Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Wanda Zwinogrodzka,
04.10.2014 09:33

Plama na honorze?

Rzecznik dyscyplinarny adwokatury stwierdził, że nie widzi podstaw do wszczęcia postępowania przeciwko Romanowi Giertychowi.

Rzecznik dyscyplinarny adwokatury stwierdził, że nie widzi podstaw do wszczęcia postępowania przeciwko Romanowi Giertychowi. Najwidoczniej uznał, że osławiona rozmowa, którą adwokat przeprowadził z dziennikarzami Piotrem Nisztorem i Janem Pińskim, nie łamie standardów wykonywania zawodu. Wiele to mówi o owych standardach.

Podczas spotkania, w trakcie którego osuszono jakoby trzy butelki wódki, Giertych namawiał Nisztora do odstąpienia od publikacji książki o Janie Kulczyku w zamian za 400 tys. zł. Adwokat sugerował, że w razie, gdy się dogadają, proceder będzie można kontynuować: Nisztor będzie przygotowywał kolejne książki obciążające bogatych biznesmenów, a Giertych zaoferuje im możliwość nabycia praw autorskich, co pozwoli zablokować kompromitującą edycję. „Bo możemy taki »way of life« zrobić” – sugerował mecenas. „Ty będziesz pisał, a ja będę, słuchaj, sprzedawał to. Dawał ci support prawny […]. Czy nie możemy napisać książki o Sołowowie […]. O Czarneckim można napisać trzecią książkę. […]. No to słuchaj. Ja mam kogoś, kto do nich pójdzie. […] Zadasz mu pytanie, czy w 1982 r. przewoził biżuterię w odbycie. Delikatnie. Dziewięć takich pytań […]. Masz materiał na następną książkę, to możemy zrobić firmę, tak? Ja daję opiekę prawną. Wszystko załatwię tak, żeby było koszerne”.

Adekwatność zachowania

Gdy „Wprost” opublikowało nagranie, Giertych wyjaśnił, że blefował, aby poznać treść przygotowywanej książki, w interesie swojego klienta. „Język tej rozmowy i sposób mojej argumentacji – mówił w Radiu TOK FM – był dostosowany do mojej opinii o panu Nisztorze. Uważałem go za szantażystę. Takie były wówczas informacje, że chodzi z tą książką i próbuje ją upchnąć poza rynkiem i uważałem go za gangstera i bandytę”.

Przyjąwszy to wyjaśnienie za dobrą monetę, pozostaje zadać pytanie, czy blef polegający na namawianiu, w oparach alkoholu, do podjęcia działań, które niebezpiecznie kojarzą się z szantażem, polska palestra uważa za dopuszczalny? Decyzja jej rzecznika dyscyplinarnego mec. Marcina Kosiorkiewicza zdaje się wskazywać, że owszem. „Nie w ilości alkoholu leży problem, lecz w adekwatności zachowania. A ta miała miejsce” – oświadczył rzecznik według relacji portalu NaTemat.pl.

Inni prawnicy mieli w tej kwestii wątpliwości. „Oczywiście jest pytanie, na ile to, o czym pisze »Wprost«, jest prawdą” – komentował prof. Jan Widacki na tymże portalu. – Jeśli to prawda, Giertycha to całkowicie dyskwalifikuje i powinien zostać skreślony z listy adwokatów”. W tej kwestii wypowiedział się również prof. Marek Chmaj, konstytucjonalista: „To jest bardzo dziwna rozmowa. […] Takie negocjacje – nie wiem, czy one były na żarty, czy na serio – padały kwoty... Trudno powiedzieć. Ja bym takich negocjacji nie prowadził. Uważałbym to za sprzeczne z zasadami etyki radcowskiej, ale to wewnętrzna sprawa Romana Giertycha”.

Czyżby? Ostatnie zdanie doskonale obrazuje zamęt, jaki panuje u nas w kwestii etyki zawodowej. Albo uznajemy jakieś zachowanie za „sprzeczne z zasadami” – a tym samym, w domyśle zakładamy obowiązywanie jakichś zasad – albo też sądzimy, że rzecz jest „wewnętrzną sprawą”, tj. subiektywnym, swobodnym wyborem, którego żadne społeczne normy nie regulują. Obu poglądów równocześnie pogodzić nie sposób.

Dżungla barbarii

A jednak ta sprzeczność wydaje się powszechnie akceptowana, bynajmniej nie tylko wśród prawników, także w innych zawodach zaufania społecznego. Gdy nauczyciel uwodzi ucznia/uczennicę, gdy lekarz działa na szkodę zdrowia pacjenta, gdy dziennikarz manipuluje informacją, a naukowiec wynikami badań, gdy któryś z nich ulega korupcji – przedstawiciele odpowiedniej profesji w przeważającej części stają za nim murem w ramach tzw. solidarności zawodowej albo przynajmniej wstrzymują się od potępienia, tłumacząc, że sprawa jest skomplikowana, a oceny nie da się jednoznacznie sformułować. Inne stanowisko zajmują co najwyżej nieliczni straceńcy, przywiązani do konserwatywnych wartości, ale ich łatwo zagłuszyć lub zneutralizować łatką „oszołomów”. W rezultacie w społecznym odbiorze utrwala się przekonanie o mafijnym charakterze środowisk zawodowych i poczucie bezradności wobec ich władzy: zatarg z jednym prawnikiem, lekarzem czy policjantem naraża na zemstę całego klanu, który hołduje raczej instynktom plemiennym niż cechowym kodeksom rzemieślniczej przyzwoitości, wykluczającym przeniewierców w trosce o dobrą reputację całej gildii. Reputacja bowiem ważna jest dla tych, którzy prosperują, opierając się na społecznym zaufaniu, tym, którzy odwołują się do przemocy, jest całkowicie zbędna. Dla nich rozstrzygający jest popis środowiskowej siły.

Toteż takie właśnie, aroganckie popisy obserwujemy z cykliczną regularnością. Im poważniejsze uchybienia pozostają bezkarne, tym dobitniej świadczy to o potędze tego czy innego lobby.

Wspomniany wcześniej zamęt pojęciowy w odniesieniu do etyki zawodowej wydaje się po prostu rezultatem konfliktu między tradycją historyczną a współczesną praktyką. Z tradycji, która jeszcze nie całkiem zatarła się w pamięci, wiadomo, że jakieś normy postępowania powinny obowiązywać. Nie wiadomo jednak, jak je aplikować w dzisiejszej rzeczywistości, rządzonej prawem silniejszego, bo tu wydają się nieprzydatne i anachroniczne.

I tak ścieżki zachodniej cywilizacji, wydeptywane przez stulecia, nieuchronnie zarasta dżungla barbarii z jej pierwotną walką o byt, w której słabszy zawsze przegrywa.

Całość artykułu w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"
 

Tydzień temu w artykule pani Wandy Zwinogrodzkiej pt. „Świat zaczarowany”, opublikowanym w „Gazecie Polskiej Codziennie” (nr 225 z 27–28 września 2014 r.), podczas opracowania tekstu wkradł się błąd ortograficzny. Za tę pomyłkę Autorkę i Czytelników w imieniu działu Korekty „GPC” przepraszam - Katarzyna Rzuczkowska, sekretarz redakcji
 

NAJNOWSZE