Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Jarosław Szarek,
12.06.2013 08:48

Złamany klucz do skarbca

W warszawskiej Cytadeli stawiano właśnie szubienice, jeszcze nie wiedziano, dla kogo, gdy miasto obiegła wiadomość, że Rosjanie odkryli, iż kasa Komisji Skarbu jest pusta. W rękach powstańczego Rządu Narodowego znalazło się kilka milionów rubli.

W warszawskiej Cytadeli stawiano właśnie szubienice, jeszcze nie wiedziano, dla kogo, gdy miasto obiegła wiadomość, że Rosjanie odkryli, iż kasa Komisji Skarbu jest pusta. W rękach powstańczego Rządu Narodowego znalazło się kilka milionów rubli.

Na początku czerwca 1863 r. „fizjonomia miasta od zimy znacznie się zmieniała. Na ludziach znać było przygnębienie, młodzieży mało było widać na ulicach, często patrole krążyły po wszędzie” – wspominał Kazimierz Szczaniecki. I w tym przygnębiającym czasie kilku odważnych ludzi dokonało rzeczy wydawało się niemożliwej: w Warszawie pełnej rosyjskiego wojska, żandarmów, szpicli przejęto fundusze Komisji Skarbu. „Już tego samego dnia wieczór rozeszła się pogłoska, a nazajutrz 10 czerwca całe miasto wiedziało…” – zapamiętał Józef Kajetan Janowski.

Chłopaki z podziemia 1863

Dla terroryzowanego i upokarzanego miasta wiadomość ta była niczym haust świeżego powietrza. Chyba podobnego uczucia doznali dokładnie 80 lat później warszawiacy, gdy latem 1943 r. oddział Kedywu Komendy Głównej Armii Krajowej w akcji „Góral” porwał ciężarówkę ze 105 mln zł, czyli milionem ówczesnych dolarów… Moje zaś pokolenie w stanie wojennym śpiewało za Janem Krzysztofem Kelusem o uwolnieniu ze szpitala pilnowanego przez milicjantów – wcześniej postrzelonego przez jednego z nich – znanego działacza mazowieckiej Solidarności: „Wie już Polska cała/że Jasio Narożniak/zrobił glinę w wała/Mieli ze szpitala/wziąć go do więzienia/ale mu pomogli/chłopaki z podziemia…”. A kilka miesięcy wcześniej, tuż przed 13 grudnia 1981 r. dolnośląska Solidarność wypłaciła z wrocławskiego banku 80 mln zł. Różne epoki, ale radość wolnych Polaków ta sama, podobnie jak bezsilna wściekłość zaborców, okupantów i rodzimych zdrajców.

Akcję w 1863 r. wymyślił Aleksander Waszkowski, 22-letni syn oficera polskich wojsk. Na wieść o początkach moralnej rewolucji rzucił studia w Petersburgu i przyjechał do Warszawy, gdzie przystąpił do organizacji narodowej. Walery Przyborowski pisał o nim: „Patriota gotowy dla ojczyzny wszystko i wszystkich poświęcić, wszystko przełamać, przedsięwziąć rzeczy najniepodobniejsze do uskutecznienia”. Pierwszym z nich było, w lutym 1863 r., wykradzenie z Wydziału Pomiarów Komisji Skarbu 52 ogromnych sekcji najdokładniejszych map Królestwa Polskiego, które rozesłano powstańczym dowódcom.

W głowie Waszkowskiego zaczął dojrzewać kolejny pomysł: przejęcie majątku z Komisji Skarbu i przekazanie go Rządowi Narodowemu. Potraktowano go niczym szaleńca, ale on nie rezygnował. Rozpoczął rozmowy z kasjerem Kasy Głównej Stanisławem Jankowskim i jej kontrolerem Stanisławem Hebdą. Ich rolą było przekazanie kluczy, aby można było zrobić ich kopie, i wskazanie odpowiednich woźnych do pomocy. Obaj nie byli już ludźmi młodymi, pierwszy miał lat 60, drugi 54 i gdy usłyszeli tę propozycję – odmówili. Nie wyobrażali sobie złamania urzędniczej przysięgi i pomocy w wyniesieniu pieniędzy, które im powierzono, nawet jeżeli służyły zaborcy. Waszkowski niestrudzenie ich jednak przekonywał, że „odmowa z ich strony będzie wprost zdradą sprawy niepodległości ojczystej, przez cały kraj upragnionej, zdradą narodu, wiary jego i tradycji”. W końcu się zgodzili, polecili też woźnych: Sebastiana Bielińskiego, Jana Kołtunowskiego i Mateusza Tyszkowskiego. Cała piątka miała otrzymać paszporty i odpowiednią kwotę, aby wraz z rodzinami móc bezpiecznie wyjechać za granicę. Przygotowania trwały kilka dni i wszyscy działali pod groźbą kary śmierci, w ogromnym psychicznym napięciu. Woźni przekazali klucze Waszkowskiemu, a ten pobrał odciski w wosku. Za kilka dni przyniósł im kopię, aby sprawdzić, czy pasują. Pasowały, ale kasjerzy je zabrali i stwierdzili, że się wycofują. Zostali jednak przechytrzeni, Waszkowski dorobił bowiem dwa komplety i jeden zostawił u siebie. W końcu obiecali jednak mu pomóc.

„Na korzyść własnej kieszeni”

Tymczasem o przygotowaniach dowiedziała się rosyjska agentura. Podjęto decyzję, aby pieniądze przenieść do Cytadeli. Ponadto zaborcy zażądali zastąpienia polskich urzędników Rosjanami. Na to jednak nie zgodził się margrabia Wielopolski. Uważał, że w Królestwie brak odpowiednich cywilnych kadr, a wojskowi „dowolnie rozporządzają finansami, przeważnie na korzyść własnej kieszeni”. Ponadto sądził, że jeżeli Moskale zawładną jakimś urzędem, to już go z łap nie wypuszczą. Przekonał zatem osobiście wielkiego księcia, że wiadomości dochodzące do niego są plotkami, a on ręczy za swoich urzędników. Jednocześnie przeprowadził nagłą kontrolę – 26 maja 1863 r. W kasie miało być ponad 60 mln zł i nie brakowało grosza, co wszystkich uspokoiło. Nadszedł zatem dogodny moment…

Komisja Skarbu znajdowała się przy pl. Bankowym, prawie u wylotu ul. Rymarskiej. O świcie 6 czerwca na jej dziedzińcu pojawił się Waszkowski ubrany w mundur urzędnika skarbu w towarzystwie trzech woźnych i urzędnika geometry Edwarda Czarneckiego. Pilnujący kozak zaprezentował przed nimi broń, nie dostrzegając niczego podejrzanego. Waszkowski sam otwierał skarbiec, ale „klucz w kłódce złamał się przy jej otwieraniu, zmuszony był po trzykroć wybiegać do miasta, aby się zaopatrzyć w piłki konieczne do przepiłowania ucha kłódki. W środku ucha był skręcony drut stalowy i piłki jedna za drugą pękały. W końcu udało się skarbiec otworzyć” – wspominał Tomasz Burzyński. Łup załadowano do czekającej na dziedzińcu dorożki Stanisława Olszańskiego, urzędnika Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, który wywoził je do mieszkania przy ul. Krochmalnej. Akcję przerwano na czas pracy urzędników i kontynuowano ją po ich wyjściu. Nazajutrz przypadała niedziela 7 czerwca – wtedy było zbyt niebezpiecznie, więc wrócili w poniedziałek i wtorek rano. W południe zjawił się jednak urzędnik z intendentury z poleceniem wypłaty 70 tys. rubli i wtedy wszystko się wydało. Władze wpadły w szał. Nie było wątpliwości, kto był sprawcą. Zniknęli Janowski, Hebda i trzej woźni. Wszyscy osiedli w Paryżu, gdzie żyli skromnie, Janowski z Hebdą spoczęli we wspólnym grobie na cmentarzu Montmartre. Na pociąg spóźnił się woźny Kołtunowski. Nieszczęśnika ogarnęło tak wielkie przerażenie, że podciął sobie żyły, popełniając samobójstwo.

