Propaganda i „przestrzeń sprawiedliwości”
Można wymyślić sto strategii, napisać kolejne raporty, a w sądach – bez gruntownej reformy nic się nie zmieni.
W obecności sporej gromady dziennikarzy, 5 lutego przy świetle jupiterów dwaj panowie, minister sprawiedliwości Marek Biernacki i prokurator generalny Andrzej Seremet, podpisali i wymienili między sobą list intencyjny będący ukoronowaniem przedsięwzięcia pod nazwą „Strategia wymiaru sprawiedliwości na lata 2014–2020”. Dokument liczący ponad 70 stron jest rezultatem prac zespołu roboczego, w którym brali udział przedstawiciele Ministerstwa Sprawiedliwości, Prokuratury Generalnej, Krajowej Szkoły Sadownictwa i Prokuratury oraz Centralnego Zarządu Więziennictwa. Minister Biernacki nie doczekał końca konferencji, bo gdzieś się spieszył, w jego imieniu stanowisko resortu prezentował jeden z dyrektorów. W liście intencyjnym czytam takie słowa: „Jesteśmy przekonani, że wielowymiarowe, innowacyjne, zintegrowane i oparte na dobrych praktykach podejście zaproponowane w strategii jest najskuteczniejszą drogą do realizacji głównego celu, jakim jest stałe zwiększanie poziomu zaufania obywateli do podmiotów publicznych funkcjonujących na co dzień w przestrzeni sprawiedliwości”.
Źle się dzieje w sądach
O co w tym wszystkim chodzi? Od 50 lat, wykonując kolejno zawody prokuratora, adwokata i wreszcie sędziego Trybunału Konstytucyjnego, byłem przekonany, że istota wymiaru sprawiedliwości polega na rozpoznawaniu spraw przez niezależne sądy, niezawisłych sędziów na podstawie stanu faktycznego, zgodnie z prawem materialnym i regułami procedury. To prawda, miałem wiele krytycznych uwag, gdy orzeczenia sądowe wpisywały się w polityczne zapotrzebowanie. Dobrze pamiętam tych sędziów, którzy mawiali o sobie: „My sędziowie nie od Boga”. Pamiętam „kiblowe procesy” i mordowanie w imieniu komunistycznej władzy narodowych bohaterów. W stanie wojennym sądowych morderstw nie było, ale wymiar sprawiedliwości spełniał oczekiwania władzy. Adam Strzembosz – pierwszy prezes Sądu Najwyższego zapewniał, że środowisko sędziowskie samo się oczyści, że żadna lustracja sędziom nie jest potrzebna. Jak bardzo się mylił, widać po kondycji sądownictwa. Co można powiedzieć o tych sędziach, którzy uniewinnili Beatę Sawicką, skazali prof. Legutkę albo mówią, że krytyka Adama Michnika to naruszenie zasad współżycia społecznego? Ciekawe czy sprawca nazywający Koran fekaliami zostałby uniewinniony podobnie jak Nergal, który w wyjątkowo chamski sposób publicznie niszczył Biblię.
Władza sądownicza to jeden z trzech filarów demokratycznego państwa, a prawo do sądu jest podstawowym gwarantem i środkiem ochrony obywatelskich praw i wolności. O tym, że w wymiarze sprawiedliwości dzieje się źle, świadczy to, co zostało opisane w „Strategii…”. Raport spotkał się z krytyką Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”. Potraktowali go poważnie i nie zostawili na nim suchej nitki.
Cały artykuł został opublikowany w "Gazecie Polskiej Codziennie"