Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Jarosław Szarek,
30.10.2013 17:43

​Dziewczyna z albumu policmajstra (II)

Malwina Gasztoft z Zielunia kilkadziesiąt dni po swoim ślubie patrzyła na śmierć męża Bronisława, którego dosięgła rosyjska kula. Chwilę później dopadli ją Moskale.

Malwina Gasztoft z Zielunia kilkadziesiąt dni po swoim ślubie patrzyła na śmierć męża Bronisława, którego dosięgła rosyjska kula. Chwilę później dopadli ją Moskale. Była połowa października 1863 r. Następną i jedyną wieść o niej przyniósł rodzinie „obywatel Płocka”. Powróciwszy z Syberii, gdzie był świadkiem jej śmierci, opowiadał, że „po 12 latach zakuta przy taczkach umarła z wycieńczenia”.
 
Pojmanemu z nią bratu Gracjanowi Otrembskiemu udało się uciec i doczekać niepodległej Polski, jako jednemu z ponad 3,5 tys. weteranów Powstania Styczniowego. Wolna ojczyzna już w 1919 r. – w trzecim miesiącu swojego istnienia! – rozkazem Józefa Piłsudskiego nadała im rangę żołnierzy Wojska Polskiego w stopniu podporucznika i przyznała prawo noszenia mundurów. Jednocześnie kilkudziesięciu udekorowano wtedy Orderem Virtuti Militari.
 
„Pociąg odjeżdżał co wtorek…”
 
Tymczasem Malwina znalazła się w rosyjskiej niewoli. Do dzisiaj nie odnaleziono jej wyroku. Po wybuchu powstania styczniowego car Aleksander II wydał ukaz ustalający „zasady sądzenia i karania polskich buntowników”. W pierwszej kategorii znaleźli się dowódcy oddziałów powstańczych, dezerterzy z armii rosyjskiej, którzy stanęli u boku Polaków, członkowie centralnych organów powstańczych… Dla nich był jeden wyrok – śmierć. Na Malwinie nie wykonano egzekucji, więc musiano ją zaliczyć do „wziętych z bronią w ręku lub bez broni, ale którzy niewątpliwie brali udział w buncie lub podżegali do niego…”. Takich również karano śmiercią, ale zamiennie z pozbawieniem wszystkich praw stanu i długoterminowym zesłaniem na syberyjską katorgę. Podzieliła zatem los blisko 40 tysięcy swoich rodaków... Rosjanie opuszczający w 1915 r. Warszawę, która znalazła się w rękach Niemców, wywieźli ze sobą większość protokołów śledczych wraz z wyrokami. Wśród ocalonych strzępów nie ma nazwiska naszej bohaterki. Na podstawie dziesiątków pamiętników tych, którym dane było przeżyć Sybir, możemy jedynie próbować odtworzyć jej losy.
 
Z Warszawy odjeżdżał co wtorek specjalny pociąg z 300–500 zesłańcami. „Wczoraj wywieziono z 300 więźniów politycznych z cytadeli koleją petersburską; z tych 18 w kajdanach i kilkanaście kobiet, pomiędzy tymi panią Jaworską. Przy wywożeniu trudno nawet rodzinie ujrzeć po raz ostatni swoich ukochanych wywożonych na Sybir do min [kopalń] lub na wygnanie. Przeznaczone do wywiezienia ofiary porywają Moskale z cytadeli w nocy i spędziwszy w gromadę, pod silną eskortą przeprowadzają na Pragę” – pisał jeden ze świadków. Na dworcu czekały nieliczne rodziny. Wątpliwe, aby ktoś z bliskich mógł żegnać Malwinę, nikogo nie informowano o czasie wywózki. „Niektórzy tylko znajdą się oczyma, ręką prześlą sobie pożegnanie; inni darmo przepatrują tłum, darmo ze stron obu okrzykują nazwiska, nikt się nie zjawia. Czasem w samej chwili wsiadania usłyszy jeszcze głos drogi; przejmujący serce; zachowuje go w pamięci, jako błogosławieństwo na drogę daleką”.
 
Po trzech dniach, w piątek wysiadali w Petersburgu, a tam urzędnicy ministerstwa spraw wewnętrznych w ciągu kilku tygodni rejestrowali wszystkich i wyznaczali gubernię, do jakiej mieli być skierowani. Potem koleją jechali do Moskwy – tam po ponownej rejestracji – byli dzieleni na tych zsyłanych do Rosji europejskiej i pozostałych, wiezionych jeszcze pociągiem do Niżnego Nowogrodu, gdzie kończyły się tory. Stamtąd pędzono ich w kilkusetosobowych grupach pieszo, podwodami, statkami do Permu, a następnie do Tobolska, gdzie znowu byli rejestrowani i dalej przez Tomsk, Aczyńsk, Krasnojarsk do Irkucka, w którym dopiero określano konkretne miejsce pobytu: gdzieś nad Bajkałem lub jeszcze dalej w Kraju Zabajkalskim. W każdym z tych miejsc, w rosyjskich archiwach, powinien był pozostać ślad po Malwinie Gasztoft.
 
Gdyby Dante szukał inspiracji do „Piekła”
 
Z Niżnego Nowogrodu czekało ją jeszcze pięć tysięcy kilometrów, pokonywane w rok i dłużej. Młoda, delikatna dziewczyna, po stracie ukochanego męża stanęła u wrót piekła. W tej sprawie pamiętnikarze są zgodni. Niejeden pisze, że gdyby Dante szukał na ziemi inspiracji do swojego „Piekła”, znalazłby go na etapach drogi na Syberię. Jan Siwiński twierdził wręcz, że Rosjanie mogliby znieść nawet karę śmierci i wszystkie inne, gdyż wystarczyłoby najzupełniej, aby zasądzili tylko jedną: „Aby przejść tym etapowym porządkiem, bodaj tylko jeden z Tobolska do Irkucka! Droga ta, czy pochód ów, jest drogą i pochodem przez samo dno piekieł”. Jakub Gieysztor dodawał: „Przejścia etapowe przewyższają okropnością swoją wszystko, co znanem jest w nędzy ludzkiej”.
 
