Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Ryszard Czarnecki,
11.07.2013 21:34

Krajobraz po Elblągu

Obecna sytuacja w partii władzy przypomina tę w SLD sprzed 10 lat, tuż przed utratą władzy przez Leszka Millera. Spadek poparcia, nienawiść między liderami i ich zmęczenie. Wszystko wskazuje na to, że Platforma Obywatelska znalazła się na równi pochy

Obecna sytuacja w partii władzy przypomina tę w SLD sprzed 10 lat, tuż przed utratą władzy przez Leszka Millera. Spadek poparcia, nienawiść między liderami i ich zmęczenie. Wszystko wskazuje na to, że Platforma Obywatelska znalazła się na równi pochyłej.

Gdy tuż przed drugą turą wyborów w Elblągu ukazał się sondaż zrobiony na zamówienie „Faktów” TVN, w którym Prawo i Sprawiedliwość prowadziło z rekordową przewagą 9 proc. nad PO (35 proc. do 26 proc.), najbliższe otoczenie Donalda Tuska, łącznie z jego zaufanymi ministrami, wpadło w panikę. Nawet raczej flegmatyczny, na angielską modłę, minister finansów Jacek Rostowski zaczął obdzwaniać znajomych z pytaniem: „Co to będzie, co to będzie?”.

„Układ” jednak istnieje!

Ekipę Tuska dodatkowo zaniepokoił fakt, że w wieczornych wydaniach dzienników stacji komercyjnych (Polsat, TVN) pokazano wyłącznie kandydata PiS u na prezydenta Elbląga − Jerzego Wilka, a nie pokazano w ogóle kandydatki PO. Zauważono też, że liczba polityków partii Jarosława Kaczyńskiego w wieczornych „Wydarzeniach” i „Faktach” jest wyraźnie większa niż polityków z rządzącego ugrupowania. Jeden z najbliższych ludzi premiera miał krzyczeć w zamkniętym gronie: „To »układ« wydał na nas wyrok”. To ten sam „układ”, z którego − gdy wielokrotnie mówił o nim Jarosław Kaczyński − politycy PO i sprzyjający im dziennikarze śmiali się do rozpuku. Teraz nagle objawił się im jako groźny fakt, mający siłę sprawczą zdejmowania polityków z najwyższych stanowisk w państwie…

Nie wiem, czy ten „układ” szuka kogoś na miejsce Donalda Tuska, a jeśli tak, to czy już znalazł. Wiem jednak na pewno, że dzień po sondażach dających przewagę PiS owi, pan premier w Elblągu sprawiał wrażenie polityka zmęczonego, przegranego i niewierzącego w to, co mówi. To nowe oblicze premiera widziała zresztą w telewizorach cała Polska. Donalda Tuska słuchała garstka osób, parokrotnie mniej liczna niż grupa jego przeciwników, głośno wyrażających (przed budynkiem, w którym odbywało się spotkanie z premierem) to, co obecnie sądzi o nim wyraźna większość Polaków. Skądinąd ta mizerna frekwencja na spotkaniu, bądź co bądź z prezesem Rady Ministrów, jest już pewną normą, gdy chodzi o mityngi polityków PO z ludnością. W sobotę na spotkaniu z Jarosławem Kaczyńskim tylko w Węgrowie i Sokołowie Podlaskim w dawnym województwie siedleckim zjawiło się łącznie ponad 700 osób. Szefowie rządzącej partii mogą tylko pomarzyć o takiej frekwencji: obojętnie, czy to Tusk, czy lokalni posłowie Platformy − czeka na nich zwykle po kilkanaście osób. Świadczy to jednak nie tylko o lawinowo spadającym poparciu dla PO, ale też o chaosie organizacyjnym w tej partii, która nie potrafi nawet zmobilizować swoich członków z miast (i ich okolic), w których odbywają się spotkania.

Wypalony Tusk i skłócona PO

Opisane obrazki pokazują wymownie kilka rzeczy. Po pierwsze, w Tuska przestają wierzyć jego najbliżsi współpracownicy i ministrowie. Po drugie, Tusk jest zmęczony, coraz bardziej wypalony i, używając motoryzacyjnej metafory, jedzie na politycznych oparach. Po trzecie, nawet członkowie PO i ich rodziny, a więc teoretycznie najtrwalszy elektorat, nie są złączeni silnym związkiem emocjonalnym z własną partią i jej liderem. Doprowadzi to zapewne do słabej frekwencji zwolenników PO – jeśli nic się nie zmieni – w czekających nas w najbliższych dwóch latach wyborach (europejskich i samorządowych w 2014 r., prezydenckich i parlamentarnych – w tej właśnie kolejności − w 2015 r.).

Do tego dochodzą coraz bardziej spektakularne walki wewnątrz Platformy Obywatelskiej. Dzisiejsza PO, jako żywo, przypomina inną rządzącą partię sprzed 10 lat: SLD z lat 2003–2005, gdy ówczesna „partia władzy” była całkowicie pochłonięta walką między Aleksandrem Kwaśniewskim a Leszkiem Millerem i ich zwolennikami. Dziś mamy powtórkę z rozrywki sprzed dekady z PO w roli głównej. Wszyscy widzieli wściekłą minę Donalda Tuska podczas konwencji w Chorzowie. Grzegorz Schetyna skradł mu wówczas show, gdy spektakularnie zrezygnował z kandydowania i otrzymał największą owację na kongresie liberałów. Ale już nie wszyscy słyszą, jakim językiem w prywatnych rozmowach mówią o sobie przedstawiciele zantagonizowanych platformerskich frakcji. Wzajemna nienawiść wyrażona jest tam takim językiem, na tle którego mocne (i uzasadnione) słowa Jerzego Wilka z Elbląga są doprawdy Wersalem.

Rybnik, Elbląg, Mielec – Warszawa?

W ten krajobraz wpisuje się wiktoria PiS u w Elblągu. Była to wiktoria na raty. Partia Jarosława Kaczyńskiego wygrała tam wybory do Rady Miasta dwa tygodnie temu. Teraz Prawo i Sprawiedliwość zdobyło Elbląg definitywnie, wygrywając przewagą 3,5 proc. wybory prezydenckie. Warto przypomnieć, że w tym samym mieście przed trzema laty w wyborach prezydenckich Bronisław Komorowski uzyskał prawie 64 proc., a lider Prawa i Sprawiedliwości nieco ponad 36 proc. Oznacza to, że w ciągu tych 36 miesięcy PiS odrobiło do Platformy ok. 30 pkt. proc.

Na tym nie koniec. Zaraz po wakacjach, w drugą niedzielę września, czekają nas wybory uzupełniające do Senatu w okręgu Dębica–Mielec−Sędziszów–Ropczyce. Na Podkarpaciu wygrać z PiS em to od dawna „mission impossible”, ale tym razem jest bardzo prawdopodobne, że kandydat Prawa i Sprawiedliwości, były poseł ZChN u i były senator PiS u, wręcz znokautuje rywali, uzyskując wynik w granicach 50–60 proc.

Jeśli po Rybniku, Elblągu i Mielcu oraz przejęciu władzy w sejmiku na Podkarpaciu uda się jeszcze odwołać w referendum nieudolną prezydent Warszawy, będącą jednocześnie wiceprzewodniczącą PO, to jasne będzie, że rządząca partia znalazła się na równi pochyłej, bez możliwości zejścia. Przestrzegam jednak przed myśleniem, że przejęcie władzy przez prawicę będzie miłe, łatwe i przyjemne. Wręcz przeciwnie. Wydaje się bowiem, że obecna koalicja jako swoje motto przyjęła słynne słowa Władysława Gomułki: „Władzy raz zdobytej – nie oddamy”. Elbląska „afera podsłuchowa” wymierzona w kandydata PiS u jest przedsmakiem tego, co może się zdarzyć. Jednak prowokacje, podsłuchy, inwigilacje i wrzutki do mediów ze strony PO nie powstrzymają społecznego ruchu protestu przeciwko złej władzy. Używając sportowej metafory: dziś Platforma jest jak bokser, który słania się w ringu i marzy o tym, aby dotrwać do gongu ogłaszającego przerwę. Prawo i Sprawiedliwość jest zaś jak zawodnik, który zamyka w narożniku swojego przeciwnika i czuje, że może zaraz wygrać przez nokaut. Mistrzowie sztuki walki na pięści uczą jednak, że atakując, nie wolno odkryć się nadmiernie i pozwolić przeciwnikowi przejść do kontrataku. To dobra rada także dla nas.

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE