Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Tomasz Terlikowski,
13.03.2013 15:11

Geje – ofiary homolobby

Homolobby jest przeciwne nie tylko tradycyjnej rodzinie czy szerzej – normalności w ogóle, ale także tym spośród homoseksualistów, którzy mają problem z własną skłonnością seksualną.

Homolobby jest przeciwne nie tylko tradycyjnej rodzinie czy szerzej – normalności w ogóle, ale także tym spośród homoseksualistów, którzy mają problem z własną skłonnością seksualną. I właśnie oni są pierwszą ofiarą gejowskiego lobbingu. W nowym wspaniałym tęczowym świecie nie ma bowiem dla nich miejsca.

Lobby gejowskie od dawna próbuje nas przekonywać, że homoseksualizm jest kulturową i biologiczną normą, której w żaden sposób nie da się już zmienić. Homoseksualiści zaś, jeśli tylko odpowiednio ich uświadomić, są szczęśliwi dzięki temu, kim są i jak żyją. A jeśli jest inaczej, to jedynie dlatego, że homofobiczne społeczeństwa nie akceptują ich stylu życia i próbują im narzucić sprzeczny z ich naturą i emocjami modus vivendi. Jest jednak pewien problem z tego typu narracją. Jest ona fałszywa. Nawet w najbardziej „postępowych” przenikniętych polityczną poprawnością krajach istnieją homoseksualiści, którzy swoją skłonnością nie tylko nie są zachwyceni, ale nawet chcieliby ją zmienić. Jakaś część z nich jako główną przyczynę podaje religijność, ale u części niechęć do własnej skłonności związana jest ze świadomością zagrożeń, jakie czyhają na człowieka, który decyduje się na wejście w świat subkultury gejowskiej. Jednak istnienie tego typu gejów, a jeszcze bardziej działanie grup ich wspierających czy psychoterapeutów, którzy im pomagają, jest ogromnym kamieniem obrazy dla lobby gejowskiego. Próbuje więc ono zrobić wszystko, by sprawić, że ludzie tacy przestaną – przynajmniej w mediach i obiegu publicznym – funkcjonować.

Granat wrzucony do szamba

I dopiero z tej perspektywy można zrozumieć wściekłość, jaką wywołała interpelacja prof. Krystyny Pawłowicz, pytającej Ministerstwo Zdrowia o to, czy wspiera ono homoseksualistów nieakceptujących swojej orientacji seksualnej. Pytanie to naruszyło budowany od wielu lat społeczny fałsz, utrzymujący przekonanie, że homoseksualiści są zawsze zachwyceni swoją sytuacją, a jeśli o coś walczą, to o prawo do małżeństwa bądź adopcji dzieci. Na pewno zaś nie o to, by wyjść z homoseksualizmu lub przynajmniej nauczyć się zachowywać czystość. Gdy więc ktoś przypomina o wcale niemałej grupie osób, które ze swoją skłonnością mają problem i chcą z nią coś zrobić, to wówczas musi się podnieść wściekły ryk homolobbystów, czujących zagrożenie dla ich biznesu. Podnoszą natychmiastowo argument, że jest to atak na homoseksualistów.

Tyle że jeśli ktoś jest przeciwny osobom homoseksualnym, to właśnie homolobbyści. Nikt ze zwolenników różnych form terapii osób homoseksualnych nie jest bowiem zwolennikiem karania czy przymusowego leczenia. Psychoterapeuci, tacy jak Gerard van den Aardweg, Joseph Niocolosi czy wielu innych, wprost przekonują, że pomóc mogą tylko tym, którzy sami tego chcą i odkryli, że nie jest im dobrze w ich skórze. Tych zaś, którzy w relacjach homoseksualnych czują się jak ryby w wodzie, nikt do zmiany zmuszać nie będzie... Można im tylko co najwyżej przypomnieć badania, z których wynika, że orientacja homoseksualna najzdrowsza nie jest. Psychologowie, zajmując się tzw. reorientacją, pozostawiają więc ludziom wolność, zupełnie inaczej niż homolobbyści, którzy chcą zmusić wszystkich, by cieszyli się z tego i byli dumni, że dotknięci są seksualną skazą.

