego cenionych swobód, wolności i wartości historycznych”.

Establishment zareagował na ten dramatyczny apel tak samo histerycznie jak we Francji, co streszcza się w twitterowym okrzyku Hillary Clinton: „Dziwaczne, haniebne i nieprawdziwe!”, a prezydent Biden dał odpór oszczercom, ogłaszając z dumą: „Tworzymy historię wraz z pierwszą gejowską załogą helikoptera Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych”.

Czy takie wzmocnienie armii zadowoli zaniepokojonych generałów? A jeśli zniechęcą się tą odpowiedzią, porzucą pisanie listów i od słów przejdą do czynów? Gejowscy marines bohatersko wówczas obronią Statuę Tęczowej Wolności?

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE