Prawdziwa muzyka ludowa niegdyś nie miała lekko. Nawet wielki miłośnik i badacz, twórca współczesnej etnografii Oskar Kolberg, zanim docenił jej tajemniczy urok, pierwszy swój zbiór melodii ludowych zaopatrzył w fortepianowy akompaniament, dopasowując brzmienie do mieszczańskiego gustu dziewiętnastowiecznego odbiorcy.
Z czasem dopiero odkrył, że melodie w czystej formie, ukazane w kontekście, z odniesieniem do gwary, obyczaju, głębi tradycji i obrzędów, obronią się same. Tajemne piękno i metafizyczna siła muzyki źródłowej inspirowały Chopina, Moniuszkę, Szymanowskiego, Lutosławskiego, Góreckiego i wielu innych. Na drugim biegunie byli komuniści, którzy w myśl hasła „sztuka narodowa w formie, socjalistyczna w treści” zapędzili kulturę ludową do obsługii państwowej propagandy, nasączając antenę radia produkcjami orkiestry Dzierżanowskiego i tworząc estradowe „pegeery”, czyli wielkie zespoły pieśni i tańca: Mazowsze i Śląsk. Z istotą kultury źródłowej projekty te miały niewiele wspólnego, za to zafałszowały obraz i wywołały retorsje. Ten sfalsyfikowany folklor w III RP stał się przedmiotem drwin, przybierając postać Genowefy Pigwy. Termin „Cepelia” zaczął funkcjonować jako synonim bezguścia i kiczu. Szczytem pogardy wobec tradycji ludowej było wystawienie na Eurowizję 2014 przez ówczesny zarząd TVP piosenki „My Słowianie”. Oryginał zaś – prawdziwa muzyka ludowa – uwodził zrazu nielicznych. Jednak z biegiem lat dla coraz większego grona młodych ludzi, muzyków, badaczy, tancerzy staje się on przedmiotem autentycznej pasji. W żywym kontakcie ze starymi mistrzami odkrywają, że improwizowane oberki i mazurki spod Radomia mają te same cechy (wolność, witalność, transowość), które fascynują ich w rock’n’rollu. Ten wielki potencjał odradza się m.in dzięki audycjom z muzyką ludową na antenie radiowej Dwójki. Likwidacja lub marginalizacja przez obecny zarząd pasm z tą muzyką to działanie wpisujące się w fatalne praktyki z przeszłości.