Nadzieja na zmianę

Taka postawa ignoruje przy tym całkowicie historie autentycznych zmian skłonności seksualnej, o których świadczą także ludzie, którzy tego typu reorientacji doświadczyli. Taka jest np. historia życia jednego z najbardziej znanych psychoterapeutów zajmujących się leczeniem i uzdrawianiem duchowym homoseksualistów, czyli Alana Medingera. Mężczyzna ten, choć był żonaty i miał dzieci, przez wiele lat doświadczał głębokich tęsknot homoseksualnych i przez dziesięć lat prowadził podwójne życie: dla żony i przyjaciół był mężem i ojcem zaangażowanym w życie zboru episkopalnego, ale wieczorami szukał homoseksualno-masochistycznych przygód. Uzdrowienie przyszło na niego po modlitwie do Jezusa Chrystusa na spotkaniu charyzmatycznej wspólnoty. Tam Medinger błagał Boga, by wreszcie zrobił porządek z jego życiem. I tak się stało.

Ten rodzaj natychmiastowego uwolnienia od pragnień nie jest zapewne typowy (przyznaje to zresztą sam Medinger, który od lat pomaga innym w wychodzeniu z homoseksualizmu), ale podobny cel może osiągnąć wielu homoseksualistów. Richard E. Cohen (inny psychoterapeuta specjalizujący się w terapii osób homoseksualnych) także dotknięty był tą tendencją i to przez wiele lat. Po latach własnych poszukiwań udało się mu jednak nie tylko zostać heteroseksualistą, ale również wypracować skuteczną dla wielu terapię homoseksualizmu.

Tego typu rezultaty nie stanowią jednak doświadczenia większości osób rozpoczynających terapię. Gerard van den Aardweg, od lat specjalizujący się w leczeniu homoseksualistów, twierdzi, że ten rodzaj „całkowitego uleczenia” – stopniowego lub nagłego – dotyczy od 10 do 15 proc. zaczynających terapię. „Większość z tych, którzy decydują się ćwiczyć opisaną tutaj metodę – notuje w swoim przewodniku do (auto) terapii homoseksualizmu Aardweg – odczuwa poprawę, mierzoną po kilku latach leczenia (przeciętnie od trzech do pięciu). Ich homoseksualne pragnienia i fantazje stają się słabe bądź zanikają. Heteroseksualność pojawia się bądź zostaje znacząco wzmocniona. Ponadto ich osobowość staje się mniej neurotyczna. Niektórzy, choć nie wszyscy, cierpią jednak na okazjonalne nawroty inklinacji homoseksualnych, na przykład pod wpływem stresu. Jednak jeśli ponownie staną z nimi do walki, zazwyczaj nie trwają one długo”. Psychoterapeuta przyznaje jednak, że droga, jaką proponuje, nie jest łatwa. Wymaga ona ogromnego wysiłku, silnej woli i jasno wytyczonego celu (ratowania małżeństwa, inspiracji religijnej itp.). Bez tego trudno wyobrazić sobie skuteczne leczenie.

Wykluczeni przez ideologię

Jednak zdaniem homolobbystów tych ludzi i takich historii zwyczajnie nie ma. A jeśli są, to należy zrobić wszystko, nie by pomóc im rozwijać się w kierunku, który sami wybrali, ale by zmusić ich do homoseksualizmu, aby ich – mówiąc brutalnie – homoseksualnie zgwałcić mentalnie. Ideologia gejowska ma w głębokim poważaniu ich pragnienia i uniemożliwia im uzdrowienie. I trzeba powiedzieć zupełnie otwarcie, że w ten sposób pokazuje, że dobro człowieka czy nawet jego własny wybór nie ma dla niej znaczenia.
 

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane