U schyłku lat 70. dostaliśmy „Rozważania o wojnie domowej” Pawła Jasienicy. Wandejskiej obronie króla i religii przed siepaczami Rewolucji Francuskiej nadał autor wymiar uniwersalny. Po rewolucjach czerwonych wybuchają fioletowe, jak w Hiszpanii lat 30., i w Meksyku. W Polsce, rok po wydaniu „Rozważań..”, w zrewoltowanych stoczniach stanęły konfesjonały. Ta „cristiada” padła po szesnastu miesiącach, by się odrodzić, utraciwszy przedtem kilkuset zamordowanych księży. W Meksyku było tysiąckrotnie więcej ofiar.
Film Wrighta, znanego ze współpracy przy „Władcy pierścieni” czy „Titanicu”, wiernie relacjonuje wydarzenia, co zawsze znaczy więcej, niż widać na ekranie. Opowiada o odkryciu religii przez chłopca (Kuri), o męczeńskiej śmierci jego i jego preceptora – księdza (O’Toole), o wyczynach „Czternastki” ( Isaac), który zabił kilkunastu żołnierzy, a potem walczył w dobrej sprawie. Mamy tu też dowódcę powstania, księdza Vegę (Cabrera) i jego wodza, religijnego indyferenta, generała Gorostrieta (Garcia), który nie akceptował działań Callesa, a jako wojskowy zobaczył szansę przed ofiarnymi ideowcami.
Wszyscy oni, podobnie jak ukazani na ekranie główni rozgrywający – prezydent Calles (Blades) i ambasador USA (Greenwood) – to postaci autentyczne, które wpłynęły na losy Meksyku i trwają w jego historii jako zwycięzcy i święci lub wpływowi politycy. Calles faszyzował, był na czasowym wygnaniu, ale Meksyk, mimo Cristiady, do 2000 r. hołdował jego pomysłom. Sekowany Kościół odzyskał tylko część swobód.
W organie lemingów nazwano „Cristiadę” filmem ideologicznym, publicystycznym i w złym guście. Na FilmWebie troll ateusz szydził zeń niby z repliki komiksowych „Avengersów”, ale go wyśmiano. Sporo w filmie Meksyku, ciekawych bitew i forteli, widać polityczne kulisy i dyplomatyczne targi. Reżyser pokazuje to z pietyzmem. A że skupia też uwagę na bohaterach stawiających opór lewackiej histerii – czerwoni zoile nie potrafią okazać mu empatii. A przecież tyle jej mieli, gdy chodziło o obrazy pokrewne, jak „Siedmiu samurajów” („Siedmiu wspaniałych”) czy „Antonio Das Mortes”.