Alternative für Deutschland to co prawda partia opozycyjna, ale ma 12 proc. posłów w parlamencie. A parę dni temu w Turyngii AfD wybrała premiera razem z rządzącą partią w kraju (i słabnącą, jak inne mainstreamowe partie) CDU. Dodajmy, że niektórzy politycy AfD wyrażali sentyment za III Rzeszą. Nawet jeśli AfD nie zdobędzie władzy na dobre, to przecież jej popularność wyraża popularność pewnych idei w społeczeństwie niemieckim. W Polsce niektórzy często biorą za dobrą monetę, jeżeli jakaś siła polityczna na Zachodzie krytykuje patologie UE, tak jak to robi AfD. A to tylko część obrazu. Inna jest znacznie bardziej niesympatyczna z punktu widzenia Polski: prorosyjskość i faktyczne kwestionowanie granic w Europie.
AfD w Donbasie – robi się straszno
Przedstawiciele niemieckiej partii AfD odwiedzili tzw. separatystów z Donbasu, legitymizując tym samym zarówno rosyjską okupację części Ukrainy, jak i fikcję o „republikach ludowych” w Donbasie. Do tego, że Rosja kwestionuje granice w Europie, zdążyliśmy się już niestety przyzwyczaić. Ale gdy jednocześnie zaczynają je kwestionować Niemcy, robi się już zupełnie nieswojo.