Mała „prywatyzacja” i wyrwane akta

W powstańczej prasie Rząd Narodowy ogłosił komunikat o podjęciu akcji „osłabienia wroga pozbawieniem go zasobów potrzebnych do walki”, stwierdzając, że „urzędnicy Stanisław Janowski i Stanisław Hebda dobrze się zasłużyli krajowi i z rozkazu Rządu ze specjalną misją wysłani zostali za granicę”. Niestety większą część przejętego skarbu stanowiły papiery zastawne, a rząd powstańczy nie spieniężył ich w porę. Pod presją caratu Towarzystwo Kredytowe podało ich numery i tym samym stały się one stosem makulatury. Po przeliczeniu z zabranych 3,6 mln rubli (24 mln zł) zostało pół miliona w gotówce. Okazało się też, że zniknął jeden worek, jak ustalono, ze złotymi monetami. I tym razem nie zabrakło indywiduuów, które przy okazji postanowiły dokonać małej „prywatyzacji” i „ukręcić lody”. Ale były to jeszcze czasy, gdy nieuczciwość nie popłacała.

Wkrótce w okolicach Częstochowy kozacy zatrzymali powóz, w którym znaleźli skradzione złote monety. Złodziejem okazał się geometra Komisji Skarbu Edward Czarnecki. Już z więzienia w Cytadeli w grypsie do Rządu Narodowego przyznał się do winy, nikogo też nie wydał, a w śledztwie bronił się, że to posag jego żony. Został zesłany na Syberię, a żona z nieznanym skutkiem czyniła próby odzyskania swego „posagu”.

Po kilku miesiącach naczelnikiem Warszawy z ramienia Rządu Narodowego został Waszkowski. Przez rok był nieuchwytny dla Rosjan, w końcu został pojmany i stracony. W jego zeznaniach strony dotyczące przejęcia skarbu są wyrwane, w ich miejsce wklejone nowe. „Jakieś inne, skreślone jego ręką, ale niedbałe i jakby niechętne” – pisze rosyjski historyk Mikołaj Berg. Chodziło o to, że część listów zastawnych powstańczy przedstawiciele próbowali spieniężyć w Anglii u jednego z bankierów. Okazało się, że prowadzi on też interesy Fiodora Berga, brata historyka – okrutnego namiestnika Królestwa. Listy zatrzymano, a do sądu skierowano sprawę o kradzież. Adwokat przekonywał, że jej nie było, gdyż w Polsce prawowitą władzę sprawował Rząd Narodowy, a nie Rosjanie. Czekający na śmierć Waszkowski został w tej sprawie jeszcze raz przesłuchany na Pawiaku w obecności angielskiego konsula. Zrezygnowany potwierdził rosyjską wersję. Zostało więc tylko zrobienie porządku w papierach – wyrwano stare zeznania i wklejono nowe.

A nie tak dawno temu niektórzy dziwili się „wymianą” zeznań rosyjskich kontrolerów z lotniska w Smoleńsku złożonych przed prokuratorami. W Rosji takie praktyki to tradycja.
 

Jarosław Szarek, dr historii, redaktor, publicysta, autor książek „Wojna z narodem”, „Czarne juwenalia”; współautor m.in.: „W cieniu czerwonej gwiazdy. Zbrodnie sowieckie na Polakach (1917–1956)”, „Komunizm w Polsce”, „Droga do niepodległości. Solidarność 1980–2005”; serii książek historycznych dla dzieci „Kocham Polskę”

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE