Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Wanda Zwinogrodzka,
02.03.2014 12:35

Wiosna Wyklętych

Ukraińcy potrzebowali dwóch dni, by zastrzelonych na majdanie ogłosić bohaterami narodowymi, i jeszcze jednego, by za sprawcami zbrodni rozesłać list gończy.

Ukraińcy potrzebowali dwóch dni, by zastrzelonych na majdanie ogłosić bohaterami narodowymi, i jeszcze jednego, by za sprawcami zbrodni rozesłać list gończy. Polacy ćwierć wieku po Okrągłym Stole wciąż nie są pewni, czy obrońcom niepodległości należy się hołd, a prześladowcom kara.
 
Oczywiście, w trakcie rewolucji historia gwałtownie przyspiesza, ale nawet wziąwszy to pod uwagę, powyższa dysproporcja wydaje się drastyczna. „III RP ma kłopot z bohaterami” – napisała niedawno na tych łamach Ewa Stankiewicz, komentując spory wokół Ryszarda Kuklińskiego. Trafność tej diagnozy w pełni potwierdza też polemika wokół mitu Żołnierzy Wyklętych.

Życie zmarnowane

Mit ten definitywnie wydobył się już z internetowego podziemia i uzyskał prawo obywatelstwa w polskim życiu publicznym oraz w kalendarzu obchodów historycznych. Co nie oznacza, że jest powszechnie akceptowany. Przeciwnie – uobecniwszy się w zbiorowej świadomości, zaczął ogniskować dyskusje dotyczące postaw moralnych oraz sposobów istnienia we wspólnocie.

Na początku lutego „Gazeta Wyborcza” opublikowała rozmowę, którą z Magdaleną Tulli przeprowadził Igor Rakowski-Kłos. Dziennikarz pyta w niej pisarkę o Danutę Siedzikównę „Inkę”: „Nastolatki mają utożsamiać się z dziewczyną, która nie mogła się uczyć i bawić, tylko zmuszona była mieszkać w lesie i umykać obławom NKWD, a jej największym dokonaniem jest śmierć? To życie zmarnowane, a nie godne naśladowania”. Tulli na to odpowiada: „Zdarza się czasem, że trzeba umrzeć, ale nie powinniśmy tym niezdrowo się podniecać. Podniecanie się tym, że zginęła z okrzykiem na ustach, ma w sobie coś dwuznacznego. […] Hitlerowscy zbrodniarze skazani na śmierć też ginęli z okrzykiem »Heil Hitler«”.

W kolejny weekend, na tychże łamach, o Żołnierzach Wyklętych mówiła z kolei Maria Peszek. „Nie ma takiej idei, za którą warto oddać życie, bo życie jest czymś absolutnie najważniejszym – oświadczyła. – Sprawa jest prosta: taka »Inka«, albo taki Pilecki wybrali śmierć za Polskę, ale to jest przecież tak samo dobry wybór, jak decyzja tych, którzy wybrali w podobnych okolicznościach życie. Nie ma hierarchii, nie ma lepsze-gorsze, można umrzeć za Polskę, ale można też iść na ryby. Oba te wybory etyczne są sobie równe”.

Tydzień później na ekranach telewizorów oglądaliśmy na majdanie ludzi, którzy pod kulami wynosili rannych z pola ostrzału. Widzieliśmy, jak rodzi się bohaterstwo. Bynajmniej nie z „wyboru śmierci”, lecz właśnie życia. Z niemożności pogodzenia się z faktem, że oto na naszych oczach umiera człowiek, którego – za cenę osobistego ryzyka – możemy ocalić. Gdyby na majdanie kierowano się kodeksem Peszek, Tulli i Rakowskiego-Kłosa, ranni wykrwawialiby się na bruku, a ofiar śmiertelnych byłoby kilkakrotnie więcej.

To nie romantyczne opętanie ideą ani tym bardziej jakieś „zaczadzenie śmiercią”, które insynuuje się polskim powstańcom, nakłania do poświęcenia. To racjonalna kalkulacja. Wzniesiono na niej wszystkie znane ludzkie cywilizacje, przekonane, że we wspólnocie łatwiej przetrwać niż w pojedynkę. Tę regułę znają nie tylko ludzie – stosują ją także żyjące stadnie zwierzęta. A nawet owady – pszczoły i mrówki. Polskie artystki wydają się głupsze nawet od nich.

