W strzelaninie poważnych obrażeń doznał także trzeci z interweniujących funkcjonariuszy. Zraniony został brat napastnika, którego nie uznano za podejrzanego. Pojawiły się spekulacje, że do strzelaniny doszło w rezultacie sprzeczki między obydwoma braćmi.
Według policji funkcjonariusze padli ofiarą zasadzki. Pod wskazanym adresem oczekiwał ich uzbrojony mężczyzna.
Szef Departamentu Policji w Bristolu Brian Gould nazwał strzelaninę aktem "bezsensownej przemocy". Trwa śledztwo mające ustalić okoliczności zajścia.
Policja stanowa w Connecticut stwierdziła, że wezwanie do interwencji mogło być podstępem. Jak dodała wstępne dochodzenie sugeruje, że było to "celowe działanie, aby zwabić" funkcjonariuszy do przybycia.
W sprawie strzelaniny wypowiedział się w czwartek cytowany przez dziennik "New York Times” gubernator Connecticut Ned Lamont. Nazwał ją "druzgocącym przypomnieniem niebezpieczeństw, z którymi policjanci muszą się każdego dnia mierzyć."
Lamont zarządził opuszczenie flag w urzędach stanowych do połowy masztu w celu uczczenia zabitych funkcjonariuszy.