Egzamin na prawo jazdy, który zdawałem kiedyś w USA, składał się z testu i jazdy. Test zawierał 30 pytań, a trzeba było odpowiedzieć tylko na 20. Był tak łatwy, że jak mówił pewien mój student, „zdałyby go nawet grzyby". Jazda sprawdzała tylko jedną umiejętność: zatrzymania się przed znakiem „stop". Żadnego placu manewrowego itp.
Różnica między egzaminami tłumaczy, dlaczego USA to potężne państwo, a Polska nie. W USA ludzi dorosłych traktuje się jak dorosłych, nie komplikuje się prostych spraw, a energię społeczną kieruje ku wielkim celom. W Polsce ludzie dają się traktować jak dzieci, a z braku wielkich celów energię społeczną marnuje się, komplikując w nieskończoność sprawy proste. W USA pieniądze wydaje się na drogi, toteż jeździ się tam bezpiecznie. U nas drogi są złe, toteż stale reformuje się egzaminy.