Więzienia etapowe były często zimnymi ruinami, z robactwem, tak zatłoczonymi, że nie dla wszystkich znajdowano miejsce, dlatego umieszczano ich w szopach, pralniach, ubikacjach, magazynach bez ogrzewania, z porozbijanymi oknami… Idących dziesiątkowały choroby, wyczerpanie, klimat. Mogiły umierających w drodze znaczyły cały szlak. „Na każdej prawie stacji potrzeba było szturmem zdobywać sobie miejsce na pryczy, na każdej prawie stacji zwycięsko wychodzili pospolici zbrodniarze, a my układaliśmy się do snu pod tapczanem na brudnej, wilgotnej podłodze” – wspominał Józef Białynia-Chołodecki. Nikodem Niemirycz z Rawskiego szedł w niezdejmowanych kajdanach przez dwa lata i trzy miesiące: „Zgroza przejmowała na widok ran wyżartych żelazem…”. Trudno przypuszczać, aby Malwina mogła ze sobą zabrać pieniądze. Skazana była więc nie tylko na zesłańcze łachy, marne wyżywienie, ale i zaczepki motłochu, pijanej eskorty czy pędzonych razem więźniów kryminalnych. Los takich jak ona utrwalili na swoich budzących grozę obrazach: Aleksander Sochaczewski, Jacek Malczewski, Walery Radzikowski, Piotr Stachiewicz czy Artur Grottger w słynnym „Widzeniu na katordze”, gdy kobiecie w kajdanach ukazuje się Matka Boża.
 
Praca w kopalniach, przy budowie dróg czy w licznych warzelniach soli – m.in. w Usolu, gdzie trafiło wielu powstańców, też zbierała mordercze żniwo. Katorżnicy mieszali w ogromnych kotłach wrzącą solankę. „Przez otwarte na oścież drzwi dął na przestrzał mroźny wiatr, co przyspieszało jej parowanie. Po dwóch latach pracy w podobnych warunkach męczennicy umierali na suchoty” – zapamiętał jeden z katorżników.
 
„Niesiemy wolności dżumę!”
 
Ale nawet w tych niewyobrażalnych warunkach Malwina mogła trafić na ludzi, nie tylko swoich rodaków, którzy jej pomogli. To nie była jeszcze bolszewicka Rosja i mimo antypolskiej propagandy, nie brakło sprawiedliwych Rosjan: urzędników, oficerów, miejscowej ludności niewyzbytej z ludzkich uczuć.
 
Takim był choćby sam tobolski gubernator Aleksander Despot-Zenowicz. Jednocześnie kolejne carskie amnestie z 1865, 1867, 1868, 1871 r. i następne powodowały, że dola katorżników i zesłańców ulegała poprawie. Jednym z powodów łagodzenia tych warunków była ogromna liczba Polaków i ich wpływ na miejscową ludność. Pisał o tym zesłany już kilkanaście lat przed powstaniem Karol Baliński w wierszu „Pożegnanie”. „Gdziekolwiek wyrok carski nas zawlecze, Oszukamy jego dumę, Niesiemy z sobą prawa człowiecze! Niesiemy wolności dżumę!”. Polska „dżuma wolności” dała o sobie znać nie tylko podczas powstania zabajkalskiego w 1866 r., ale w czasie codziennych kontaktów z mieszkańcami Syberii, co stanowiło poważny problem dla rosyjskich władz.
 
Aleksander Sochaczewski, który doświadczył 10 lat katorgi i potem tyleż zesłania, namalował obraz „Śmierć na taczce”. Wedle rodzinnego przekazu tak miała umrzeć Malwina Gasztoft w 1875 r… Czy tak było? Chyba nie. Dwa lata wcześniej kolejna amnestia uwolniła wszystkich katorżników, skazując ich na osiedlenie. Co ją zatem zabiło: wyczerpanie, choroba, klimat, a może tęsknota? Pisał o tym Jakub Gieysztor: „Słowo Sybirak dla Polaków powinno mieć znaczenie takie, jak w świecie chrześcijańskim męczennicy. To nie wyznawca, nie apostoł, ale cierpiący prześladowanie za prawdę. Boć też to i żywot ciężki Sybiraka. Nie mówimy o pracy w kopalniach, o niedostatku, poniewierce, chłodzie i tylu przykrościach, dręczących ciało i ducha, ale sama tęsknota za krajem i rodzinami, od których na zawsze nas oderwano, jakąż jest męką?”.
 
Dzisiaj mieszkańcy Kuźnicy na Podlasiu – ziemi od wieków dającej tak liczne przykłady wierności Rzeczypospolitej oraz setkom tysięcy ofiar nieludzkiej ziemi, takim jak Malwina Gasztoft – zbudowali okazały memoriał Golgota Wschodu zwieńczony krzyżem. Nie spodobał się on urzędnikom III RP. Ich zdaniem powinno się „redukować koszty” i „niekoniecznie musi on stanowić monumentalną formę”. Nie chcą tej pamięci, historii, literatury, tych mogił... Marszałek Józef Piłsudski wiedział, jaka w nich drzemie moc, gdy z grobów „żywy cień powstaje, cień wielkości epoki”, a potem „zawołają głosem straszliwym: – Idź i czyń”. Właśnie ten czyn – przebudzenie Narodu – budzi strach. Wtedy bowiem skończy się „redukowanie” Polski, ale też ich czas.
 

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE