Tak jest, jak się państwu zdaje
„Jesteśmy zwierzyną łowną” – żali się Radosław Sikorski z okładki „Newsweeka” i opowiada, jak to redakcja „Faktu” wysyła drona, by zaglądać mu do okien. Faktycznie, przykre.
Nagle najwidoczniej zaczęło im to dolegać. Dopiero co, także w „Newsweeku”, lamentował Sławomir Nowak: „Polityka w Polsce zastąpiła show-biznes i jest napędem dla tabloidów oraz dla większości mediów elektronicznych. Wszystko jest na sprzedaż”.
No tak, ale kto właściwie przeobraził scenę polityczną w podrzędną rewię, w której blichtr wielkiego świata, grubych cygar i drogich zegarków uzupełniono barwną paradą blagierów oraz swojskimi monologami, pełnymi rynsztokowych obelg i niewybrednych żartów? Czy to przypadkiem nie Platforma Obywatelska wyreżyserowała to tandetne widowisko, którego protagoniści leją teraz krokodyle łzy nad upadkiem obyczajów?
Zła królowa z lustereczkiem
Pod rządami Tuska polityka jest domeną iluzji. Programy i obietnice wyborcze (np. obniżenie podatków, powroty emigrantów, tanie państwo – czy ktoś jeszcze pamięta, jak to premier odbywał zagraniczne wizyty rejsowym samolotem?), projekty reform (np. założenie firmy w jednym okienku), a nawet konkretne przedsięwzięcia (inwestor z Kataru, budowa gazoportu) więdną i nikną wkrótce po ogłoszeniu. PO na tym nie traci, ponieważ zamiast realnych osiągnięć dostarcza swoim zwolennikom atrakcyjnych złudzeń – że oto ich kraj się modernizuje, zdobywa międzynarodowe uznanie, zyskuje dobrobyt, a oni sami kroczą w awangardzie przemian, stanowią nowoczesną elitę w zacofanym społeczeństwie. To wrażenie powstaje na ekranach telewizorów i okładkach ilustrowanych magazynów oraz kolorowych tygodników. Fakty go nie potwierdzają, ale tym gorzej dla faktów, zgodnie ze sformułowaną przez Pirandella zasadą: „Tak jest, jak się państwu zdaje”.
Ta zasada unieważnia rzeczywistość, a tym samym odbiera sens wysiłkom zmierzającym do jej przekształcania w pożądanym kierunku. Wystarczy przekształcić wyobrażenie – to przecież można osiągnąć znacznie szybciej i łatwiej. Kubańskie cygaro sprawi, że Tusk będzie wyglądał jak Churchill. Ba, lepiej, bo przystojniejszy i wysportowany, skrojony na miarę współczesnych kanonów estetycznych. Kto śmie twierdzić, że nie jest mężem stanu? Wyłącznie nienawistnicy i frustraci.
Jak wiadomo, Churchill, obejmując podczas wojny tekę premiera, oferował Brytyjczykom krew, pot i łzy. Taka deklaracja Tuskowi nie przeszłaby przez usta bez względu na okoliczności, bo dla niego i jego ferajny polityka to sztuka podobania się, a nie trud walki o bezpieczeństwo państwa i pomyślność wspólnoty. Od siedmiu lat rząd pochłonięty jest głównie mizdrzeniem się w zwierciadle sondaży i mediów, zatroskany, niczym zła królowa z bajki, tylko jednym pytaniem: „Lustereczko, powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie?”.
Nie róbmy polityki
Oczywiście medialna ułuda nie jest polskim wynalazkiem, nie tylko u nas degeneruje politykę. Jednakowoż w krajach o ugruntowanej kulturze demokratycznej skala zniszczeń jest mniejsza. Nawyki i wyobrażenia kształtowane doświadczeniem wielu pokoleń trudniej poddają się obrazkowej manipulacji, polityczne struktury i wzory zachowań są lepiej utrwalone. Tam telewizyjna fatamorgana wypacza politykę, u nas ją zastępuje.
Działania polityczne toczą się głównie w sferze medialnej. W przestrzeni społecznej, w codziennym doświadczeniu są prawie nieobecne – ile osób wie, gdzie mieści się biuro ich posła? Miarą oceny polityka nie są jego dokonania, porażki, zrealizowane projekty, lojalność wobec wyborców albo ich lekceważenie, lecz liczba wypowiedzi w prasie i na antenie, czyli tzw. rozpoznawalność. Polityka wyzbywa się swojej społecznej treści, przeradza w aktywność zmierzającą do uzyskania taniej popularności i w ślad za tym – zdobycia państwowych stanowisk traktowanych nie jako instrument oddziaływania na rzeczywistość, ale jako źródło korzyści i profitów.
Pouczająca w tym względzie wydaje się analiza osławionych taśm pod kątem kontekstu, w jakim używa się tam słowa „polityka” i jak się je pojmuje. Wolno sądzić, że głównie jako gabinetowe intrygi personalne. Radosław Sikorski mówi o Tusku: „Czysta polityka to jest jego żywioł, a tam zarządzanie, wiesz, jakimiś pierdołami. […] On nie jest geniuszem administrowania”. Z kolei Jacek Krawiec chwali wicepremier Bieńkowską: „Jest bardzo konkretna, bardzo taka… w ogóle niezainteresowana polityką, nie? Sfokusowana na zadaniach”. Najwidoczniej zdaniem rozmówców realizacja zadań i zarządzanie to nie jest polityka. Co skądinąd pozostaje w zgodzie z definicją wpisaną w słynne hasło wyborcze Tuska: „Nie róbmy polityki, budujmy Polskę”.
Rzeczywiście, polityka w takim rozumieniu, jakie nadała temu pojęciu rządząca ekipa, w budowaniu Polski tylko przeszkadza.
Całość artykułu w "Gazecie Polskiej Codziennie"