Teatr grozy III RP
Jest jakaś przewrotna symbolika w tym, że pogrzeb Jaruzelskiego odbył się w przededniu 25. rocznicy czerwcowych wyborów, celebrowanej jako jubileusz III RP.
Oglądam dostępny na YouTube film z pogrzebu. Drobna figurka Moniki Jaruzelskiej skromnie, czarno ubranej i gładko uczesanej, brnie osamotniona, choć wokół rozsierdzony tłum galowo umundurowanych, butnych i aroganckich kolegów ojca oraz jego rozgoryczonych ofiar, gromko protestujących, bo oburzonych ceremoniałem państwowego pochówku. Nie mam wątpliwości, że racja jest po stronie tych ostatnich. Ale zarazem nie mogę oprzeć się współczuciu – czy chciałabym zamienić się na los z córką generała? Na pewno nie. Wracam myślą do chwili, gdy sama szłam za trumną ojca…
Ład i bezład moralny
Mój ojciec – niech spoczywa w spokoju – nie zostawił mi w spadku hańby, ani ludzkich łez i przekleństw. Przeciwnie. Przekazał mi świadectwo wierności ideałom, w których wychowano jego pokolenie, dorastające w niepodległej Polsce. Był żołnierzem września, partyzantem, majorem AK, potem więźniem łagru w Workucie, a kiedy w 1956 r. wrócił do kraju – oddanym swojej pracy lekarzem, który zyskiwał wdzięczność pacjentów. Jako kawaler Virtuti Militari chowany był na Powązkach w asyście kompanii honorowej, wszelako nikt nie gwizdał. Otaczali mnie ludzie współczujący, życzliwi, pogrążeni w żałobie. Mieszkańcy Polski niemodnej i niebogatej, żyjący z dala od celebryckich salonów i medialnego rozgłosu, ale pewni swego, zjednoczeni wiarą w nieśmiertelność duszy oraz szacunkiem dla wspólnych wartości. Gotowi nieść pociechę osobie znękanej bólem straty.
W pogrzebie Jaruzelskiego uczestniczyła Polska rozdarta. Skłócona, targana cierpieniem niewyznanych win i niewybaczonych krzywd. Naznaczona zdradą, zbrodnią, Kainowym piętnem bratobójstwa. Pogrążona w bezsilnym gniewie wewnętrznego konfliktu, tym samym niezdolna wspierać żałobników, uszanować zmarłych.
Taki bywa osobisty aspekt moralnego chaosu w obrębie wspólnoty. Można w nim żyć, ale jest o wiele trudniej, bo ten chaos przelewa się przez tamy prywatności, niweczy mir domowy, a nawet – funeralny spokój. A przecież wcale nie byliśmy na niego skazani.
Cały artykuł ukazał się w "Gazecie Polskiej Codziennie"