Przeszło tydzień trwa zmasowana akcja wymierzona przeciwko dziennikarzom Telewizji Republika, jej współpracownikom, jak i samej stacji. Do prywatnych domów wkraczają służby pod różnym pretekstem na podstawie anonimowych fałszywych zgłoszeń. Mimo nasilonej fali nieprawdziwych doniesień, służby dalej na nie reagują.
O procederze mówił w sobotnim programie „Rewolwer” dziennikarz śledczy Republiki Piotr Nisztor.
- Śledziłem to, będąc na urlopie, a więc trochę z zewnątrz. Na samym początku, jak to zobaczyłem, pomyślałem „prowokacja”. Druga myśl była taka, że ktoś doskonale zna ten system. Wie, jak to działa, wie jakie są procedury. To nie mogą być przypadkowe osoby. Jeśli ktoś uważa, że to jakaś zgraja zgrywusów, którzy robią sobie dowcipy, to się myli
- podnosił.
Zdaniem dziennikarza „to była i jest doskonale zorganizowana akcja”. Ostrzegł, że akcja może eskalować:
„każdego dnia, kiedy dostrzegam kolejne elementy, to moim zdaniem jest to też próba zachęcenia; włączenia tych, którzy zostali wyhodowani przez takich ludzi jak Roman Giertych, do tego, żeby włączyli się w tę akcję. Oni już mają plan, jak to zrobić. To najbardziej przerażające. Niestety uważam, że to będzie trwało. Dzisiaj do tej akcji mogą się dołączyć różne grupy”.
Podkreślił, że „to wszystko ma wywołać chaos”. - Tu chodzi o wywołanie chaosu, zastraszenie. Chodzi o te wszystkie elementy, o których od dłuższego czasu mówimy w Republice. Tylko dziś to nabiera zupełnie nowego odcienia. To, jak zostało podjęte działanie w stosunku do prof. Cenckiewicza, gdzie policjanci na linach schodzą do mieszkania… To jest szok - mówił dalej.
Nisztor zasugerował, że autorzy fałszywych alarmów nie są przypadkowymi osobami:
„w ostatnim czasie przebywałem na urlopie. W związku z groźbami funkcjonariusza Służby Ochrony Państwa, który groził mi zabójstwem, mam pewnego rodzaju ochronę. Ona polega między innymi na tym, że - gdy wyjeżdżam – daję informację, że wyjeżdżam. W systemach służb doskonale było wiadomo, że mnie nie ma. I dziwnym trafem u mnie takich sytuacji nie było. Nikt nie zamawiał mi pizzy, nikt nie wchodził do mnie do domu, nikt się nie spuszczał na linach. To być może jedna z poszlak na to, że to była zorganizowana akcja przez ludzi, którzy w jakiś sposób z naszymi służbami są związane”.