Okazuje się, że męża dziennikarki nieprzychylnej rządowi można skuć kajdankami, a część mediów nie dostrzega w tym problemu. Policja tłumaczy się, że mężczyzna jest winny, bo nie chciał podać danych. Co można włożyć między bajki nie tylko dlatego, że w Polsce nie ma obowiązku noszenia przy sobie dowodu osobistego, ale też dlatego, że jego tożsamość można było ustalić bez problemu w inny sposób. Wątpliwości budzi też fakt, że funkcjonariusze nie byli wyposażeni w kamery nasobne, a przy cmentarzu parkowały nieprawidłowo także inne osoby. Bezczelny sposób prowadzenia rozmowy z obywatelem przez policjantów jest niewytłumaczalny i wystawia formacji fatalne świadectwo.
Gdzie my żyjemy?
Wyobraźmy sobie sytuację, w której mąż Katarzyny Kolendy-Zaleskiej zostaje rzucony „na glebę” i skuty kajdankami za złamanie przepisu drogowego oraz odmowę wylegitymowania się. Wycie lewicowo-liberalnych mediów i polityków KO o prześladowaniu i łamaniu praw człowieka byłoby słychać aż do samej Brukseli.