Dzieci, matki i ojcowie
Indianę Jonesa znają wszyscy, choć to postać fikcyjna. Jana Nowaka-Jeziorańskiego, człowieka z krwi i kości – ci, którzy interesują się historią. A przecież „Kurier z Warszawy” to gotowy scenariusz sensacyjnego filmu. Ponoć Steven Spielberg, nim nakr
Zamazane proporcje
Oskar Schindler, Wilm Hosenfeld, Irena Sendlerowa i Henryk Sławik – dwaj Niemcy i dwoje Polaków – wszyscy w czasie Holokaustu ratowali Żydów.
„Listę Schindlera” nakręcił 20 lat temu Spielberg – dostała 12 nominacji i 7 Oscarów. Film o Hosenfeldzie („Pianista”) 11 lat temu zrealizował Polański, za co otrzymał 7 nominacji i 3 Oscary. Nie trzeba wyjaśniać, jak nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej wpływają na popularność i oglądalność.
W tej sytuacji marną pociechą są dla nas „Dzieci Ireny Sendlerowej”, zrealizowane 4 lata temu przez telewizję CBS, które dostały 2 nagrody Emmy (telewizyjny odpowiednik Oscara). Zwłaszcza, że pamięć o bohaterskiej Polce przywróciły światu – i nam - 4 amerykańskie uczennice (historia opisana w „Życiu w słoiku” Jacka Meyera).
Natomiast: „Henryk Sławik. Polski Wallenberg” – zrobiony 9 lat temu dokument TVP - nie ma żadnych nagród. Kto widział ten film, ręka do góry?!
Film o Sendlerowej, która ocaliła 2,5 tysiąca żydowskich sierot, był w Polsce reklamowany dość niefortunnym hasłem „…uratowała dwa razy więcej ludzi niż Oskar Schindler”. Skoro liczby już padły, to warto przypomnieć, że Henryk Sławik, delegat rządu RP, uratował życie prawie 30 tysiącom polskich uchodźców. Wśród nich było ok. 5 tysięcy Żydów. Działo się to na Węgrzech, sprzymierzonych z Niemcami. Hosenfeld pomógł przeżyć Władysławowi Szpilmanowi. Co nikomu nie ujmuje heroizmu, bo przecież „Kto ratuje jedno życie - ratuje cały Świat!…”. Sławik został „Sprawiedliwym wśród narodów świata” w 1990 roku - 27 lat po Schindlerze.
Widocznie Polak ratujący Żydów nie jest - wobec powszechności zjawiska - tematem na film. W przeciwieństwie do Niemca... Refleksja może krzepiąca, ale na pewno usypiająca!… Wszak kino to sztuka najważniejsza. I magiczna, bo skutecznie zamazująca rzeczywiste proporcje. Jak widać na powyższych przykładach.
Struganie pożytecznego idioty
Wiedział to już Lenin, który telewizji jeszcze nie znał. Umiejętne zastosowanie tej wiedzy przez uczniów „wodza rewolucji” wypaczyło filmowy obraz Związku Sowieckiego, nie tylko w oczach mieszkańców „Kraju Rad”. Rozsiało również po świecie masy „pożytecznych idiotów”. Wciąż przekonanych, że komunizm – w przeciwieństwie do zbrodniczego faszyzmu – był piękną, humanistyczną ideą. Tylko praktyka mu, co najwyżej, nawalała!
Tym śladem idą teraz Niemcy. Stracony w 1944 roku wskutek nieudanego zamachu na Hitlera, pułkownik Stauffenberg 4 września 1939 roku pisał do żony z podbijanej Polski: „Ludność to niesłychany motłoch, tak wielu Żydów i mieszańców. To lud, który czuje się dobrze tylko pod batem”. Dziś, w zjednoczonej Europie, autor tych refleksji robi za narodowego bohatera demokratycznych Niemiec.
