Prezydent USA oświadczył podczas środowej konferencji, że ponowna inwazja na Ukrainę będzie katastrofą dla Rosji. Zaznaczył, że konsekwencje mogą być mniejsze w przypadku "mniejszego wtargnięcia" (ang. minor incursion).
- To zależy, co (Rosja) zrobi. Będzie to jedna rzecz, jeśli będzie to mniejsze wtargnięcie i skończy się to tym, że będziemy się kłócić, co z tym zrobić
- powiedział Biden, przyznając, że wewnątrz NATO są różnice co do tego, jakie sankcje zastosować w przypadku różnych scenariuszy wznowionej agresji.
Nie jest jasne, co miał na myśli Biden mówiąc o "mniejszym wtargnięciu". Pytany w dalszej części konferencji, odpowiedział, że jeśli Rosja zdecyduje się np. na cyberatak, USA odpowiedzą w ten sam sposób. Dodał, że choć skala ewentualnej agresji ma znaczenie, to "jeśli rosyjskie siły przekroczą granicę zabijając ukraińskich żołnierzy, myślę że to zmieni wszystko".
To samo jeszcze w czasie trwania konferencji napisała na Twitterze rzeczniczka Rady Bezpieczeństwa Narodowego przy Białym Domu Emily Horne.
"[Prezydent] odniósł się do różnicy między wojskowymi i niewojskowymi/paramilitarnymi/cyberdziałaniami Rosjan. Takie działania spotkają się z odpowiedzią na zasadzie wzajemności, w koordynacji z sojusznikami i partnerami".
.@POTUS clarified this. He was referring to the difference between military and non-military/para-military/cyber action by the Russians. Such actions would be met by a reciprocal response, in coordination with Allies and partners. https://t.co/vBX7aO5B1d
— Emily Horne (@emilyhorne46) January 19, 2022
Mimo to, jak podaje CNN, wypowiedź Bidena wywołała alarm wśród przedstawicieli ukraińskich władz, którzy mieli zinterpretować to jako danie zielonego światła Rosji do napaści.
Podolak: Nie oddzielać słów od polityki Waszyngtonu
- Ukraina nie uważa, że słowa prezydenta USA Joe Bidena o tym, że Rosja mogłaby ponieść niższy koszt w przypadku mniejszego "wtargnięcia" na Ukrainę, należy oceniać oddzielnie od polityki amerykańskiej administracji
- oznajmił doradca ukraińskiego prezydenta Mychajło Podolak.
- Zdecydowanie nie warto oceniać słów wypowiedzianych dzień wcześniej jako czegoś oddzielnego od integralnej polityki amerykańskiej administracji - przekazał Podolak agencji Reutera.
Dodał, że Kijów cieszy się z zasygnalizowanej przez Bidena skoordynowanej odpowiedzi Zachodu na ewentualne działania przeciwko Ukrainie.
- Co ważnego usłyszało ukraińskie społeczeństwo? Że kraje Zachodu są zgodne co do tego, iż jakikolwiek negatywny scenariusz w stosunku do Ukrainy albo w ogóle Europy spotka się ze skoordynowaną i odpowiednią odpowiedzią -
dodał Podolak, doradca w biurze prezydenta Wołodymyra Zełenskiego.
- Jednocześnie ważne jest, by rozumieć, że dyplomatyczne działania są kontynuowane na różnych poziomach, a kroki na rzecz deeskalacji są teraz głównym ich celem - wskazał.
Wypowiedź spotkała się z krytyką również w krajach sojuszniczych NATO.
Le Monde: Biden zrobił krok w stronę Rosji
-To niejednoznaczne sformułowanie Bidena o "małym wtargnięciu" wywołało ostrą krytykę ze strony opozycji, która oskarżyła prezydenta o uległą postawę wobec Rosji i akceptację rosyjskiego wtargnięcia na Ukrainę - pisze francuski tytuł „Le Monde”.
„Amerykański prezydent zrobił krok w stronę Rosji, która domaga się gwarancji, że Ukraina nigdy nie wejdzie do Sojuszu Północnoatlantyckiego, a Zachód nie rozmieści na terytorium tego kraju broni strategicznej. Władimir Putin narzuca swój harmonogram Joe Bidenowi”
– podsumowuje „Le Monde”.
The Telegraph: Kolejna gafa w polityce zagranicznej
Brytyjskie media wypowiedź Joe Bidena oceniają ją jako "kolejną gafę" w polityce zagranicznej.
"W 28. minucie konferencji prasowej Joe Bidena doszło do gafy - i był to opad szczęki. Zwłaszcza jeśli oglądało się ją w Kijowie lub na Kremlu. Prezydent USA zdawał się mówić, że jeśli (prezydent) Władimir Putin dokonałby tylko >niewielkiego wtargnięcia< na Ukrainę, to Rosji nie groziłyby druzgocące sankcje"
- pisze "The Telegraph".
Jak dodaje, w Kijowie pojawiły się oskarżenia, że Biden daje Kremlowi zielone światło i złość, że publicznie rozróżnia różne poziomy rosyjskiego ataku. Według Ukraińców było to szczególnie niebezpieczne, ponieważ uważa się, że preferowaną przez Putina opcją jest ograniczone wtargnięcie. Doprowadziło to do podejrzeń, że za plecami Ukrainy zawierany jest układ. W rzeczywistości w Kijowie panuje obawa, że Biden nie tyle się pomylił, co nieumyślnie powiedział prawdę - wskazuje "Daily Telegraph".
"Cokolwiek miał na myśli, był to przykład tego, że Biden mówi za dużo i mówi swobodnie, którą to słabość już wcześniej pokazał. Na swojej pierwszej od 78 dni konferencji prasowej, prezydent chciał być może zademonstrować swoją znajomość szczegółów, przemawiając ostatecznie przez prawie dwie godziny. Ale w chwili, gdy skończył, urzędnicy Białego Domu rozpaczliwie starali się >wyczyścić< uwagi na temat Ukrainy"
- pisze "Daily Telegraph".
Zwraca uwagę, że była to kolejna gafa Bidena w polityce zagranicznej, bo w październiku amerykańscy urzędnicy musieli uspokajać nastroje po tym, jak zasugerował, że USA staną w obronie Tajwanu w przypadku ataku Chin, co wydawało się przesunięciem delikatnej, długoletniej polityki Waszyngtonu, polegającej na "strategicznej dwuznaczności".
Die Welt: Czy USA przyznają Rosji cześć Ukrainy?
Niemiecki dziennik "Welt" nazywa wypowiedź Bidena na temat Ukrainy "najcięższym błędem" podczas konferencji.
"W Departamencie Stanu mogli złapać się za głowę. Jeszcze bardziej w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego. Proszę to sobie wyobrazić: w przeddzień możliwej rosyjskiej inwazji na Ukrainę, czyli wojny w środku Europy, prezydent USA filozofuje na temat tego, co mogłoby być niewielkim wtargnięciem Rosji i, pośrednio, powściągliwą reakcją NATO. Mówiąc wprost: czy USA przyznają Rosji niewielką część Ukrainy?".
"Suedeutsche Zeitung" zauważa, że "niektóre z wypowiedzi Bidena były dość interesujące, choć może niekoniecznie w sposób, który sztab prezydenta kojarzy z tym przymiotnikiem". Na przykład, "gdy chodziło o Rosję i Ukrainę: Biden dał znać dziennikarzom jakby mimochodem, że podejrzewa, że Putin >pójdzie do przodu<. Fakt, że prezydent Stanów Zjednoczonych, który zazwyczaj jest dobrze poinformowany, spodziewa się rosyjskiego ataku na Ukrainę, nigdy wcześniej nie był słyszany tak wyraźnie".
Według SZ "jeszcze bardziej zaskakujące było to, że po tej wypowiedzi Biden był niezwykle szczery w opisie tego, jak Zachód mógłby zareagować w sytuacji kryzysowej. W przypadku inwazji Putin musiałby się liczyć z ostrymi sankcjami gospodarczymi - ostrzegł Biden. Rosja zostałaby wówczas odcięta od transakcji płatniczych z użyciem amerykańskiego dolara".
Prezydent przyznał jednak, że "państwa NATO nie są w żadnym wypadku zgodne co do szczegółów odpowiedzi. Wręcz przeciwnie. Jeśli dobrze zinterpretować Bidena, to najwyraźniej w sojuszu istnieją dość zróżnicowane poglądy na temat tego, co dokładnie powinno być rozumiane jako inwazja i jak Rosja powinna być ukarana, jeśli agresja pozostanie poniżej pewnego progu. (...) Dziennikarz chciał wiedzieć, czy (prezydent) właśnie dał Putinowi pozwolenie na małą wojnę z Kijowem. Biden nie potrafił całkowicie odeprzeć tych podejrzeń"
- pisze "Sueddeutsche Zeitung".
Affari Italiani: "Małe wtargnięcie" coraz bardziej realne
Włoski informacyjny portal Affari italiani, komentując wypowiedź amerykańskiego prezydenta, podkreślił, że przekaz ten niepokoi władze w Kijowie, ponieważ - jak dodał - "znaczy to, iż w przypadku "małego wtargnięcia" odpowiedź nie byłaby automatyczna i że może być to równoznaczne z zielonym światłem dla Moskwy".
"To tak, jakby Waszyngton publicznie stwierdził, że jest gotów zaakceptować małe wtargnięcie poza granicę, bez strzelania, które uratowałoby wizerunek Rosji, ale nie inwazję na wielką skalę, powodującą reakcję amerykańską i Europy"
- podkreślono w komentarzu.
