Od styczniowego powstania nie minęły jeszcze dwa dziesięciolecia, gdy w wiosce pod Bergamo przyszedł na świat Angelo Giuseppe Roncalli – późniejszy kardynał i papież – i to właśnie on wspominał polskim biskupom i Prymasowi Tysiąclecia, jak w jego „domu rodzinnym zacna stara osoba wspominała człowieka, naszego rodaka, który poszedł walczyć za waszą wolność – tę wolność, za którą wasz naród tak zawsze wytrwale walczył i którą po latach odzyskał".
Płk Francesco Nullo z grupą kilkunastu swoich rodaków, w większości z Bergamo, podążyli, aby wesprzeć powstańców. Był jednym z wielu obcokrajowców, którzy opuścili w tym celu swoje kraje. „Włosi powinni uczynić coś więcej, gdyż Polacy nie ograniczali się do mówienia nam pięknych słów, ale przybyli tu, aby dzielnie nadstawiać karku, i to nie raz. Nadszedł więc moment dla Włoch, aby dać Polsce należne świadectwo wdzięczności – i my, bergamaskowie, damy dobry przykład" – tłumaczył płk Nullo, który na czele francusko-włoskiego oddziału wkraczał do Królestwa. Temu doświadczonemu oficerowi nie było dane długo wojować na polskiej ziemi. Już kilka dni po przekroczeniu granicy – 5 maja 1863 r. – w Krzykawce pod Olkuszem dosięgła go rosyjska kula. Spoczął na polskiej ziemi. Przybyli z nim Włosi przeszli przez syberyjską katorgę – skuci i pędzeni pieszo za Ural – dopiero po latach wrócili do ojczyzny.
Ochotnicy 1863 r. – często pojedynczy – ale niemal z całej Europy, pozostawili w swoich ojczyznach obraz Polaków jako narodu nigdy nierezygnującego z wolności i gotowego za nią walczyć do końca. Taka Polska – dzielna i waleczna – leżąca gdzieś daleko za górami, jawiła się w wyobraźni małego Angelo Roncallego. O tym mówił prymas Polski ks. kard. Wyszyński w kazaniu w kościele św. Krzyża w 1963 r. „Pomyślcie, drodzy moi, my tu w Warszawie będziemy się zastanawiali, czy powstanie miało dla narodu znaczenie, jeśli dla starego Włocha, który dziś rządzi Kościołem pod imieniem Jana XXIII, samo wspomnienie powstania było wstrząsającym przeżyciem! On żył obrazami i ideałami naszego powstania, o którym zasłyszał w swojej młodzieńczej przeszłości – kształtowały w nim poczucie wielkiej wagi praw narodu i narodów do wolności, której dzisiaj, w duchu pokoju, służy. A więc – nawet dla ludzi obcych nam językiem i krwią – Powstanie Styczniowe miało olbrzymie, wstrząsające znaczenie".
Ambasador Rosji jest zagniewany!
I tak na walkę Rzeczypospolitej – nieistniejącej na mapach Europy – patrzyła w odróżnieniu od rządów, prezydentów, cesarzy – opinia publiczna większości państw na kontynencie. Nawet w leżącej na jego krańcach Portugalii. „Słowo »Polak« było wówczas synonimem bohatera, a namiętności wrące w duszach dwudziestolatków wyrażały się najczęściej nie w chęci wspinania się na balkon Julii, ale w pragnieniu, żeby wyjechać i walczyć w obronie Polski! W Coimbrze, ilekroć zebrało się więcej niż czterech przyjaciół, natychmiast zaczynaliśmy snuć takie projekty, wykrzykując raz po raz: – »Niech żyje Polska!«. Gazety pełne były wierszy o Polsce i obelg pod adresem Północnego Niedźwiedzia. Oddawaliśmy w zastaw płaszcze i podręczniki, żeby pomóc Polsce przez patriotyczne zbiórki" – wspominał wtedy jeszcze student, a później dyplomata, pisarz José Maria de Eça de Queirós.
Na zorganizowanym wiosną 1863 r. w Lizbonie benefisie poparcia dla walczącej Polski pojawił się – co było rzeczą raczej wtedy niespotykaną w innych krajach – panujący monarcha. Ambasador rosyjski odczytał to jako akt wrogi wobec Petersburga i wystawił notę grożącą zerwaniem z Portugalią stosunków dyplomatycznych. Portugalska prasa zareagowała oburzeniem. „Ambasador rosyjski jest zagniewany, nie życzył sobie, żeby nasz liberalny Ludwik I wziął udział w benefisie na rzecz Polaków, jaki miał miejsce w teatrze S. Carlos. Jest rzeczą godną pożałowania, że despotyzm może dojść do tego, że przerażają go i napawają nienawiścią najświętsze odruchy ludzkiego serca". W Portugalii powstała wtedy – mająca już wcześniejszą tradycję w innych państwach – bogata poezja poświęcona Polsce. Znamy nazwisko jednego z portugalskich ochotników, którzy przybyli wspomóc powstanie, był nim dwukrotnie ranny w walce z Rosjanami – João da Silva Martens Ferrão de Castelo Branco.
„Egoizm wszystko opanował"
Nie zabrakło głosów sympatii – a także garstki ochotników – z Czech, gdzie zawsze silne były prorosyjskie sympatie, gdzie „jakżeż łatwo nad kuflem piwa pisać słowa potępienia na wszystko, co się zapałem zowie", a Polaków nazywać „szaleńcami". Nie wszyscy jednak ulegali tej modzie, a ołomuniecki „Moravan" komentował wówczas: „Czołem bić trzeba przed szaleńcami takimi, co widząc naród i Ojczyznę w błoto zguby wdeptanymi przez tyrana, innej swobody tracąc nadzieję – z rozpaczy wstrząsają ciężkiemi okowy". „Są narody, co się wzorami kultury być mienią – u których nie znajdzie śladów szaleństwa takiego! Nie u nich szukać ducha ofiary, nie tam męczeńskiej wytrwałości za ojczyznę i naród, bo słowa te tylko zimnymi wymawiają usty! Tam się nie doczekasz czynu oburzenia, bo w nich zginęła siła ich moralna, egoizm wszystko opanował, żyją szczątkami sławy przodków swoich! Tacy nie zdolni zrozumieć Polaków, bo ledwo własnych ojców głosy rozumieją".
W 70. rocznicę Powstania Styczniowego Czesi zaprosili delegację polskich weteranów do Hradca Králové, gdzie internowano blisko tysiąc powstańców. Przyjazd weteranów „wywołał cały szereg podniosłych uroczystości, na których byli oni przedmiotem najserdeczniejszych, jakie tylko wyobrazić sobie można, owacji. Pięciodniowy pobyt ich na ziemi czeskiej był jednym wielkim pochodem triumfalnym, podczas którego odbierali hołdy iście królewskie… Na parę kilometrów przed Hradcem oczekiwała delegację konna banderia, złożona z 40 jeźdźców w staroszlacheckich strojach czeskich i wprowadziła triumfalnie korowód samochodów z weteranami do miasta. Przed gmachem muzeum zgromadziły się tłumy publiczności, kompania honorowa wojska ze sztandarem i orkiestrą". Polacy spotkali się z 93-letnim Janem Mahaczkiem walczącym u Marcina Borelowskiego „Lelewela", a w Józefowie, gdzie internowano generała Mariana Langiewicza, w alei jego imienia odsłonili pamiątkową tablicę. Tak „po królewsku" przyjmowali Czesi – stawiani nam za wzór realpolitik – „szalonych Polaków".
Budzenie ducha narodu
A dzisiaj, w Olkuszu, Krzykawce i całej okolicy – jak co roku, tylko że tym razem z jeszcze większym rozmachem – z udziałem gości z Italii, pod patronatem ambasadora Włoch – odbywają się kilkudniowe, jakże bogate, obchody. Na olkuskim cmentarzu, gdzie na ścianie pod zielono-biało-czerwonymi barwami wyryto nazwiska włoskich powstańców z 1863 r., obok 25 polskich, tych z okolicy, którzy w latach 1944–1945 polegli na „ziemi włoskiej" od Monte Cassino, po Ankonę, Bolonię, wyzwalając te miasta… Kolejna karta wspólnej tradycji zmagań „za wolność naszą i waszą".
Nie tak dawno usłyszeliśmy od rządzących obecnie Polską, że „Powstanie Styczniowe dla naszej komisji [sejmowej, kultury] skończyło się nie tylko 150 lat temu, tylko w ogóle", a potem jeszcze dosadniej, że „takie obchody, jakie powstanie". Obecna władza nie ukrywa, że nie chce tej rocznicy, tego „przegranego" powstania. Być może odpowiedzią na taką postawę są słowa prymasa Wyszyńskiego sprzed pół wieku, kiedy tłumaczył sens powstańczych walk: „W dziejach innych narodów powstania nie były na ogół dziełami udanymi, były natomiast budzeniem zasypiającego ducha narodu, aby powstał i żył. Bo my wkładamy w dzieje narodu wszystko, co dla nas najdroższe! [...] Ktokolwiek będzie w granicach jakiegokolwiek narodu na globie ustawiał klatki, będzie wrogiem! Będzie budził opór i rewolucjonizował ducha od wewnątrz, w głębi osobowości człowieka, który jest powołany do wolności myślenia, do wolności chcenia, do wolności miłowania i do wolności działania. Na to rady nie ma! [...] I nie car miał rację, gdy na Zamku Warszawskim odpowiadał butnie: »Porzućcie wszelkie sny!« – tylko właśnie ci, co padali, obejmując miłośnie otwartą piersią ukrzyżowaną pierś Matki-Polki. Tylko oni mieli rację! A my po stu latach wiemy to jeszcze lepiej". A dzisiaj, my, komu przyznamy rację?
Jarosław Szarek jest doktorem historii, redaktorem, publicystą, autorem książek: „Wojna z narodem", „Czarne juwenalia"; współautorem m.in.: „W cieniu czerwonej gwiazdy. Zbrodnie sowieckie na Polakach (1917–1956)", „Komunizm w Polsce", „Droga do niepodległości. Solidarność 1980–2005", serii książek historycznych dla dzieci „Kocham Polskę".