Niemcy mają konsekwentną politykę kulturalną, wiedzą jak popularyzować historię, idąc na wygodne skróty. Co budzi zazdrość na tle widowiskowej niekonsekwencji kierownictwa polskiej telewizji publicznej. Które najpierw gorliwie oprotestowało wyprodukowany przez niemiecką publiczną telewizję ZDF serial „Nasze matki, nasi ojcowie”. By następnie zaserwować go polskim widzom w porze największej oglądalności.
W efekcie tej „pożytecznej misji” serial zobaczymy, więc szczegółowe omawianie go nie ma sensu. Warto jednak zwrócić uwagę, na jedną rzecz - fabuła zaczyna się od starcia ze Związkiem Sowieckim. Według twórców z ZDF wojna wybuchła w 1941 roku – prawie dwuletnia w tym momencie niemiecka okupacja Polski nie ma znaczenia?!… Kłania się graf Stauffenberg i historia na skróty!
Konsekwentni inaczej
W 1946 r. imieniem zamordowanego w Mathausen-Gusen Sławika nazwano ulicę w Katowicach. Po trzech dniach jednak nazwę zmieniono. Decydenci dowiedzieli się, że bohater co prawda był socjalistą, ale z komunistami nie miał nic wspólnego. W 1949 Irena Sendlerowa straciła przedwcześnie urodzonego syna. Będąc w zaawansowanej ciąży, była przesłuchiwana w UB.
Podłe traktowanie autentycznych bohaterów było realizowane konsekwentnie. Stąd bardzo długa lista osób wciąż nieobecnych w kulturze masowej i popularnej historii. Upychanych co najwyżej czasem w „niszę dokumentów”, choć ich losy i życiorysy mogą być podstawą atrakcyjnej fabuły. Dlaczego nie są? Przyczyny zostały już wiele razy ujawnione. W filmach fabularnych właśnie… Ubek w „Człowieku z marmuru” odnajduje się po latach w „kulturze”. Byłym funkcjonariuszem jest też kierownik kina w „Ucieczce z kina Wolność”. W scenariuszu „Przesłuchania” bohaterka, szukając pracy po wyjściu z więzienia, trafia do operetki, której dyrektorem okazuje się „znajomy” oprawca z Rakowieckiej.
Jabłko od jabłoni
Oczywiście można powiedzieć, że są to kariery fikcyjne, wymyślone na potrzeby dramatu. Ale w nowszych ekranizacjach odwzorowani zostali już prawdziwi ludzie - w „Generale Nilu” sędzia Igor Andrejew, w „Aferze Mięsnej”, sekretarz KW PZPR Walenty Titkow. Nieprzypadkowa zbieżność ich nazwisk z nazwiskami polskich filmowców może być powodem do poważnej refleksji.
Nie twierdzę, że tacy twórcy jak Andrzej Titkow i Piotr Andrejew świadomie zakłamują rzeczywistość. Ale myślę, że mogli wynieść z domu inną wersję historii. Rozumiem też wrażliwość i chęć zapomnienia przykrej prawdy o ojcach.
Niestety, przypominanie takich familijnych powiązań wywołuje zawsze – zamiast refleksji - spektakularną falę oburzenia mainstreamu. Bo dzieci nie mogą przecież odpowiadać za czyny rodziców?!
To bezdyskusyjna prawda, ale… „Za szkody wyrządzone przez dzieci, odpowiadają rodzice” – sentencja, znana z wywieszek na podwórkach, oraz regulaminów szkół, ma akurat w tym kontekście głębszy sens.
Dotykający wychowania właśnie - kształtowania osobowości dziecka, przekazywania mu co dobre a co złe, co niegodne a co sprawiedliwe. Na osobistym przykładzie - matek i ojców właśnie…
Bo „Takie bowiem będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie” – stwierdził 413 lat temu kanclerz Jan Zamoyski.
W tej kwestii naprawdę nic się nie zmieniło…