W ataku na salę koncertową w Krasnogorsku pod Moskwą zginęło co najmniej 40 osób, a ponad 100 zostało rannych - podały kanały w serwisie Telegram zbliżone do rosyjskich struktur siłowych. W budynku wybuchł pożar, częściowo zawalił się dach. Pojawiają się doniesienia o kolejnej eksplozji.
Na gorąco zdarzenie komentowali w Telewizji Republika Waldemar Buda i Przemysław Wipler.
Polityk Prawa i Sprawiedliwości przyznał, że „w Rosji takie rzeczy nie dzieją bez powodu przypadkiem”. - To musi mieć głębszy podtekst. Nie sądzę, że to zamach terrorystyczny. Tu musi chodzić o coś. Były tam przed chwilą wybory prezydenckie, mamy agresję Rosji na Ukrainie. Mam wrażenie, że tu mogą być jakieś związki z jednym albo drugim - ocenił.
Z drugiej strony nie wykluczył „prowokacyjnego działania Moskwy i szukania przyczynków, powodów do innych działań”.
- Prowokacja to drugie śniadanie Putina. On prowokacją się żywi na arenie międzynarodowej. W wielu miejscach wznieca konflikty albo zmienia oblicza konfliktów poprze prowokację. Czy tutaj tak było? Nie wiemy. Na pewno nie można wykluczyć drugiego, trzeciego albo i czwartego dna - mówił.
Oponował polityk Konfederacji: „na obecnym etapie tego nie wiemy”. - Nieważne kto to zrobił, nieważne dlaczego – na obecnym etapie to terroryzm. Faktem jest, że ktoś strzela do niewinnych cywilów. Niezależnie od tego, jak krytycznie określamy Rosję, to zabito ludzi - przekonywał Wipler.
- Niezależnie od tego kto i z jakich powodów to robi, należy to stanowczo potępić - zakończył.
Zaledwie kilka tygodni po tym, jak Putin w 1999 r. został po raz pierwszy premierem Rosji, w Bujnaksku, Moskwie i Wołgodońsku wysadzone zostały w nocy budynki mieszkalne. Łącznie zginęło 313 osób. 932 ludzi zostało rannych. Rosyjskie służby oskarżyły o te czyny czeczeńskich terrorystów, co stało się pretekstem do krwawej agresji w Czeczenii. Aleksandr Litwinienko ujawnił w książce „Wysadzić Rosję”, że seria zamachów bombowych przeprowadzona została przez FSB i miała wylansować Putina.