Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Wanda Zwinogrodzka,
29.03.2014 09:38

Dzieci niczyje

„Polacy chcą niezależności energetycznej, nowoczesnej armii i państwa, które da im poczucie bezpieczeństwa” – głosi spot wyborczy Platformy Obywatelskiej.

„Polacy chcą niezależności energetycznej, nowoczesnej armii i państwa, które da im poczucie bezpieczeństwa” – głosi spot wyborczy Platformy Obywatelskiej. Ku osłupieniu tych wszystkich, którzy pamiętają, jak gorąco ich przekonywano, że armia jest zbędna, a Polska bezpieczna. Tyle że wielu nie pamięta.

W Polsce można z dnia na dzień zmieniać poglądy polityczne i hasła wyborcze, nawet przynależność partyjną, można przedstawiać skrajnie sprzeczne oceny odnośnie do tych samych zjawisk i osób (np. Lecha Wałęsy). Nie podważa to niczyjej wiarygodności, nie pociąga żadnych konsekwencji. Wczorajsze słowa ulatują bez śladu. Nasze życie publiczne wydaje się domeną iście teatralnej iluzji, w obrębie której aktor nie ponosi odpowiedzialności za cechy kreowanego bohatera, ważne, by udatnie je przedstawił.

Zgodnie z klasyczną definicją, żeby zaistniał teatr, niezbędni są aktor i widz. Każe to sądzić, że o teatralnym charakterze naszej polityki decyduje nie tylko wola jej protagonistów z upodobaniem zmieniających role i kostiumy, ale także potrzeba widzów, gotowych zawsze uczestniczyć w tym tandetnym spektaklu. O ile tych pierwszych nietrudno zrozumieć – w końcu fikcję łatwiej kreować niż rzeczywistość – o tyle motywacja tych drugich wydaje się zagadkowa.

Wychowankowie transformacji

Ów osobliwy fenomen przynajmniej po części wyjaśnia lektura opublikowanej właśnie książki Pauliny Wilk pt. „Znaki szczególne”. Wydawnictwo Literackie reklamuje ją na okładce jako „pierwszą autobiografię pokolenia urodzonych około 1980 roku – dzieci polskiej transformacji”.

I rzeczywiście: autorka, obdarzona niewątpliwym zmysłem obserwacyjnym, barwnie odtwarza swoje wspomnienia z dzieciństwa i wczesnej młodości, ukazując, w jaki sposób doświadczenie transformacji formowało ją i jej rówieśników. Obserwujemy zatem najpierw dość siermiężne i zarazem przewidywalne życie na wojskowym osiedlu w podwarszawskiej mieścinie, potem zaś gwałtowną inwazję nowych, nieznanych przedtem przedmiotów, urządzeń, zwyczajów, porządków. „Wszystko wokół poruszało się i przeobrażało. Stare kształty zyskiwały nowe nazwy. Znikały pojęcia, pozostawały fakty. Albo pisano je od nowa, unieważniając dawne wersje. Sprawom, które się nie zmieniły w kształcie ani nazewnictwie, przypisywano inną wartość: drastycznie obniżoną albo skrajnie podwyższoną. Przyjmowaliśmy te przemiany bez głębszego zrozumienia, ale i bez oporów, na co dzień ćwicząc zdolności adaptacyjne. Zmiana stała się dla nas podstawową dyscypliną, trenowaną intensywniej niż przywiązanie i przyzwyczajenie. Dawny porządek, jego stateczność i pewność straciły na znaczeniu. Nikt nie oglądał się wstecz…”.

Paulina Wilk opisuje obszernie i naprawdę interesująco rozliczne konsekwencje, jakimi to doświadczenie obarczyło świadomość jej pokolenia – w zakresie wyobrażeń o celach życiowych, osobistym szczęściu, obecności we wspólnocie. Dlatego książka jest ważna i warta rekomendacji. Nie sposób jednak omówić ją wyczerpująco, pozostanę zatem przy jednym wątku: pamięci i przeszłości.

Być na czasie…

„Większość z nas wyszła z rodzinnego domu z wyobrażeniem, że nie powtórzy doświadczeń rodziców” – twierdzi autorka. „Wchodziłam w zmieniającą się rzeczywistość bez poczucia ciągłości także w tym generacyjnym wymiarze. Nie mogłam się chwycić żadnych rodzinnych legend – znaleźć oparcia w niczym, co minione”. Dlaczego? Bo przeszłość została definitywnie zakwestionowana w gigantycznym wysiłku, by kraj bez reszty przeobrazić, zmodernizować, by dogonić Europę. Transformacja ustrojowa zbiegła się z rewolucją informatyczną – „byliśmy społeczeństwem na skraju załamania nerwowego” – wszyscy poruszali się po omacku. „Zachwiała się pokoleniowa hierarchia – pisze Wilk – młodzi szybciej zdobywali kompetencje, bez których nowoczesność była enigmą. […] Młodość stała się sojuszniczką nowości, starość – synonimem przegranej, obciążeniem. Pochłonięci przyszłością, nie dostrzegaliśmy wartości wiedzy o sprawach przeżytych i minionych. Zapewne na takim gruncie zrodził się odrażający pomysł: zabierz babci dowód!”. Odrzuciwszy naturalne wzory osobowe „dzieci transformacji” sięgnęły po te podsuwane przez media: „Dorastałyśmy prędko, zderzając obraz mam z nowymi idolkami. Z telewizorów, reklam i czasopism przyzywały nas nowoczesne kobiety biznesu, królowe fitness i dynamicznego samorozwoju. […] Nasze mamy nie przechodziły gwałtownych metamorfoz – nie ćwiczyły aerobiku, nie miały śnieżnobiałych uśmiechów ani puszystych loków do pasa. Starały się być na czasie, zmieniały kroje spódnic, próbowały nowych kosmetyków. Lecz na tle dziewczyn z billboardów wypadały zbyt prozaicznie i statycznie”. Tak wychowankowie III RP wkroczyli w świat wirtualnych marzeń oraz plastikowej doskonałości i… już w nim pozostali. Bez przeszłości, bez pamięci, bez skali porównawczej. Ba, nawet bez potrzeby pamiętania i porównywania. Tym samym stali się bezradni wobec medialnej manipulacji, niezdolni weryfikować kolorową fikcję.

Całość artykułu w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane