Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Joanna Lichocka,
28.12.2012 08:32

Chata Millera

Trudno się dziwić Jerzemu Millerowi, że nie ma ochoty powoływać komisji, która miałaby sprostać ustaleniom ekspertów zespołu Antoniego Macierewicza.

Trudno się dziwić Jerzemu Millerowi, że nie ma ochoty powoływać komisji, która miałaby sprostać ustaleniom ekspertów zespołu Antoniego Macierewicza. Powołanie jej czy chociaż zorganizowanie wspólnej z niezależnymi ekspertami debaty do niczego nie są mu potrzebne. Wprawdzie w zamyśle przedstawicieli obozu władzy i rządowych mediów taka publiczna debata miałaby być spektaklem, w którym będzie można obalić ustalenia zespołu Macierewicza, ale wyraźnie obecny wojewoda nie jest przekonany do skuteczności takiego zabiegu. Argumenty i ustalenia kierowanej przez niego komisji, tylko o jotę różniące się od rosyjskiego raportu MAK-u, nie nadają się do publicznej merytorycznej polemiki – niechybnie muszą skończyć się publiczną kompromitacją jej członków. Dlatego ewentualny propagandowy spektakl nawet przy zdyscyplinowanych dziennikarzach rządowych mógłby okazać się niewypałem. Jerzy Miller nie chce ryzykować kariery i pocić się przed kamerami, by podbudować pozycję premiera Donalda Tuska. Dlatego mówi – także premierowi – moja chata z kraja. Poniekąd robi słusznie – kłamliwy raport rządowy jest, długofalowo, znacznie większym problemem premiera Tuska niż byłego ministra Millera.

NAJNOWSZE