Włoski portal odnotowuje: "Prezydent Władimir Putin naciska, Stany Zjednoczone są coraz bardziej przekonane o tym, że moment inwazji na Ukrainę jest bliski".
W Affari italiani przypomina się: na granicy z Ukrainą zgromadzono tysiące rosyjskich żołnierzy; "w oczekiwaniu na "małe wtargnięcie", który po słowach przywódcy w Białym Domu wydaje się mniej nieprawdopodobny i mniej odległy".
Fox News: Ta konferencja to całkowita katastrofa
Mocna krytyka na Bidena spadła także ze strony mediów w USA, w tym konserwatywnego Fox News.
Stacja zebrała na swojej stronie internetowej krytyczne reakcje na wystąpienie Bidena, w którym amerykański przywódca zasugerował, że rodzaj ewentualnych sankcji przeciwko Rosji będzie zależał od skali agresji na Ukrainę.
"Prezydent Biden spędził większość 2021 roku unikając konferencji prasowych, ale zorganizował jedną w środę, która została oceniona jako >całkowita katastrofa<. (...) Być może najbardziej szokującym komentarzem wieczoru była odpowiedź Bidena na pytanie o rosyjską inwazję na Ukrainę"
- czytamy w artykule opublikowanym przez Fox News w czwartek.
"Biden powiedział, że choć uważa, że inwazja jest nieuchronna, to Stany Zjednoczone są gotowe odpowiedzieć znaczącymi konsekwencjami gospodarczymi, jeśli Rosja się na nią zdecyduje. Wyjaśnił jednak, że >mniejsze wtargnięcie< Rosjan wywołałoby łagodniejszą reakcję USA niż inwazja na Ukrainę na pełną skalę" - relacjonuje stacja telewizyjna wypowiedź Bidena, przytaczając jednocześnie komentarz publicysty konserwatywnego dwutygodnika "National Review" Dana McLaughlin: "Biden atakuje legalność amerykańskich wyborów, jednocześnie sygnalizując Putinowi, aby spróbował >drobnego wtargnięcia< na Ukrainę. Nic z tego nie jest normalne. Nic z tego nie jest w porządku".
Wtórował mu inny konserwatywny komentator Andrew Malcolm:
"Wydaje się, że Biden właśnie zaakceptował >mniejsze< rosyjskie wtargnięcie na Ukrainę. Tak więc inwazja na niezależne państwo sąsiedzkie jest zła. Ale (mniejsze) wtargnięcie jest dla tego prezydenta w porządku".
Z kolei Peter Baker z lewicowego "New York Timesa" stwierdził, że "komentarze Bidena sugerujące, że >mniejsze wtargnięcie< na Ukrainę może nie wywołać tak energicznej reakcji, jak inwazja na pełną skalę, wywoła wielki niepokój w regionie, zwłaszcza w Kijowie".
New York Post: Nic dziwnego, że trzymają Bidena z dala od mediów
"Jeśli środowa konferencja prasowa prezydenta Joe Bidena miała wzbudzić zaufanie, to ten plan zawiódł na całej linii. Mimo że większość czasu prezydent spędził wywołując reporterów z >bezpiecznej< listy przygotowanej przez jego personel, to wciąż się potykał, a jego wypowiedzi zbyt często nie miały żadnego sensu" - czytamy w komentarzu redakcyjnym "NY Post", opublikowanym dzisiaj na stronie internetowej gazety.
"Szczególnie chaotyczne były jego odpowiedzi na temat Ukrainy. Sprawa jest dość prosta: (prezydent) Władimir Putin grozi inwazją i zrobi to, jeśli uzna, że ujdzie mu to płazem. A przynajmniej spróbuje nakłonić Zachód, by mu coś zaoferował. (...) Wydaje się, że Biden na ochotnika zaproponował Rosji łapówkę mówiąc, że Ukraina w najbliższym czasie nie zostanie członkiem NATO. Nawet jeśli to prawda, po co ograniczać swoje opcje?"
- pyta retorycznie tabloid.
Następnie wylicza kolejne błędy popełnione - jego zdaniem - przez amerykańskiego przywódcę.
"Co gorsza, w pewnym momencie prezydent zasugerował, że Putin >nie ma innego wyjścia<, jak tylko zaatakować, ponieważ zaszedł już za daleko. Przynajmniej wydaje się nam, że tak powiedział, bo składnia Bidena nie pozwalała tego stwierdzić na 100 procent. (...) Powiedział też wprost, że Putin wygra, choć poniesie wielkie straty. (...) Aha, i Biden zasugerował, że Rosji może ujść na sucho >drobne wtargnięcie<. Jest to zaproszenie do zabrania jednego kawałka Ukrainy teraz – i kolejnych kawałków później. Co za katastrofa. Nic dziwnego, że personel Bidena robi wszystko, co w jego mocy, aby trzymać prezydenta z daleka od prasy"
- spuentował "New York Post".