Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Jarosław Sellin,
12.03.2013 15:12

Lewico, zajmij się swoim antysemityzmem

Wbrew propagandzie środowiska „Gazety Wyborczej”, usiłującej z „polskiego antysemityzmu” uczynić pałkę do okładania swoich przeciwników politycznych, problem ten jest w Polsce wciąż marginalny.

Wbrew propagandzie środowiska „Gazety Wyborczej”, usiłującej z „polskiego antysemityzmu” uczynić pałkę do okładania swoich przeciwników politycznych, problem ten jest w Polsce wciąż marginalny. Jeśli można mówić o zagrożeniu odrodzenia się tego zjawiska, to raczej na lewej stronie sceny politycznej, której „antyizraelskość” w swojej skrajności staje się po prostu niechęcią do Żydów.

Czasami jedno autorskie zdanie lepiej charakteryzuje stan ducha jakiegoś środowiska niż całe uczone elaboraty na jego temat. Takie miałem wrażenie, gdy przed kilku tygodniami czytałem wywiad Pawła Smoleńskiego, ikony zaangażowanej społecznie publicystyki środowiska „Gazety Wyborczej”, z rabinem z Toronto. Rabin wygłaszał niepokojąco pozytywne opinie o swoich licznych kontaktach z Polakami. Był pełen podziwu dla naszej historii, dla odwagi Polaków ratujących Żydów w czasie wojny. W pewnym momencie, by podkreślić wspólnotę losu Polaków i Żydów, wzruszony, opowiedział zasłyszaną od jednego z więźniów Auschwitz historię dwóch młodych dziewcząt, Polki i Żydówki, które nago, trzymając się za ręce, razem wchodziły do komory gazowej z pieśnią na ustach. Pierwsza śpiewała polski hymn narodowy, druga hymn syjonistów. Reakcja Pawła Smoleńskiego? „Patriotyczno-martyrologiczny kicz” – oznajmił.

Wewnętrzna kultura Czerskiej

Pomijając już zwykły ludzki odruch, który każe raczej się wzruszyć wobec losu dwóch młodych dziewcząt, które wiedząc, że ich krótkie życie zostanie zaraz okrutnie zakończone, zdobywają się na unieśmiertelniający je patos, a nie chłodno oceniać je w kategoriach „estetyki zachowań” – o czym jeszcze świadczy reakcja Smoleńskiego? O tym, że w środowisku, w którym się obraca, zachowania patriotyczne są odczytywane jako estetyczny kicz, a martyrologia Polaków i Żydów nie może być wspólna. Wszak cała ponad 20-letnia praca środowiska, w którym Smoleński się obraca, ma na celu zakwestionowanie dawnego paradygmatu polskości. Udowadnia, że religijność Polaków, ich romantyzm, patriotyzm to obciążenia, a nie atuty na drodze do budowy nowego, postmodernistycznego, wymarzonego społeczeństwa.

Co ciekawe, w dalszej części rozmowy Smoleński wyraził zdziwienie, że rabin z Toronto spotyka w swoim życiu niemal wyłącznie Polaków przychylnych Żydom, gdyż on dostrzega w wystarczającym nadmiarze wśród nich opary antysemityzmu. Myślę, że to efekt swoistej kultury wewnętrznej na Czerskiej, gdzie od początku istnienia tego środowiska wybryki antysemickie w Polsce z lubością i przesadą eksponowano, inicjowano dyskusje o nieuleczalnym antysemityzmie prostych Polaków (czasem nawet bezobjawowym), zarzut antysemityzmu traktowano instrumentalnie jako pałkę polityczną (poczynając od „wojny na górze” w 1990 r. i walki z obozem wynoszącym do prezydentury Lecha Wałęsę).

Margines polityki

Tymczasem od ponad 20 lat widzimy, że siły polityczne, które próbowały grać nutką antysemityzmu, zawsze pozostawały na kompletnym marginesie polskiej polityki. Gdyby antysemityzm był wśród Polaków tak żywy i atrakcyjny, jak starają się wmawiać nam to redaktorzy z Czerskiej, przecież w końcu ktoś by to zdyskontował politycznie i odniósł wyborczy sukces. Nigdy tak się nie stało.

W życiu publicznym w różnych formach uczestniczę od lat 80. XX w. Oznacza to, że brałem udział w setkach spotkań i dyskusji z ludźmi. Z różnych warstw społecznych i w różnych geograficznie miejscach w Polsce. Nie jestem ślepy – owszem, zdarzają się na takich spotkaniach pytania z podtekstem antysemickim. Wynikają one z braku wiedzy, którą można uzupełnić właśnie na takim spotkaniu (od tego też my, politycy, jesteśmy), czasem z wciąż żywych stereotypów bądź ze zwykłej głupoty. Czasami z chęci zaspokojenia zwykłej ciekawości, która nie musi mieć podtekstu antysemickiego (ostatnio np. o charytatywną organizację żydowską działającą w Polsce B’nai B’rith). Ale są to pytania bardzo rzadkie. Siłą rzeczy na spotkania z kimś takim jak ja przychodzą raczej ludzie o prawicowej, konserwatywnej wrażliwości. A pytania o antysemickim podtekście stanowią może 1 proc. wszystkich.

Nawiasem mówiąc, przed laty zbadano skłonności antysemickie wśród różnych grup polskiego elektoratu politycznego. Wynikło z nich, że najczęściej tego typu myślenie obecne było wśród elektoratu potężnego jeszcze wówczas, postkomunistycznego SLD.

Lewicowa niechęć do Żydów

Jeśli dziś rodzi się w Polsce jakaś nowa forma antysemityzmu, to – podobnie jak na Zachodzie – w lewicowych i lewackich kręgach politycznych. Na zasadzie prostej konsekwencji myślenia: jesteśmy przeciwni „imperializmowi amerykańskiemu”, a więc także ekspozyturze tego imperializmu, jakim jest „wielki amerykański lotniskowiec” na Bliskim Wschodzie, czyli Izrael. Nawiasem mówiąc, to środowisko red. Smoleńskiego ma problem, gdyż fascynując się różnymi lewicowymi ruchami na Zachodzie, łapie się na tym, że z sympatią ocenia różne akcje antyizraelskie typu „Flotylla Wolności”.

A niechęć do Izraela przekłada się już na postulaty bojkotu izraelskich towarów i izraelskich naukowców w Europie. Do tego dochodzi np. wyrok niemieckiego sądu kwestionującego prawo wspólnoty religijnej do obrzezania, a w wielu krajach, w tym w Polsce – do zakazu prawdziwie religijnego, tradycyjnego uboju koszernego. Od pięknych haseł obrony współczesnych „proletariuszy”, którymi są Palestyńczycy i biedni muzułmanie z Zachodu, dochodzimy w tej lewicowej wrażliwości niemal do klasycznego antysemityzmu, opartego na negatywnych stereotypach Izraelczyka lub po prostu Żyda.

Uczestniczyłem ostatnio w Krakowie, jako gość z polskiego Sejmu, w obradach Europejskiego Parlamentu Żydowskiego, istniejącej od roku organizacji, która chce bronić praw i reprezentować trzy miliony Żydów żyjących dziś w ponad 40 krajach Europy. W długiej debacie, poza wymienionym już skrajnym antysyjonizmem grup lewicowych, zaniepokoiły ich trzy problemy: czy rozmawiać z francuskim Frontem Narodowym Marie Le Pen? Jak reagować na antysemickie poglądy węgierskiego Jobbiku? Jak czytać poglądy na kwestie żydowskie ukraińskiej Swobody?

A jak przedstawiana była Polska? Jako niewyobrażalnie przyjazny kraj. Dla Żydów, dla ich kultury (największy festiwal tej kultury na świecie odbywa się właśnie w Krakowie), dla Izraela wreszcie. I nie była to tylko kurtuazja wobec kraju – gospodarza na oficjalnych, otwartych dla gości obradach. Tak mówiono również w kuluarach.

Chciałbym doczekać czasów, by wciąż wpływowe, choć na szczęście słabnące opiniotwórczo środowisko red. Smoleńskiego dostrzegło wreszcie właściwą w Polsce miarę rzeczy w sprawie zjawiska antysemityzmu w Polsce.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane