Zgodnie z naszymi oczekiwaniami ostatnie eurowybory przyniosły PiS i europejskim konserwatystom wzrost liczby mandatów o ok. 10. Szeregi europejskich konserwatystów zasiliły partie z nowych państw, takich jak np. Niemcy, Finlandia, Słowacja i Bułgaria, a więc krajów, które wcześniej nie były reprezentowane w EKR.
Konserwatyści w górę
Ta konserwatywna eurokoalicja jest intelektualnie ciekawa i zawiera wiele interesujących politycznie osobowości. Szefem frakcji został – po raz pierwszy w historii europarlamentu – muzułmanin Syed Kamall. Ten ciemnoskóry syn emigrantów przybyłych do Londynu w latach 50. z Indii, urodzony właśnie w Londynie, publicznie polemizował z wypowiedziami premiera Jej Królewskiej Mości Davida Camerona o polskich emigrantach, bo − jak sam mówi − właśnie z rodziny emigrantów pochodzi. Pierwszym wiceprzewodniczącym grupy został Polak – prof. Ryszard Legutko, znany filozof z Krakowa, były minister w Kancelarii Prezydenta śp. Lecha Kaczyńskiego, wicemarszałek Senatu i minister edukacji. Wiceszefem grupy EKR został też Grek Notis Marias, profesor europeistyki Uniwersytetu na Krecie i absolwent London School of Economics and Political Science, który jest przedstawicielem partii Niezależni Grecy. Marias był też rzecznikiem swojej partii, a także reprezentował Grecję w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy. Jego partia dostała 1 z 21 mandatów przysługujących Grecji. Byłem na ich kongresie w Atenach w 2013 r. jako jedyny europarlamentarzysta. Atmosfera jak na meczu piłkarskim: bębny, skandowanie i parę tysięcy ludzi żywo reagujących na wszelkie wzmianki, nawet tylko aluzje o Niemczech i Merkel, szczególnie w Helladzie znienawidzonej.
Trzecim wiceprzewodniczącym został Geoffrey Van Orden z Wielkiej Brytanii, który choć z wyglądu bardziej przypomina artystę, był generałem brytyjskiego wywiadu wojskowego (!) i to wysyłanym na szczególnie wrażliwe placówki. Kierował ekspozyturą brytyjskiego wywiadu w latach 80. w okresie ponownej „zimnej wojny” w Berlinie Zachodnim oraz w latach 90. operował w Bośni i Hercegowinie. Wielokrotnie był w Polsce.
Niemcy też z nami
Wśród tych, którzy poszerzyli grono konserwatystów w PE jest m.in. Niemiecka Partia Rodzin założona w 1981 r. i przez 22 lata (do 2011 r.) kierowana przez lekarza pediatrę dr. Franza-Josefa Breyera. Działa w 14 z 16 landów RFN. W swoim manifeście głosi, że: „Europa jest możliwa tylko z R O D Z I N Ą”. Po raz pierwszy formacja ta ma przedstawiciela w europarlamencie w osobie Arne Gerickego, który przed dwoma laty uzyskał specjalną nagrodę ministerstwa rodziny RFN dla najlepszego niemieckiego ojca.
Inną niemiecką partią w grupie EKR jest AfD, czyli Alternatywa dla Niemiec. Uzyskała teraz 7 proc. i 7 mandatów (96 dla RFN) w europarlamencie. Jest partią wyjątkową na niemieckiej scenie politycznej, bo balansującą między eurorealizmem a euroscptycyzmem. Podkreśla, że państwa członkowskie UE nie powinny odpowiadać za długi innych państw, co zresztą zawarte było w traktacie z Maastricht (klauzula „no-bail-out”). Jest też za ograniczeniem roli Europejskiego Banku Centralnego oraz zakończeniem przypisywania kosztów deficytów budżetowych sektorowi prywatnemu. Uważa też, że dalsze przekazywanie suwerenności do Brukseli powinno być akceptowane przez społeczeństwo w drodze referendów. AfD podkreśla też możliwość opuszczenia strefy euro i ustanowienie alternatywnych środków i stref walutowych. Liderem naszych nowych niemieckich kolegów w europarlamencie jest 52-letni profesor makroekonomii na Uniwersytecie w Hamburgu Bernd Lucke. Wśród liderów jest również były szef Związku Przemysłu Niemieckiego, menedżer Hans-Olaf Henkel, a także prawniczka, założycielka konserwatywnej sieci stowarzyszeń inicjatyw obywatelskich i blogerka Beatrix von Storch. Wśród europarlamentarzystów AfD jest w sumie dwóch profesorów, w tym znany ekonomista z Uniwersytetu w Tybindze Joachim Starbatty.
Całość artykułu w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"