NIE dla kompromisu w sprawie in vitro
Nie ma i nie może być moralnego kompromisu w sprawie in vitro. A choć jakieś uzgodnienia polityczne są konieczne, by ograniczyć totalną samowolkę w Polsce, to wzywanie do kompromisów nie jest zadaniem pasterzy, lecz polityków. Zamiana ról nie służy a
Nie ma wątpliwości, że o moralnym kompromisie – i to mimo zapewnień „Rzeczpospolitej” – w sprawie in vitro nie ma mowy. Arcybiskup Józef Michalik jasno i zdecydowanie wyraził stanowisko Kościoła w tej sprawie w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, a także w kazaniu w uroczystość Bożego Ciała. - Nie można patrzeć obojętnie, jeśli dzisiaj czyni się eksperymenty, tzw. in vitro, czyli poczęcie człowieka w probówce, które jest związane z grzechem złamania prawa natury – mówił metropolita przemyski w trakcie kazania. – Nie można patrzeć spokojnie, przecież to woła o pomstę do nieba, że rosną dzisiaj dziesiątki, setki, tysiące zamrożonych istnień ludzkich. Ludzi w azocie płynnym i nie wiadomo, co z tym zrobić – dodał.
Podobne sformułowania można było znaleźć także w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”. Tu jednak, jak się zdaje, padło – z politycznej i słusznej intencji – o kilka zdań za dużo. – W sprawie in vitro (...) trzeba szukać jakiegoś porozumienia w obecnej sytuacji politycznej. Ten stan obecny jest nieuczciwy. Dzisiaj mamy przecież najgorszy stan prawny, bo nie mamy żadnego. Wszystko w tej dziedzinie wolno. Mamy bezprawie, które jest zalegalizowane. I wydaje mi się, że musimy zrobić wszystko, żeby to uchwalone prawo dało pewne ramy: ograniczało pewne eksperymenty, nie potęgowało tego, co będzie problemem nie do rozwiązania, jak np. pomnażanie zarodków – mówił przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. A o niedoskonałych zapisach prawnych, jeśli by się pojawiły, powiedział: – Kościół przyjmie to do wiadomości z nadzieją. Nie wiem, czy będzie entuzjastą rozwiązań niedoskonałych, ale wyrazi nadzieję, że to etap na drodze do prawa doskonalszego etycznie – dodał arcybiskup.
Wypowiedź ta powinna być oczywiście interpretowana w pewnej całości, nie może być uznana za proste wezwanie do kompromisu. Tego bowiem, na płaszczyźnie moralnej, zwyczajnie być nie może. Aborcja, eutanazja, in vitro to sprawy – nie tylko z katolickiego, ale także z ludzkiego punktu widzenia – nienegocjowalne. Sumienie podpowiada jednak, o czym mówił arcybiskup Michalik, że konieczne są jakieś zapisy prawne. W obecnym stanie prawnym ludzie powoływani do istnienia w procedurze in vitro nie są chronieni w ogóle. Można nimi handlować, niszczyć, przerabiać na kosmetyki czy testować na nich lekarstwa. Nikt nie kontroluje mrożenia, niszczenia, zlewania do ścieków istnień ludzkich. Ten stan nie skończy się bez nowego prawa, a do jego ustanowienia potrzebny jest kompromis prawny i polityczny, o którym mówił arcybiskup.
Jego warunki brzegowe są jednak dość oczywiste. Trzeba maksymalnie chronić ludzkie życie. A to wymaga przynajmniej (a to absolutne minimum, bo dzieci giną także, gdy zastosuje się owe warunki brzegowe) zakazu mrożenia zarodków (inaczej nie będzie żadnego kompromisu i żadnego poprawienia sytuacji), a także zakazu selekcji eugenicznej w trakcie tej procedury. Szkoda, że arcybiskup Michalik jasno o nich nie przypomniał. To, co powiedział w „Rzeczpospolitej”, będzie bowiem wykorzystywane przez przeciwników obrony życia dzieci poczętych metodą in vitro do kwestionowania nauczania Kościoła i nacisków na katolików i obrońców życia, by ci zrezygnowali ze sprzeciwu wobec in vitro. A druga strona i tak ze swoich postulatów nie zrezygnuje, wykorzysta jedynie szlachetne intencje arcybiskupa do szantażowania obrońców życia.