Koalicja prezydencka Razem zdobyła w I turze wyborów parlamentarnych, która odbyła się w niedzielę, 25,75 proc. głosów, koalicja lewicy Nupes 25,66 proc. Różnica między obiema formacjami wynosi zaledwie ok. 21 tys. głosów.
Zaskoczenie we Francji
Zapytaliśmy przewodniczącego paryskiego klubu „Gazety Polskiej” Andrzeja Wodę o to, czy tak mała przewaga formacji prezydenckiej nad głównym konkurentem jest zaskoczeniem. - Wszyscy są zaskoczeni tym, że lewica uzyskała taki wynik. Najprawdopodobniej w drugiej turze wyborów jednak strona Macrona weźmie górę i będą rządzili sami – ocenił.
- Mimo wszystko w wyniki pierwszej tury w jakimś sensie są porażką Macrona. Nikt się nie spodziewał tego, że te wyniki będą tak bliskie. Nie wszyscy we Francji są zadowoleni z tego, co on wyprawia
- podkreślił.
Na pytanie, czy tak słaby wynik obozu prezydenckiego to żółta kartka od Francuzów dla Macrona, stwierdził że on ma ją już od dłuższego czasu. - Sprawa żółtych kamizelek cały czas nie została załatwiona, podobnie jak cała masa rzeczy gospodarczych czy socjalnych. To jest żółta kartka - stwierdził.
Co to oznacza?
Dopytaliśmy naszego rozmówcę o to, jak zmieniłaby się francuska polityka zagraniczna także wobec Polski czy Ukrainy, gdyby większość w Zgromadzeniu Narodowym przejęły formacje lewicowe. – Współpraca Macrona z lewicą byłaby trudna. Jeżeli chodzi o Polskę, to nie widziałbym tego zbyt kolorowo, bo jednak propozycje, które wysuwa lewica, dotyczące na przykład wyjścia z NATO czy podejścia do Unii Europejskiej, nie są dla nas dobre. Tak naprawdę z perspektywy Polski żaden wybór nie jest dobry. Jedyną zaletą obozu Macrona jest to, że jest on przewidywalny. Po lewicy można natomiast spodziewać się wszystkiego. Przesunięcie wajchy w lewa stronę byłoby dla nas niekorzystne – ocenił.
- Jeżeli chodzi o Ukrainę, to sprawa jest dużo bardziej skomplikowana. We Francji jest bardzo dużo ludzi o poglądach prorosyjskich. Części społeczeństwa oczywiście nie podoba się przerywanie wysyłki broni czy lawirowanie przy rozmowie z Putinem, ale niestety jest tam sporo rusofilów. Oczywiście kwestia ataku na Ukrainę jest potępiana, ale nie budzi ona wśród Francuzów dużego zainteresowania. Nikt tu się specjalnie nie przejmuje losem Ukrainy. Najchętniej przeszliby nad tym do porządku dziennego, szczególnie politycy, którzy bez oporów wróciliby do handlu i stosunków z Rosją, które były przed wojną. Oni sobie nie wyobrażają Europy bez Rosji
- wyjaśnił.