Prorosyjskie lobby w Europie
Wizerunek Rosji na Zachodzie jest w ostatnich miesiącach, a zwłaszcza w ostatnich tygodniach, najgorszy od kilkunastu lat.
Ale Kreml reaguje na tę sytuację. Uaktywnia się natychmiast prorosyjskie lobby w krajach Unii Europejskiej i poza nimi. Ta nieformalna, ponadnarodowa, ponadpartyjna i wywodząca się z różnych opcji ideologicznych, od skrajnej lewicy po eurosceptyczną prawicę, formacja istniała zawsze i niejednokrotnie pokazywała sporą skuteczność. Dziś pracuje szczególnie intensywnie.
Od Nord Streamu do Krymu
W niedalekiej przeszłości owe promoskiewskie lobby ujawniło się spektakularnie przy okazji walki o Gazociąg Północny. Działania odbywały się na trzech płaszczyznach. Po pierwsze pozyskiwano do struktur ekonomicznych spółki budującej Nord
Stream znanych polityków, jak były kanclerz RFN Gerhard Schröder i była prezydent Finlandii Tarja Halonen. Schröder dostał świetną posadę jako podsumowanie wielu lat jego bliskiej współpracy z Federacją Rosyjską. Ale szczególnie smacznym kąskiem okazała się popularna prezydent (przez dwie kadencje) kraju Suomi, który był jednym z ostrzej protestujących przeciwko budowie gazociągu niszczącego środowisko naturalne Bałtyku. Jednocześnie, mniej już widowiskowo, Rosjanie pozyskiwali aktywistów ekologicznych i samorządowców w obu krajach skandynawskich – Szwecji i Finlandii – będących w awangardzie protestu przeciwko rosyjsko-niemieckiej inwestycji. Dokonano też cichego targu z nowym rządem w Polsce: świeżo utworzony w 2007 r. gabinet Tuska milczał na temat Nord Streamu, a Moskwa od razu po utworzeniu rządu PO-PSL zniosła embargo na mięso z Polski.
Setki poprawek, dziesiątki polityków
Skądinąd w kontekście Gazociągu Północnego Rosjanie pokazali, jakimi wpływami dysponują w Parlamencie Europejskim. Gdy najpierw trzy komisje europarlamentu, jedna po drugiej, a następnie cały parlament w Strasburgu na posiedzeniu plenarnym ostro skrytykował moskiewsko-berlińską inwestycję, na odsiecz Kremlowi ruszyły zagony europarlamentarzystów z różnych państw, zwalczających się na co dzień. Że byli wśród nich Niemcy z różnych partii, było do przewidzenia. Jednak nagle setki poprawek zaczęli zgłaszać eurosceptycy czy liberałowie. Późniejsza wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego z ramienia frakcji liberalnej zaproponowała ponad sto, w większości technicznych, poprawek, które uznane zostały za ewidentną obstrukcję rezolucji „anty-Nord Stream”. Znienacka, jakby po rosyjskim uderzeniu w europarlamentarny stół, odezwały się nożyce eurosceptyków z różnych krajów. Pamiętam poprawki do owej rezolucji posłów z Wielkiej Brytanii, ale też wypowiedzi „narodowców” z dwóch partii litewskich, które sprowadzały się do stwierdzenia: „niech na całym świecie wojna, byle nasza wieś spokojna”. Z kolei Włosi z Forza Italia od Berlusconiego, ale też z Lega Nord (Liga Północna) od Umberto Bossiego zaczęli w tym kontekście mówić, że skoro walczymy o samostanowienie narodów i suwerenność państw narodowych UE, to Unia nie może ingerować ani zabraniać poszczególnym krajom tego, co chcą robić w dziedzinie gospodarki z państwami trzecimi. W tym konkretnym wypadku chodziło o Niemcy, którym przecież Bruksela nie może narzucać, co mają robić. Włoscy obrońcy słusznej zasady de facto odwalali świetną, choć brudną robotę dla Moskwy.
Rozpisane hasła
Teraz po Krymie i działaniach na Ukrainie Wschodniej mamy sytuację podobną, choć rosyjskie lobby działa znacznie intensywniej. Ta prorosyjska aktywność jest zniuansowana. Wymienić można kilka jej nurtów:
1. Nurt humanitarny – to ci zachodni politycy, którzy podnoszą cierpienia Bogu ducha winnej ludności Doniecka, Ługańska, wcześniej Odessy, eksponują śmierć osób cywilnych, ale też dramat miejscowej ludności pozbawionej wody, prądu, leków i żywności. Na moją skrzynkę e-mailową płyną w tej sprawie epistoły od kolegów europarlamentarzystów z różnych frakcji. W ostatnich dniach odezwali się czeski komunista oraz łotewska działaczka Zielonych. Dodatkowo uaktywnia się garstka rosyjskich europosłów (!). Tak, to nie pomyłka: Rosji oczywiście nie ma w UE, ale mają tam swoją reprezentację, jako że mniejszość rosyjska na Łotwie od 2004 r. ma w Strasburgu i Brukseli w porywach od jednego do trzech eurodeputowanych.
2. Nurt pacyfistyczny – to politycy z różnych krajów miłujący pokój, choć pierwsze miejsce, po ostatniej debacie w PE na temat Ukrainy przyznałbym brytyjskiej UKIP, czyli Partii Niepodległości Wielkiej Brytanii. Jej przedstawiciele przodowali w podkreślaniu, że grozi nam trzecia wojna światowa, że Rosja to mocarstwo i trzeba z nią kooperować, a nie z nią wojować. Oczywiście tego typu wypowiedzi pojawiają się nie tylko na krzykliwym eurosceptycznym marginesie europarlamentu, ale również wśród mainstreamowych niemieckich partii tworzących rząd RFN (CDU, CSU i SPD).
3. Nurt historyczny – za to odpowiadają głównie zachodnioeuropejskie media. Ich zadaniem jest pokazywanie ciągłości między faktycznym ukraińskim ludobójstwem na Polakach i Żydach w okresie II wojny światowej a obecnymi faszystowskimi inklinacjami tych, którzy współtworzyli majdan, a teraz walczą z separatystami na wschodniej Ukrainie.
4. Nurt ekonomiczny – ponadpartyjny, zasilany przez ekspertów oraz przedstawicieli różnych organizacji branżowych, reprezentujących te gałęzie gospodarki, które na przykład eksportują do Federacji Rosyjskiej. To najstarsza prorosyjska śpiewka w Europie. Motto tego nurtu jest proste: „róbmy interesy z Rosją, bo w ten sposób ratujemy miejsca pracy w naszym kraju, w Europie itd., itp.”.
Każdy z tych nurtów obecny jest również w Polsce. Gdyby przeanalizować wypowiedzi polityków w naszym kraju, najwięcej prorosyjskich enuncjacji, eksponujących zwłaszcza nurt koniecznej współpracy ekonomicznej z Rosją, pojawiło się w szeregach Twojego Ruchu (Palikota) i PSL-u. Ciekawa jest tu ewolucja SLD, który w pierwszych tygodniach majdanu i do aneksji Krymu również pozwalał swoim reprezentantom na wypowiedzi tego typu, ale widząc nastawienie Polaków, przełożył wajchę.
Agentura i pożyteczni idioci
Prorosyjskie lobby jest rzeczywistością we współczesnej politycznej Europie. Należą do niego nie tylko wykonujący zadania agenturalne, ale też „pożyteczni idioci” oraz ci, którzy mają z Rosją interesy, zarabiają na niej lub chcą zarobić, wreszcie ci, którzy cynicznie wyczuwając, że w każdym kraju członkowskim UE jest mniejsza lub większa grupa ludzi, która nie chce żadnych awantur z Rosją, adresują do niej po prostu polityczną, wyborczą ofertę. Jak widać, „zagony Kremla” w Europie Zachodniej, Południowej czy Środkowo-Wschodniej są bardzo zróżnicowane. Ba, często stoją na przeciwstawnych politycznych biegunach. Ale to tylko dobrze świadczy o sprawności tych, którzy z Moskwy owymi „zagonami propagandowo-politycznymi” kierują. Jednak nawet silne prorosyjskie lobby w Europie nie jest w stanie naprawić zdewastowanego w ostatnich miesiącach wizerunku Moskwy i samego Putina.