Policja zjawiła się w piątkowe popołudniu u dziennikarza TV Republika, Adriana Stankowskiego. Powodem miało być zgłoszenie na 112 dotyczące dziewczyny wymagającej pomocy lekarskiej. Gdy Stankowski powiedział, że jest dziennikarzem Republiki, policjant w stopniu sierżanta stwierdził, że "niewykluczone, że tu może być jakaś prowokacja".
Dziennikarz Republiki postanowił złożyć zawiadomienie w sprawie fałszywego alarmu. Lecz okazało się, że... nie jest to łatwe.
Ja od rana z pomocą prawników współpracujacych z TV Republika jako zaniepokojony obywatel próbuję złożyć zawiadomienie o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Próbujemy to zrobić, zainteresować tym faktem Prokuraturę Okręgową w Warszawie. Tam od rana jest komedia w czterech aktach, jesteśmy odsyłani razem z prawnikami od Annasza do Kajfasza; od DS-u do DS-u. Pan rzecznik Skiba, do którego skierowaliśmy nasze telefoniczne kroki, udaje nieistnienie. Panika i przerażenie w tej prokuraturze zapanowała.
– relacjonował Stankowski w rozmowie z TV Republika.
"Miałem rację, że mój przypadek to będzie pierwszy przypadek z mojej serii. Jak się organy państwa nie wezmą do roboty, to będą kolejne przypadki" - dodał, nawiązując do przypadku wejścia policji do prezesa Marszu Niepodległości Bartosza Malewskiego.