Przy okazji premiery filmu "Psoty", w którym wciela się w ojca nastolatki, Borys Szyc wraca myślami do własnych doświadczeń. Jak podkreśla, film opowiada o zwyczajnej rodzinie – takiej, jakich wiele – w której dorośli są zapracowani, a dziecko czuje się samotne i niezrozumiane. – „To marzenie dziecka okazuje się dużo mocniejsze i większe, niż rodzicom się wydaje. I zmusza ich, żeby inaczej spojrzeli na swoją córkę” – tłumaczy aktor.
Szyc nie ukrywa, że jego własne ojcostwo zmieniało się diametralnie wraz z upływem lat.
„Byłem bardzo młodym ojcem, miałem 25–26 lat, więc miałem wtedy w głowie ‘siano i stare gazety’. Musiałem naprawdę dojrzeć”
– przyznaje. Choć wspomina tamten czas z czułością, zaznacza, że dopiero kolejne doświadczenia życiowe nauczyły go odpowiedzialności i spokoju.
Przełomem było pojawienie się na świecie najmłodszego syna.
„W momencie, kiedy urodził się Henio, ojcostwo było już dużo bardziej dojrzałe, spokojne i wyważone”
– mówi aktor. Dziś podkreśla, że najważniejsze stało się dla niego bycie obecnym i uważnym, a nie tylko zapewnianie dzieciom atrakcji czy spełnianie ich zachcianek.
W filmie „Psoty” ważnym wątkiem jest także odpowiedzialność za zwierzęta. Szyc podkreśla, że pies to nie zabawka ani chwilowa zachcianka.
„To zobowiązanie na lata, koszty, leczenie i codzienna odpowiedzialność”
– zaznacza. Nie jest to dla niego temat abstrakcyjny – psy towarzyszyły mu od dzieciństwa, a kilka lat temu sam zaangażował się w kampanię promującą adopcję.
„Wychowywałem się z psami od zawsze. Przeszliśmy drogę od chartów afgańskich po dogi, które zniszczyły nam mieszkanie, ale były cudowne”
– wspomina z uśmiechem. Dziś w jego domu jest adoptowana Wena, która – jak żartuje aktor – „najpierw pilnowała syna, a teraz to on nią zarządza”.