"Głosowanie w wyborach do Sejmu i Senatu RP przebiega bardzo spokojnie. Nie było żadnych incydentów. Ale zainteresowanie wyborami jest ogromne. W związku z tym musimy dołożyć wszelkich starań, żeby wszyscy czekający ludzie czuli się dobrze. Na szczęście pogoda sprzyja"
- mówi w rozmowie z dziennikarzami attache prasowy polskiej ambasady w stolicy Niemiec Dariusz Pawłoś. W Berlinie jest w niedzielę słonecznie i temperatura dochodzi do 24 stopni.
"Roznosimy wodę. Była potrzebna jedna interwencja lekarska. Pewna pani chciała koniecznie zagłosować, ale niestety lekarze jej nie pozwolili. Można z tego wnioskować, że motywacja, by wziąć udział w wyborach jest duża. Cieszymy się z tego ogromnie. Ludzie średnio czekają około godziny w kolejce"
- relacjonuje Pawłoś, który jeszcze przed wyborami apelował, by przychodzić na głosowanie jak najwcześniej.
Rzeczywiście, ok. godz. 8 w komisji wyborczej w Instytucie Polskim naprzeciwko berlińskiej katedry panował spory ruch, ale kolejek jeszcze nie było.
"Przyjechałam na wycieczkę na trzy dni do Berlina i zarejestrowałam się w spisie wyborców. Miałam motywację, żeby wstać wcześnie rano w niedzielę"
- mówi ze śmiechem PAP 53-letnia pani Ewa z Poznania, która głosowała w Instytucie Polskim.
W późniejszych godzinach zarówno przed ambasadą na Grunewaldzie, jak i przed komisją w Polskiej Misji Katolickiej trzeba się było uzbroić w cierpliwość. Narzekających jednak prawie nie było.
"Ponad godzinę stałam w kolejce, ale nie narzekam. Miło się czekało i organizacja super" - mówi PAP pani Anna mieszkająca od 17 lat w Poczdamie, która głosowała w placówce dyplomatycznej RP.
Wtóruje jej pan Bogdan, od 5 lat w Berlinie. "Brawo Polacy, choć daleko, sercem z Polską. Trzeba głosować, żeby potem nie gadać, że to, że tamto. Trzeba brać odpowiedzialność" - przekonuje.
Według ambasadora Andrzeja Przyłębskiego duże zainteresowanie wyborami, to dobry prognostyk dla przyszłości demokracji.
"Coraz więcej obywateli interesuje się tym, żeby współdecydować. Spory ideowe i kierunek rozwoju Unii Europejskiej powoduje wzrost zainteresowania, nawet u zwykłego człowieka, tym, co się dzieje. I poprzez to potrzebę wpływu"
- mówi polski dyplomata w rozmowie z dziennikarzami.
Polacy mieszkający w RFN mogą oddać głos w 23 komisjach wyborczych, które znajdują się w Berlinie, Monachium, Kolonii i Hamburgu, a także m.in. w Bremie, Dortmundzie, Karlsruhe, Wiesbaden i Norymberdze.