Rozpętamy „Burzę”

Zbiorowość – która hołduje zasadzie, że lepiej się „bawić” i „iść na ryby”, niż poświęcać dla dobra innych, zamiast wspomagać jednostkę w obliczu trudów egzystencji – krępuje ją i obciąża.

Rzeczywiście nie jest warta żadnych ofiar. Dlatego kodeks moralny aplikowany Polakom przez elity III RP ma cechy samospełniającego się proroctwa: w miarę jak się upowszechnia, gotowość do działania na rzecz wspólnego dobra staje się postawą coraz mniej racjonalną, wręcz bezsensowną. I też coraz mniej osób skłonnych jest ją przyjmować, jak to wykazał niedawny sondaż Homo Homini, według którego 41 proc. Polaków nie poświęciłoby nic dla dobra kraju. Taki kraj nie ma przyszłości.

Z natury rzeczy najboleśniej dotyka to ludzi młodych i być może dlatego to właśnie wśród nich mit Żołnierzy Wyklętych zyskuje najwięcej wyznawców. To oni skandują na ulicach „Cześć i chwała bohaterom!”, oni projektują stadionowe oprawy, jak ta przygotowana przez kibiców Śląska Wrocław z cytatem z piosenki Tadka Polkowskiego: „Dla nich niepodległa Polska/była najważniejszą sprawą/niech młodzi o tym usłyszą/i nie godzą się z przegraną”.

Nie mogą się z nią pogodzić, bo jeszcze całe życie przed nimi. Wszystkim nie uda się wyjechać. Dlatego szukają wzorców w ostatnim polskim pokoleniu, które potrafiło heroicznie walczyć do końca, dlatego Tadek rapuje: „My tylko w wolnej Polsce widzimy naszą przyszłość./Wolność i Niezawisłość!”. I od stycznia prowadzi ogólnopolską akcję kulturalno-edukacyjną „Burza 2014”, w ramach której w 70. rocznicę operacji AK odbyć się mają setki koncertów, wykładów, konferencji, wystaw, pokazów filmowych, spotkań z kombatantami itp. Zgodnie ze słowami piosenki otwierającej jego ostatnią płytę: „I chociaż tymi słowy/Waszej sprawie służę/tym razem wygramy/rozpętamy »Burzę«!”.

Mit założycielski

III RP nie zdołała, jak wiadomo, wykreować własnego mitu założycielskiego, ani własnych bohaterów. Mimo usilnych starań, ogromnej medialnej przewagi i armii posłusznych artystów – nie udało się. Po dwudziestu pięciu latach uporczywej perswazji Okrągły Stół nie urósł do rangi mitu ani Wałęsa do rangi bohatera. Ex nihilo nihil.

Jak widać, zbiorową świadomością trudniej sterować, niż to się wydaje inżynierom dusz. Mit Żołnierzy Wyklętych narodził się spontanicznie, na peryferiach życia publicznego, w niszowych środowiskach pozbawionych dostępu do mediów, a jednak w ciągu kilkunastu lat spotężniał tak bardzo, że nie sposób już go ignorować nawet na łamach „Gazety Wyborczej”. Osoby i fakty, do niedawna znane tylko historykom wyspecjalizowanym w dziejach najnowszych, stały się własnością popkultury. Bohaterowie antysowieckiego powstania wędrują na cokoły wznoszone z woli zdeterminowanych obywateli, wbrew niechęci urzędników państwowych.

Powstał autentyczny mit założycielski współczesnej młodej Polski, która chce powołać do życia własne państwo, bo w tym, które istnieje, nie ma dla niej miejsca. Rapuje zatem razem z Tadkiem: „Dzisiaj kłamią, by nas zniszczyć/rozkradają polskie włości/dziś ubecy mają media/już nie muszą łamać kości/dziś bogactwo i pozycja/są polisą bezkarności/niech Wyklęci wstaną z grobów/wskażą drogę do wolności”.

Jeśli według tych wskazań powstanie kiedyś nowa Polska, będzie ona krajem zdolnym odróżniać bohaterów od zdrajców. Krajem, w którym nikt nie będzie się wykrwawiał w samotności, porzucony przez tych, dla których własne „życie jest czymś absolutnie najważniejszym”.

Być może restytucja państwowości możliwa jest tylko w taki sposób? Dzięki duchowej wspólnocie pokolenia dziadków i wnuków – po odrzuceniu doświadczenia roczników „urodzonych w niewoli, okutych w powiciu”?
 

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane