Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Wanda Zwinogrodzka,
23.05.2014 19:11

Zatopiona Atlantyda

Odszedł Marek Nowakowski. Był trochę jak rozbitek ocalały z dawnego polskiego świata ludzi odważnych, niepokornych, obdarzonych fantazją.

Odszedł Marek Nowakowski. Był trochę jak rozbitek ocalały z dawnego polskiego świata ludzi odważnych, niepokornych, obdarzonych fantazją. Gotowych z poświęceniem bronić imponderabiliów, gdy trzeba, ale też oddawać się uciechom, gdy można.

Ów kolorowy świat indywidualistów, duchów niesfornych i nietuzinkowych wymiera od połowy ubiegłego wieku. Dzisiaj wydaje się już spopielony. Zdziesiątkowany podczas okupacji, tępiony przez komunizm, odżył na chwilę w trakcie karnawału Solidarności. Rozjechany skotami stanu wojennego nie zdołał się odrodzić w III RP, która zdusiła jego pragnienie wolności, pozbawiła nadziei, zepchnęła w zniechęcenie i rozgoryczenie.

Wraz ze śmiercią Marka Nowakowskiego znika jeden z ostatnich posterunków hardej, barwnej i niesubordynowanej polskości. Ale nie bez śladu.

Ścieżką obok gościńca

Autor „Benka Kwiaciarza” i „Księcia nocy” od lat pięćdziesiątych niestrudzenie tropił i utrwalał na kartach swoich opowiadań ślady i okruchy tego znikającego świata. Szukał go na obrzeżach i peryferiach peerelowskiej rzeczywistości, na przedmieściach, bazarach, w nocnych lokalach. Spotykał tam rozmaite niebieskie ptaki: birbantów, cinkciarzy i handlarzy, złodziei i prostytutki, ale także zubożałych przedwojennych rzemieślników i kupców, byłych akowców i żołnierzy Andersa, artystów. Ludzi zbuntowanych przeciwko bolszewickiej urawniłowce, nieposłusznych prawom regulującym wszystkie aspekty codziennej egzystencji, ludzi, których nieodparta potrzeba nieskrępowanego, swobodnego życia pchała tyleż do ryzyka, awanturnictwa, przestępstwa, co i do kontestacji sowieckich porządków, ustrojowych absurdów i proklamowanej jako „naukowa”, a w istocie zabobonnej wiary w postęp oraz triumfalny marsz ducha dziejów.

Ten wykolejony świat bywał brutalny, okrutny i zdegenerowany, ale pielęgnował osobistą wolność oraz indywidualizm, niekiedy posunięty do dziwactwa. Mieszkali tu ludzie z charakterem, kręgosłupem i fantazją. Mężnie stawiali czoła rzeczywistości, jakkolwiek trudna i nieprzyjazna ona była. Chcieli raczej być niż mieć, a jeśli mieć to po to, by być bardziej, ciekawiej, oryginalniej. Umieli oddychać pełną piersią, narażać się, ale też hulać i używać życia, choćby pośród powojennych ruin.

Nowakowski przyglądał się im z fascynacją. Notował ich perypetie, przygody i bajania, uwieczniał biografie, sylwetki, rysy twarzy i mowę ciała. Szczegółowo i przenikliwie opisywał kolor, światło, dźwięki i zapachy tego uniwersum zepchniętego na margines, wędrującego ścieżką obok gościńca, którym karnie wlókł się szary, peerelowski tłum.

Literatura dla dojrzałych

Tę precyzję detalu, autentyzm obserwacji, obyczajowy, a czasem wręcz rodzajowy konkret krytyka klasyfikowała jako „mały realizm”. Niekiedy słyszało się w tej formule nutę protekcjonalizmu wobec twórczości pozbawionej epickiego rozmachu, niedostatecznie ambitnej dla umysłów spragnionych panoramicznej wizji epoki czy porywającej perspektywy intelektualnej, pozwalającej uporządkować chaos polskich losów w dwudziestym wieku.

Po latach te zarzuty wobec prozy Nowakowskiego wydają się z gruntu chybione. To była literatura dla dojrzałych, doświadczonych życiem czytelników. Upodobanie do szczegółu i konkretu było właśnie miarą tej dojrzałości. Wyrazem przekonania, że prawda o świecie tkwi bynajmniej nie w spektakularnych, ogólnych teoriach wszystkiego – w nich najczęściej kryje się głupstwo. Prawda wycieka z nich niepostrzeżenie, bo te imponujące konstrukcje są projekcją budującego je umysłu, rezultatem apriorycznych założeń, wymyślonym zawczasu porządkiem, w który potem usiłuje się wpisywać rzeczywistość. Wtedy nader łatwo ją nagiąć, odkształcić, czasem wręcz zignorować.

Prawda o wiele częściej skryta jest właśnie w detalach, które widzimy z bliska i dokładnie, kiedy przyglądamy się rzeczom i ludziom z zajęciem i uwagą. A tak przyglądał się Nowakowski. Bez uprzedzeń, ze zrozumieniem i empatią. Z szacunkiem dla faktów, choćby i niewygodnych, sprzecznych z panującym gustem i utartym sposobem postrzegania.

I ta zaklęta w szczegółach prawda nigdy go nie zawiodła, prowadziła go swoją prostą drogą przez manowce ideologii, mód, zbiorowych fascynacji i wierzeń, które wyjałowiły niejeden błyskotliwy intelekt, zepchnęły niejeden talent w chaszcze kłamstwa, deprawacji, hipokryzji, podwójnych standardów i moralnej klęski.

Nowakowski pozostał niezawisły, nie pozwolił się omamić żadnym iluzjom, ani w PRL-u, ani w III RP, której mafijny charakter rozpoznał i przedstawił już u jej zarania – w 1990 r.! – w „Strzałach w motelu George”. Nigdy nie dał się wchłonąć żadnej koterii – czy to reżimowych pisarzy, czy to kolegów z antykomunistycznej opozycji. Do końca pozostał sobą – nieskrępowanym i niezależnym, niepodatnym na kompromisy, niemożliwym do przekupienia profitami, zaszczytami czy pochlebstwem, do bólu uczciwym, a jednak wolnym od pogardy, pychy i poczucia wyższości.

Cały tekst ukazał się w "Gazecie Polskiej Codziennie"
 

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane