Czy my jesteśmy tu za karę?
Wybory są ponoć świętem demokracji.
Bynajmniej nie dlatego, iżby nie mogli doczekać się wyników głosowania. Po prostu kampania wyborcza przebiega w taki sposób, że ludzie obdarzeni elementarną wrażliwością i przyzwoitością skazani są w trakcie jej trwania na permanentne uczucie obrzydzenia. Funduje się im spektakl, w którym zamiast dialogów, ze sceny dochodzą gburowate połajanki i karczemne wyzwiska, postaci zaś, miast zyskiwać sympatię widza, prześcigają się w popisach grubiaństwa i nikczemności.
Całość artykułu w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"