Flirt z muzyką klasyczną
Crossover – czyli krzyżowanie muzycznych gatunków – to eksperymenty obarczone dużym ryzykiem. Na połączeniach stylów można dorobić się fortuny albo wypaść na zakręcie.
Grzegorz Ciechowski zaproponował mi współpracę przy nagraniu ścieżki dźwiękowej do filmu „Wiedźmin”. Do popkulturowej, komercyjnej produkcji chcieliśmy stworzyć muzykę najwyższych lotów. Z moich podróży przywoziłam mu nagrania podobnych, crossoverowych projektów. Siadałam z nim w jego domowym studiu i słuchaliśmy wielu aranżacji. Ten okres zaraził mnie chęcią szukania nieoczywistych muzycznych zestawień.
Natchnienie z piękna czy z kasy
Jednym z pierwszych projektów krzyżujących gatunki, które wpadły mi w ręce, była płyta Emmy Shaplin „Carmine Meo”. Napisana przez Jeana-Patricka Capdevielle’a dla kobiety udającej śpiewaczkę. Płyta okazała się wielkim międzynarodowym sukcesem komercyjnym. Emma udawała, że umie śpiewać operowo. Nawet cuda dzisiejszej techniki nie potrafiły ukryć faktu, że biedaczka udusiłaby się na pierwszej najprostszej arii… Sukces natomiast odniosła światowy! Emma wystąpiła nawet w Polsce na koncercie finałowym „Teraz Polska”. Wykonała kilka utworów z playbacku, po czym wróciła do Francji i słuch po niej zaginął. Za to kobietą była wyjątkowej urody, może stąd to natchnienie…
Andrea Bocelli cały swój PR oparł na rzekomym stwierdzeniu Pavarottiego, że oto on, Bocelli, jest jego największą konkurencją czy też następcą. W zwykłym koncertowym codziennooperowym życiu notorycznie odwoływał spektakle, których nie mógł dośpiewać do końca. Ale na brak angaży nie narzekał. Magia nazwiska działała. Trzeba mu oddać, że ma bardzo ciepłą, ładną barwę głosu. Sam Placido Domingo powiedział, że to świetny… piosenkarz. Piosenkarz, a nie śpiewak.
Trzej tenorzy
A teraz absolutna ekstraklasa. Słynni trzej tenorzy – Placido Domingo, José Carreras i Luciano Pavarotti – to chyba taki pierwowzór łączenia gatunków. Wszystko rozpoczęło się koncertem w Termach Karakalli. Panowie zarobili po pierwszym milionie dolarów na głowę, co zapewne pomogło im podjąć decyzję o rozwinięciu w tym kierunku swojej działalności. Noworoczne koncerty wiedeńskie, wiązanki neapolitańskie, pieśni na rozpoczęcie mistrzostw świata w piłce nożnej, tanga wszelkie, flamenco w każdej formie. W czołówce list przebojów przez lata utrzymywały się serie płyt: „Pavarotti & Friends”. Przyjaciele czy tylko znajomi – wszyscy chętnie brali udział w koncertach i rejestracji płytowej całej serii projektów: for Guatemala, for Kosovo, for war children.
Cały tekst ukazał się w "Gazecie Polskiej Codziennie"