Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Janusz Śniadek,
18.07.2013 16:34

Nie igrać z życiem ludzi

Stała się rzecz niesłychana. Sytuacja panująca w polskiej służbie zdrowia okazała się na tyle poważna, że nawet politycy z PO apelują do premiera o jakąkolwiek reakcję. Niestety – władza milczy.

Stała się rzecz niesłychana. Sytuacja panująca w polskiej służbie zdrowia okazała się na tyle poważna, że nawet politycy z PO apelują do premiera o jakąkolwiek reakcję. Niestety – władza milczy.

O tym, jak poważna musi być sytuacja chorych w województwie pomorskim, świadczy choćby to, że autorami listu otwartego do premiera Donalda Tuska, w którym nawołują do natychmiastowych zmian i reform w tamtejszym oddziale NFZ, są prezydenci Gdańska, Sopotu i Gdyni oraz marszałek województwa pomorskiego – to w większości politycy Platformy. Niestety, jedyną reakcją władzy jest milczenie. Tymczasem zdezorientowani, a czasem zrozpaczeni pacjenci pozostawieni zostali sami sobie.

Polityczne pospolite ruszenie

To igranie z życiem ludzi – tak można określić podstawowy zarzut dla pomorskiego oddziału NFZ sformułowany przez autorów listu do premiera. Jest to, zdaniem jego autorów, efekt postępującego chaosu i zamieszania w tamtejszych placówkach medycznych, wywoływany przez działania Narodowego Funduszu Zdrowia. Jednak nie tylko ci politycy reagują na coraz gorszą sytuację pomorskiej służby zdrowia. W analogicznym tonie i z podobnymi żądaniami – unieważnienia przeprowadzonego postępowania konkursowego, określenia jasnych kryteriów i przeprowadzenia nowych, transparentnych konkursów oraz odwołania dyrektor pomorskiego NFZ – wystąpiły m.in. Sejmik Województwa Pomorskiego oraz Rada Miasta Gdyni. Radni PiS z sejmiku złożyli zawiadomienie do prokuratury o stworzeniu przez NFZ bezpośredniego niebezpieczeństwa zagrożenia życia i zdrowia mieszkańców województwa.

Ja sam, pod wrażeniem wizyt zrozpaczonych ludzi w moim biurze poselskim, również postanowiłem działać. Jednym z dostępnych mi jako członkowi sejmowej komisji ds. kontroli państwowej środków jest wniosek do Najwyższej Izby Kontroli o kontrolę nadzwyczajną w NFZ. Najpierw wspólnie z kolegami z PiS podjęliśmy próbę, aby o kontrolę wystąpiła cała komisja. Niestety, posłowie PO uchylili się od podpisania pod wnioskiem. Wobec tego 10 lipca skierowaliśmy go sami, informując o tym opinię publiczną na specjalnej konferencji prasowej. Temat protestów pomorskich samorządowców został postawiony przez posłów PiS także na komisji zdrowia, co spowodowało, że znajdzie się w porządku obrad komisji podczas kolejnego posiedzenia Sejmu.

Coraz gorzej dla pacjenta

Przypomnijmy, co wywołało tak ostre reakcje polityków województwa pomorskiego. Otóż w wyniku konkursu przeprowadzonego przez NFZ na ambulatoryjną opiekę specjalistyczną spośród ponad 1200 przychodni w województwie pomorskim kontrakty utraciło blisko 280 placówek.

By przedstawić Państwu skalę i absurdalność tych zmian, podam kilka przykładów placówek, które mają przestać istnieć. Są to m.in.: poradnie kardiologiczne w obu szpitalach w Gdyni, poradnia leczenia bólu w Gdańsku (jedyna w województwie), poradnia chirurgii dziecięcej w Wejherowie, poradnia audiologiczna Specjalistycznego Ośrodka Diagnozy i Rehabilitacji Dzieci i Młodzieży z Wadą Słuchu w Gdańsku, prowadząca przesiewowe badania słuchu u noworodków.

W ten sposób następują nieodwracalne szkody dla służby zdrowia tego regionu – marnotrawstwo sprzętu i wykwalifikowanego personelu. Przywołajmy słowa listu otwartego do premiera Donalda Tuska: „Chaos – i tak duży w służbie zdrowia – potęguje nagła zmiana sieci placówek ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, powodując brak dostępu pacjentów do lekarzy specjalistów. Czekając w kilkutygodniowych, czasem wręcz miesięcznych kolejkach do lekarza specjalisty, kilkaset tysięcy osób będzie musiało gwałtownie szukać innych, zakontraktowanych przychodni”.

Z kolei radni z Gdyni w swojej rezolucji wskazują na „odebranie pacjentom prawa do ciągłości świadczeń, brak komplementarności usług medycznych, trwonienie publicznych pieniędzy. Fundamentalne procedury nie podlegają zewnętrznej kontroli i pozbawione są jawności”.

Póki jeszcze mamy czas

W sytuacji, w której jedyną reakcją władzy jest milczenie, wraz z kolegami z sejmowej komisji ds. kontroli państwowej skierowałem wniosek do Najwyższej Izby Kontroli o zbadanie zasadności zarzutu sprowadzenia zagrożenia dla życia i zdrowia mieszkańców przez NFZ. Wiele bowiem na to może wskazywać – choćby sposób gospodarowania przez ten organ majątkiem publicznej służby zdrowia.

Kolejne rozstrzygnięcia konkursowe sprawiają nieodparte wrażenie polityki ograniczania i likwidacji jednostek publicznych przy równoczesnym promowaniu prywatnych. Sprawdzenia wymagają też informacje o niezdolności niektórych placówek, które uzyskały kontrakty, do natychmiastowego wykonywania świadczeń, o prowadzonych tam remontach pomieszczeń i naborze personelu. Wyraźny jest postępujący chaos i brak informacji, wciąż słychać o utrudnieniach w dostępie pacjentów do własnej dokumentacji medycznej, o braku ciągłości w leczeniu i wynikających z tego zagrożeniach.

Niestety, mimo naszych działań i kilku pozorowanych reakcji strony rządowej wprowadzony chaos i zamieszanie w województwie pomorskim trwają. Zagrożenie dla życia i zdrowia ludzi nie znika.

Jest taki związek frazeologiczny: „Dążyć do czegoś po trupach”. Pozostaje mieć nadzieję, że za szaleństwo wprowadzania przez NFZ zasad rynkowych w dostępności do świadczeń medycznych ktoś nie zapłaci ceny najwyższej, ostatecznej i nieodwracalnej. Jednak żeby tak się nie stało, trzeba zacząć działać natychmiast. Jeśli prezes Narodowego Funduszu Zdrowia i minister zdrowia nie podejmą błyskawicznie działań zaradczych, to na nich spadnie odpowiedzialność za zaniechania, które doprowadzą wcześniej czy później do tragedii.

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej