Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Paweł Tomczyk,
14.04.2013 16:28

​Prezydent solidarności

O bohaterach robi się filmy. Wszędzie, tylko nie w Polsce. Lista zapomnianych jest tak długa, że obecność na niej Lecha Kaczyńskiego nie powinna dziwić. W tym kontekście powstanie „Prezydenta”, dokumentalnego filmu Joanny Lichockiej i Jarosława Rybic

O bohaterach robi się filmy. Wszędzie, tylko nie w Polsce. Lista zapomnianych jest tak długa, że obecność na niej Lecha Kaczyńskiego nie powinna dziwić. W tym kontekście powstanie „Prezydenta”, dokumentalnego filmu Joanny Lichockiej i Jarosława Rybickiego, nabiera szczególnego znaczenia.

Kiedy Lech Kaczyński ogłosił, że wystawi Niemcom rachunek za zniszczenie Warszawy, został wyśmiany. Tylko starsi ludzie, mający wciąż w pamięci okupacyjną traumę, przyjęli ten pomysł bez szyderstwa. Ale nie oni przecież decydowali o treści opinii głównego nurtu.

Dzień po premierze filmu „Prezydent” na budowie warszawskiego metra znaleziono niewypał. Nie pierwszy. Na trasie drugiej linii znaleziono ich dotychczas około 600. Największy, półtoratonowy pocisk moździerzowy z II wojny światowej, odkryto w sierpniu ubiegłego roku na placu – nomen omen! – Powstańców Warszawy. Ewakuowano wówczas kilkaset osób z okolicznych budynków, zamknięto dla ruchu dużą część centrum Warszawy.

Niewybuchy to jedna z głównych przyczyn opóźnienia budowy o prawie 200 dni. To są wymierne koszty płacone – bo nikt nie wystawił za to rachunku Niemcom – z naszych podatków. Sprawa jest więc śmieszna chyba jedynie dla masochistów.

Zapomniany polityk

Kiedy Lech Kaczyński poleciał do najechanej przez Rosję Gruzji, media przedstawiały to jako operetkę, a w satyrycznych popisach wtórowali im politycy („jaki prezydent, taki zamach!”). Dziś Marcin Meller, autor książki o Gruzji, na spotkaniach z czytelnikami powtarza: „Czy to się państwu podoba, czy nie, Lech Kaczyński jest w Gruzji autentycznym bohaterem narodowym!”.

O bohaterach robi się filmy. Wszędzie, tylko nie w Polsce. Nie mamy filmu o Kościuszce, nie mamy o Paderewskim, Hallerze, Dmowskim, Witosie, Pileckim… O Piłsudskim w zasadzie też. Ta lista jest tak długa, że obecność na niej Lecha Kaczyńskiego nie powinna dziwić. Nawiasem mówiąc, Rosjan – których umysły komunizm zmaltretował znacznie bardziej niż nasze (tak przynajmniej lubimy się pocieszać) – stać było na zrobienie uczciwego filmu o admirale Aleksandrze Kołczaku, którym wcześniej, przez 70 lat, straszono kolejne pokolenia komunistycznych pionierów.

W tym kontekście powstanie „Prezydenta”, dokumentalnego filmu Joanny Lichockiej i Jarosława Rybickiego, nabiera szczególnego znaczenia.

Na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z typową paradą „gadających głów” zilustrowaną zdjęciami dokumentalnymi. Tych zdjęć jednak praktycznie do tej pory nie mieliśmy okazji zobaczyć. Zobaczyć i zapamiętać. Nikomu widać nie zależało – myślę tu o decydentach telewizji publicznej – by utrwalić w powszechnej świadomości istotne dokonania Lecha Kaczyńskiego: odznaczenie Anny Walentynowicz i Andrzeja Gwiazdy Orderem Orła Białego, wystąpienie na wiecu solidarności w Tbilisi czy wreszcie zwrócenie uwagi Władimirowi Putinowi na Westerplatte, że między ludobójstwem a epidemią jest wyraźna różnica.

Idea solidarności

A i z tego, co owe „gadające głowy” opowiadają, chyba też nie do końca zdawaliśmy sobie sprawę.

Ryszard Bugaj mówi na przykład, że Lech Kaczyński był pierwszym prezydentem RP, który nie brał udziału w obowiązkowej „operze mydlanej”. W odróżnieniu od poprzedników nie był celebrytą, a tego mainstream nie mógł mu darować. Trudno było oficjalnie czepiać się, że nie łowi ryb, nie gra w tenisa, nie poluje, nie tańczy i nie śpiewa. Zarzucano mu więc ignorancję i niekompetencję.

Barbara Fedyszak-Radziejowska z kolei twierdzi, że bardziej przygotowanego do prezydenckiej funkcji człowieka nie było. Był senatorem RP, przewodniczącym Solidarności, prezesem Najwyższej Izby Kontroli, ministrem sprawiedliwości, prezydentem stolicy. Choć wcale nie był mistrzem piaru (a nawet wręcz przeciwnie), nikt – a wrogów miał i ma – nie może zarzucić mu kompromitacji. W kraju, w którym wciąż aktualny jest greps z kabaretu Pod Egidą sprzed 30 lat: „Od kiedy to skompromitowani nie grają…?!”.

Swojej solidarności nie ograniczył jedynie do tych – zauważa Ryszard Bugaj – którzy wspięli się na stanowiska i skwapliwie wciągnęli za sobą drabinę. W kontekście ujawnionego niedawno cennika Lecha Wałęsy – tej „legendy Solidarności” i 60 tys. zł za towarzyszenie przy śniadaniu – czy ostatnich wypowiedzi prominentnych polityków PO, przywiązanie Lecha Kaczyńskiego do idei solidarności nabiera szczególnego znaczenia. Jej istotą wszak była i jest bezinteresowna pomoc słabszym – trudno doprawdy zmieścić jednak w tym pojęciu dokarmianie dzieci szczawiem.

Lokaje wciąż trzymają się mocno

W powszechnym odczuciu „Prezydent” jest pierwszym filmem dokumentalnym o Lechu Kaczyńskim. Wcześniej w TVP Ewa Świecińska zrobiła „Gorycz i chwałę” – nasyconą emocjami opowieść córki i przyjaciół o Lechu Kaczyńskim. „Tata nie lubił łowienia ryb. W związku z tym podpływaliśmy do pomostów, gdzie były przyczepione siatki z rybami, i tata te ryby wypuszczał” – mówi w tym filmie Marta Kaczyńska. I trudno oprzeć się pewnym skojarzeniom. Z solidarnością oczywiście…

TVP wyemitowała dokument Świecińskiej jeden raz. W normalnej rzeczywistości zostałoby to pewnie uznane za działanie na szkodę firmy – nie po to daje się pieniądze abonentów na produkcję filmu, by potem go nie emitować.

„Tak jak kłamstwo katyńskie było fundamentem PRL-u, tak prawda o Katyniu powinna być fundamentem wolnej Rzeczypospolitej” – mówi w „Goryczy i chwale” i powtarza w „Prezydencie” Maciej Łopiński, szef gabinetu Lecha Kaczyńskiego, przypominając tezy przemówienia, które miał wygłosić w Katyniu prezydent.

Nie usłyszeliśmy tych słów wtedy… Nie uznano za stosowne w mainstreamie medialnym, by nagłośnić, rozpowszechnić – co wydawałoby się dość oczywiste – przesłanie tragicznie zmarłego Prezydenta RP.

Wiosną 2007 r. jako sekretarz programowy telewizji Puls od pewnego dystrybutora (którego nazwisko litościwie zapomniałem) dostałem propozycję zakupu kilku filmów, m.in: „O dwóch takich, co ukradli księżyc”. Pomyślałem, że warto by pokazać „O dwóch takich…” 1 czerwca, w Dzień Dziecka. Niestety dystrybutor wpadł w panikę i uparł się, byśmy – prywatna telewizja – przed zakupem przedstawili mu pisemną zgodę na emisję z… Kancelarii Prezydenta! Nie chciałem robić z siebie idioty, więc do transakcji nie doszło.

Przytaczam tę anegdotę, bo właśnie film Lichockiej i Rybickiego upewnił mnie, że Lech Kaczyński chciał być prezydentem społeczeństwa obywatelskiego… Nie dworaków i lokajów. Niestety lokaje – parafrazując Wyspiańskiego – wciąż trzymają się mocno… 
 

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE