Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Media

Dziennikarz TV Republika odpowiada Tuskowi. „Musiałby Pan zakazać internetu”

Premier Donald Tusk powiązał tragedię w szkole w Leszczydole-Nowinach ze styczniowym wetem prezydenta Karola Nawrockiego. Chodzi o przepisy, które miały pozwolić państwu szybko blokować niebezpieczne treści w internecie. Słowa premiera wywołały ostrą reakcję Pałacu Prezydenckiego, a z jego argumentami polemizuje też dziennikarz Telewizji Republika, Mateusz Łoń.

Premier Donald Tusk powiązał tragedię w szkole w Leszczydole-Nowinach ze styczniowym wetem prezydenta Karola Nawrockiego. Chodzi o przepisy, które miały pozwolić państwu szybko blokować niebezpieczne treści w internecie. Słowa premiera wywołały ostrą reakcję Pałacu Prezydenckiego, a z jego argumentami polemizuje też dziennikarz Telewizji Republika Mateusz Łoń.

Premier mówił o tym w czwartek, podczas pilnej narady w sprawie przemocy w szkołach. – Gdyby dzisiaj ten młodociany nożownik transmitował zbrodnię w internecie, to nie moglibyśmy tej treści zablokować, ponieważ nie dostaliśmy tego narzędzia prawnego do ręki – powiedział.

O jaką ustawę chodzi?

Premier odniósł się do nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, czyli polskiego wdrożenia unijnego aktu o usługach cyfrowych (DSA). Przepisy miały pozwolić prezesom UKE i KRRiT nakazywać platformom internetowym usuwanie nielegalnych treści związanych z ponad 20 przestępstwami, m.in. z promowaniem przemocy i groźbami karalnymi.

W styczniu prezydent zawetował ustawę, argumentując, że wprowadzałaby cenzurę i ograniczała wolność słowa. Rząd podzielił ją na dwie części. Pierwszą, bez przepisów o blokowaniu treści, prezydent podpisał we wrześniu. W czwartek, po atakach w szkołach, Sejm ponownie przyjął przepisy o szybkim blokowaniu nielegalnych treści.

Pałac Prezydencki ostro zareagował na słowa premiera. Otoczenie prezydenta sprzeciwia się łączeniu tragedii z bieżącym sporem politycznym i podkreśla odpowiedzialność rządu za bezpieczeństwo. Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz przypominał wcześniej, że sprzeciw prezydenta zmusił rząd do usunięcia przepisów o administracyjnym blokowaniu treści przez urzędników bez wyroku sądu. Przepisy te nazywano „cenzorskimi”.

„Musiałby Pan zakazać internetu”

Z premierem w serwisie X polemizował dziennikarz Telewizji Republika Mateusz Łoń. Przypomniał, że gdy udało się zablokować tzw. patostreaming, jego twórcy po prostu przenieśli się na inne platformy. – Nawet jakby była jakaś ustawa, to ścieżek jest tak wiele, że musiałby Pan zakazać internetu – napisał.

Jak przekonuje, za blokowanie treści w serwisach takich jak YouTube, Twitch czy Facebook odpowiadają ich administratorzy i ten mechanizm działa. Jego zdaniem w przypadku ataku pod Wyszkowem nie dałoby się jednak powstrzymać transmisji, bo administrator nie wiedziałby, kiedy ją wyłączyć, a sam atak trwał chwilę. Zwraca też uwagę, że treści można przekazywać np. przez udostępnianie ekranu na platformie Discord, czego nie da się łatwo zablokować.

Łoń przypomina, że państwo ma już narzędzia, by powstrzymywać rozpowszechnianie najcięższych przestępczych treści, np. związanych z wykorzystywaniem seksualnym dzieci. Ostrzega natomiast, że ustawa, na którą powołuje się premier, mogłaby posłużyć do cenzury w sieci. Jak podkreśla, użytkownicy nie wiedzieliby, jakie treści zablokowano, a którym ograniczono zasięgi.

„Zamiast panikować, usiądźcie z nimi”

W innym wpisie Mateusz Łoń zwrócił się do rodziców, którzy po ostatnich atakach zastanawiają się, czy ich grające w gry dzieci nie są zagrożone. Jak przyznaje, w sieci są mroczne zakątki, takie jak społeczność True Crime Community, gdzie fascynacja zbrodnią przybiera niebezpieczne formy. Nie oznacza to jednak, że każde dziecko, które gra, ma z nimi styczność.

Dziennikarz, który sam spędzał wiele godzin przy grach, radzi podchodzić do sprawy delikatnie. Jego zdaniem radykalne odcięcie od internetu odbiera dzieciom pasję i kontakt ze znajomymi. Zachęca, by rodzice szczerze zainteresowali się tym, w co grają dzieci, zadawali pytania i okazywali zaufanie. Zwraca uwagę, że młodzi częściej publikują treści na Instagramie czy Snapchacie niż na Facebooku.

Jednocześnie radzi, by konsekwentnie pokazywać dzieciom alternatywy: zabierać je na koszykówkę, piłkę czy inny sport i podsuwać ciekawe treści historyczne czy sportowe. – Zamiast panikować, usiądźcie z nimi i szczerze zainteresujcie się tematem – apeluje.

Źródło: niezalezna.pl

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Media