To było jak odpalenie megabomby informacyjnej, która obiegła w czwartek 21 listopada cały świat. Rosja miała uderzyć w miasto Dnipro na Ukrainie międzykontynentalną rakietą balistyczną (IBCM), która nie była uzbrojona w nuklearną głowicę. Jeden rosyjski pocisk RS-24 „Jars”, zdolny do uderzenia na dystansie 12 tys. kilometrów, uzbrojony w kilka, niezależnie naprowadzanych, głowic nuklearnych, o łącznej mocy przekraczającej 1,5 Mt, jest w stanie wywołać potężne burze ogniowe, ogarniające przestrzeń kilkuset kilometrów kwadratowych. W epicentrum kula ognia osiąga temperaturę pięć razy większą od Słońca. Milion mieszkańców Dnipro nie przeżyłoby takiego uderzenia - pisze Piotr Grochmalski w "Gazecie Polskiej'.
- Nikt nie godzi się na rusyfikację Gruzji - oświadczyła prozachodnia prezydent tego kraju Salome Zurabiszwili. W centrum Tbilisi i w innych miastach ludzie wyszli na ulice, by zaprotestować przeciwko rządowi, który ogłosił zawieszenie rozmów o członkostwie kraju w UE.
Rząd Czadu ogłosił w czwartek, że wycofuje się z umowy o współpracy obronnej z Francją. Oznacza to, że francuscy żołnierze będą musieli opuścić środkowoafrykański kraj, który jest kluczowym sojusznikiem Zachodu w walce przeciwko dżihadystom w regionie – podała agencja Reutera.